Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami podzieliło się w swoich mediach społecznościowych historią znalezienia królika, którego ktoś najprawdopodobniej bestialsko skatował. Ssaka dostrzegła przypadkowa osoba, tuż przy krakowskim Dworcu Głównym.

REKLAMA

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy na RMF24.pl.

Wszystko zaczęło się w środę wieczorem, gdy w Ogrodzie Kasztanowym Krakowian, tuż obok krakowskich dworców autobusowego i kolejowego, pewna kobieta dostrzegła pod krzakiem małego królika.

"Zwierzę było w tragicznym stanie, więc zabrała je do całodobowej lecznicy" - informuje KTOZ.

Lekarz stwierdził, że królik ma obcięte uszy, dużą ranę ciętą na grzbiecie, przez którą widać mięśnie, rany na wargach, złamane lub zwichnięte kończyny, zaropiałe oczy, odparzenia i zabrudzenia okolicy urogenitalnej, a także jest bardzo wychudzony.

Oszacowano, że ma ok. 4-5 miesięcy, aczkolwiek może być nieco starszy.

Lekarz stwierdził, że rany wskazują na celowe działanie, a nie np. atak innego zwierzęcia.

"Pomimo tylu lat pracy w organizacji prozwierzecej, przeprowadzenia niezliczonej ilości interwencji, to nas zszokowało" - przyznają członkowie KTOZ.

Królik trafił pod ich opiekę. Zaczął też jeść i pić, i ewidentnie czuje się lepiej, ale nie wiadomo, czy jego łapy uda się uratować. Pojawiły się na nich pierwsze oznaki martwicy. W sobotę rano będzie miał konsultację chirurgiczną i jeśli nie będzie przeciwskazań, będzie mógł być leczony za pomocą niektórych gatunków pijawek.

Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami zapowiada walkę o uratowanie małego gryzonia, któremu nadano imię Marcyś. Poinformowano, że trafi do miejsca doświadczonego w opiece nad niepełnosprawnymi królikami.

Chętni mogą wesprzeć opłacenie leczenia. Zaapelowano też o kontakt do wszystkich, którzy mogą mieć wiedzę na temat pochodzenia zwierzęcia lub jego przypuszczalnego oprawcy.