Na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu i 5 tys. zł grzywny Sąd Rejonowy w Białymstoku skazał dowódcę akcji gaszenia pożaru hali magazynowej w Białymstoku. Ponad sześć lat temu zginęło tam dwóch strażaków. Wyrok nie jest prawomocny.

REKLAMA

Do tragicznego wypadku podczas akcji gaśniczej doszło w Białymstoku pod koniec maja 2017 roku.

Dowódcy akcji prokuratura zarzuciła nieumyślne niedopełnienie obowiązków służbowych, skutkujące nieumyślnym narażeniem strażaków na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia.

Wyrok sądu

Sąd uznał oskarżonego dowódcę akcji za winnego tego, że - jako osoba pełniąca funkcję kierownika działań ratowniczych - działając nieumyślnie, nie dopełnił swoich obowiązków służbowych. W ten sposób dwaj strażacy zostali narażeni przez niego na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Jak wymieniał sędzia, w niedostateczny sposób zebrano informacje o budynku, brakło decyzji o ograniczeniu obszaru działań roty rozpoznawczej do pomieszczeń biurowych na piętrze. Nie zdecydowano również o wycofaniu tych strażaków, gdy zapadła decyzja, że pożar będzie gaszony nie wodą, a pianą.

W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Andrzej Kochanowski cytował wnioski z opinii biegłego. Mówił on, że to opinia "zupełna, jasna, rzetelna i nie zawiera sprzeczności". Podkreślał, że rozwiewa też ona wątpliwości co do ewentualności zarzutów nieumyślnego spowodowania śmierci strażaków.

Gdyby to sam oskarżony skierował w to miejsce, bezpośrednio, strażaków, byłyby - w mojej ocenie - podstawy do przypisania mu takiej odpowiedzialności. Ale w sytuacji, kiedy oskarżony w sposób niedostateczny organizuje akcję gaśniczą, a następnie dochodzi do pewnego ekscesu ze strony strażaków, czyli nie konsultują oni z dowodzącym akcją tego, że odchodzą z tego miejsca, gdzie mieli być, odchodzą od linii gaśniczej i przesuwają się w inne miejsce (...), to zamyka to drogę do przypisania oskarżonemu odpowiedzialności za nieumyślne spowodowanie śmierci - mówił.

Sędzia podkreślał, że oskarżony - choć starał się prowadzić akcję, jak umiał najlepiej - popełnił błędy, wskutek których doszło do stanu zagrożenia, który "w połączeniu z innymi elementami, również z zachowaniami pokrzywdzonych, doprowadził do tej niewątpliwie wielkiej tragedii".

Odnosząc się do kary sędzia Kochanowski zwracał uwagę na to, że - o ile można mówić o stosunkowo małym stopniu winy (nieumyślność) - to stopień społecznej szkodliwości czynu był bardzo wysoki i nie pozwalał np. na zastosowanie warunkowego umorzenia postępowania. Żadna kara nie zmieni tego, co się stało. Kara ma tu znaczenie drugorzędne, dużo większe znaczenie ma tutaj jak najlepsze wyjaśnienie tego, co się zdarzyło, zwłaszcza dla członków rodziny - podkreślił.

Ani oskarżonego, ani jego obrońcy nie było na publikacji wyroku.

Okoliczności tragedii

Do śmiertelnego wypadku podczas akcji gaśniczej doszło 25 maja 2017 roku. Wybuchł wówczas pożar dużej hali magazynowej w Białymstoku. Przechowywano w niej m.in. plastikowe elementy sztucznych kwiatów i opon. Akcja trwała kilka godzin, uczestniczyło w niej ponad stu strażaków.

W działaniach zginęło dwóch strażaków z Komendy Miejskiej PSP w Białymstoku. Mieli 26 i 29 lat i 4-letni staż w służbie. Ich zadaniem było rozpoznanie sytuacji w płonącym magazynie. Jak ustalono, przy słabej widoczności i dużym zadymieniu, na piętrze weszli na podwieszany sufit, który się pod nimi zawalił.

Śledztwo trwało kilka lat, najbardziej pracochłonne było przygotowanie opinii przez biegłych. Dowódcy akcji prokuratura zarzuciła nieumyślne niedopełnienie obowiązków służbowych, skutkujące nieumyślnym narażeniem strażaków na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia.