Już na początku lutego kontrowersyjna ustawa dyscyplinująca sędziów autorstwa Prawa i Sprawiedliwości może wejść w życie. Po zlekceważonym przez partię rządzącą apelu Komisji Europejskiej o porzucenie kontrowersyjnych zmian, w nadchodzących tygodniach czeka nas kolejna odsłona polityczno-prawnej batalii, przy zaangażowaniu Brukseli.

Już na początku lutego kontrowersyjna ustawa dyscyplinująca sędziów autorstwa Prawa i Sprawiedliwości może wejść w życie. Po zlekceważonym przez partię rządzącą apelu Komisji Europejskiej o porzucenie kontrowersyjnych zmian, w nadchodzących tygodniach czeka nas kolejna odsłona polityczno-prawnej batalii, przy zaangażowaniu Brukseli.
Zdj. ilustracyjne /Piotr Bułakowski /Archiwum RMF FM

Uchwalona w ekspresowym trybie nowelizacja ustaw sądowych trafiła do Senatu. Połączone komisje ustawodawcza i praw człowieka zajmą się nią 8 stycznia. Można się spodziewać, że senacka większość zgłosi do niej dziesiątki poprawek, bo rozwiązania zaproponowane przez partię rządzącą zostały powszechnienie uznane przez wszystkie niezależne gremia prawnicze, a nawet Biuro Analiz Sejmowych, za wątpliwe konstytucyjnie i sprzeczne z prawem europejskim. Tego samego dnia - 8 stycznia - marszałek Senatu Tomasz Grodzki wraz z wicemarszałek Gabrielą Morawską-Stanecką i prawnikami z Biura Legislacyjnego udadzą się do Brukseli na spotkanie z wiceprzewodniczącą Komisji Europejskiej Verą Jurovą, odpowiedzialną za praworządność.

Z kolei 14 stycznia w Senacie odbędzie się debata społeczna nad ustawą z udziałem zagranicznych ekspertów. Można się jednak spodziewać, że zmiany wprowadzone przez Senat zostaną odrzucone przez Sejm już podczas posiedzenia zaplanowanego na 22 i 23 stycznia. Jeśli tak się stanie, prezydent będzie miał 21 dni na podjęcie decyzji w sprawie ustawy.

Dotychczasowe wypowiedzi Andrzeja Dudy właściwie przesądzają, że podpisze on przesłaną mu ustawę, która wprowadzi w życie dotkliwe kary dla sędziów za kwestionowanie statusu innych sędziów, powołanych na wniosek nowej Krajowej Rady Sądownictwa i umocni pozycję rzeczników dyscyplinarnych - nominatów ministra sprawiedliwości. W znaczącym stopniu ograniczy też rolę samorządów sędziowskich, zmarginalizuję ich opiniodawczą rolę. Oprócz tego wprowadzi nowe zasady wyboru I Prezesa Sądu Najwyższego. 

Nowy I Prezes Sądu Najwyższego

W 2020 roku poznamy nowego I Prezesa Sądu Najwyższego. Kadencja profesor Małgorzaty Gersdorf kończy się 30 kwietnia. Wiele na to wskazuje, że jej następca zostanie wyłoniony już na podstawie nowych zasad autorstwa Prawa i Sprawiedliwości, które budzą kontrowersje.

Ustawa zmieni sposób ustalenia kworum Zgromadzenia Ogólnego Sądu Najwyższego, które wybierze I prezesa SN. Według obowiązujących jeszcze przepisów, do podjęcia uchwały w tej sprawie, konieczna jest obecność co najmniej 2/3 liczby sędziów każdej z izb. W przypadku braku wymaganego, na kolejnym posiedzeniu wymagana jest obecność co najmniej 3/5 ogólnej liczby sędziów Sądu Najwyższego. Ustawa Prawa i Sprawiedliwości zmienia te zasady i wprowadza trzystopniową procedurę wyboru. Po wejściu w życie zmian w Zgromadzeniu Ogólnym wyłaniającym kandydatury na stanowisko I Prezesa SN będzie musiało uczestniczyć co najmniej 84 członków Zgromadzenia Ogólnego. Jeśli do wyboru nie dojdzie z powodu braku kworum, możliwe będzie kolejne podejście - przy kworum  75 członków Zgromadzenia Ogólnego. Za trzecim razem wymagana większość to tylko 32 członków Zgromadzenia Ogólnego. Jeżeli wybór I prezesa Sądu  Najwyższego nadal nie będzie możliwy, to prezydent będzie mógł wskazać dowolnego sędziego Sądu Najwyższego jako pełniącego obowiązki I prezesa Sądu Najwyższego.


Według Sądu Najwyższego, taka zmiana ma w oczywisty sposób doprowadzić do przejęcia politycznej kontroli nad najważniejszym sądem w Polsce i doprowadzić do wyboru takiego I Prezesa SN, który będzie odpowiadał oczekiwaniom głowy państwa. "Ewidentnym celem projektu jest także doprowadzenie do obsadzenia urzędu Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego przez urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej, na wypadek, gdyby przegrał On wybory prezydenckie w 2020 r. Obsadzenie odpowiednią osobą funkcji Pierwszego Prezesa pozwoliłby na przejęcie, przynajmniej wizerunkowej kontroli nad Sądem Najwyższym oraz, co ważniejsze, realnej kontroli nad Trybunałem Stanu. Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego jest bowiem przewodniczącym tego Trybunału z mocy prawa i ma realny wpływ na kształtowanie składów orzekających" - czytamy w opinii z dnia 16 grudnia 2019 roku.

Z takimi zarzutami nie zgadzają się politycy PiS. Według wiceministra sprawiedliwości Sebastiana Kalety - zmiana ta ma zabezpieczyć "ciągłość funkcjonowania Sądu Najwyższego na wypadek, gdyby w Sądzie Najwyższym nie wszyscy sędziowie tego sądu byli respektowani przez I Prezes SN jako sędziowie Sądu Najwyższego". Jak dodał, chodzi o uniknięcie sparaliżowania procesu wyboru nowego I Prezesa SN po zakończeniu kadencji prof. Małgorzaty Gersdorf. 

Politycy opozycji uważają, że PiS w ten sposób chcą uwiarygodnić sędziów powołanych do Sądu Najwyższego na wniosek kwestionowanej nowej Krajowej Rady Sądownictwa. Rzecznik Sądu Najwyższego Michał Laskowski podkreślił, że takie zarzuty są niezrozumiałe, bo blokowanie udziału części sędziów w Zgromadzeniu Ogólnym Sądu Najwyższego nie jest planowane.