W środę czasu waszyngtońskiego kończy się zawieszenie broni między Iranem i USA. Donald Trump poinformował agencję Bloomberga, że przedłużenie rozejmu jest "bardzo mało prawdopodobne". Procesowi pokojowemu na Bliskim Wschodzie towarzyszy trudny do opisania chaos, w którym obie strony konfliktu kluczą i starają się zwodzić przeciwnika.

REKLAMA

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

Prezydent USA Donald Trump oświadczył, że zawieszenie broni z Iranem zakończy się "w środę wieczorem czasu waszyngtońskiego". Jak dodał, cytowany przez Bloomberga, jest "bardzo mało prawdopodobne", by przedłużył je dalej, jeśli nie zostanie osiągnięte porozumienie.

Zawieszenie broni pierwotnie miało trwać dwa tygodnie i rozpoczęło się wieczorem 7 kwietnia. Nie będę się spieszył, tylko po to, by zawrzeć złą umowę. Mamy masę czasu - przekazał Trump Bloombergowi.

Zapytany, czy spodziewa się natychmiastowego wznowienia walk, jeśli nie uda się osiągnąć porozumienia, Trump odpowiedział: Jeśli nie będzie umowy, z pewnością się tego spodziewam.

CNN zauważa, że prezydent wielokrotnie zmieniał zdanie w kwestii ewentualnego przedłużenia zawieszenia broni. Podczas jednej z sesji pytań i odpowiedzi z dziennikarzami w zeszłym tygodniu, pytano go o to pięć razy i udzielił trzech różnych odpowiedzi.

Rozbieżności dotyczą zresztą nie tyle rozstrzygnięcia negocjacji, ile kwestii samego ich rozpoczęcia. Podczas gdy w poniedziałek Trump poinformował media, że wiceprezydent USA jest już w drodze do Pakistanu na rozmowy ostatniej szansy, agencja Reutera przekazała, że J.D. Vance nie wsiadł nawet do samolotu. Jak ocenia serwis Axios, sytuacja taka świadczy o ogromnej niepewności związanej z samym procesem negocjacyjnym. "Wojna jest na krawędzi gwałtownej eskalacji" - podaje portal.

(Trump) nie chce już walczyć. Ale zrobi to, jeśli uzna za konieczne - powiedział Axiosowi przedstawiciel administracji USA.

Osiągnięto realny postęp, tylko że z niewłaściwą stroną

W ubiegłym tygodniu osiągnięto rzeczywisty postęp w negocjacjach między USA i Iranem. Jeszcze w piątek Trump informował, że spodziewa się wypracowania wspólnego stanowiska i ostatecznego zakończenia wojny w ciągu "dnia lub dwóch".

Minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Aragczi ogłosił wówczas, że cieśnina Ormuz zostaje otwarta, a Donald Trump pospieszył z podziękowaniami na platformie Truth Social. Rynki zareagowały błyskawicznie - cena ropy Brent spadła o 10 proc.

Zaledwie dobę później sytuacja zmieniła się o 180 stopni, gdy Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej otworzył ogień do dwóch statków, próbujących przekroczyć wąskie gardło w Zatoce Perskiej. Była to odpowiedź Irańczyków na odmowę Trumpa w zniesieniu morskiej blokady USA, które konsekwentnie odmawiały powiązanym z Iranem statkom dostępu do lokalnych portów. Atak Irańczyków został jednak odebrany w Waszyngtonie jako dowód na rozłam między przewodniczącym parlamentu Mohammadem Bagherem Ghalibafem a dowódcą Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, generałem Ahmadem Wahidim.

Wcześniej Trump kilkukrotnie powtarzał, że po wyeliminowaniu głównego irańskiego przywództwa, do głosu w Teheranie doszli ludzie "dużo inteligentniejsi" i skorzy do zawarcia porozumienia. Wygląda jednak na to, że w Iranie panuje przywódczy dwugłos.

Myśleliśmy, że (amerykańscy negocjatorzy) negocjują z właściwymi ludźmi, że osiągnęli już kompromis w kwestii tego, co uzgodnili i co można było ogłosić. Ale stało się tak, że irański zespół wrócił, a Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej i inni powiedzieli: "O nie, nie. Nie przemawiacie w naszym imieniu" - tłumaczy Axiosowi wysoki rangą urzędnik administracji USA. Jak dodaje, wśród politycznych i wojskowych liderów w Teheranie panuje regularny rozłam i nie jest jasne, która ze stron okaże się dominująca. Nie jesteśmy pewni, kto rządzi, i oni też nie. To się samo wyjaśni - ocenia drugie ze źródeł Axiosa.

Trump też sobie nie pomaga

Donald Trump przyzwyczaił do prowadzenia chaotycznej polityki, ale w kontekście konfliktu z Iranem taka strategia wydaje się prowadzić na manowce. Kilka dni temu, gdy ogłaszał sukces negocjacji, stwierdził publicznie, że Iran zgodził się na całkowitą rezygnację ze wzbogacania uranu - bezwarunkowo. W tym samym czasie amerykańscy negocjatorzy proponowali Teheranowi odmrożenie 20 miliardów dolarów w zamian za uran.

Potem sytuacja skomplikowała się do tego stopnia, że Trump zapowiadał rychły wylot delegacji z J.D. Vance'em do Pakistanu, gdy tymczasem Irańczycy twierdzili, że żadnych negocjacji już nie będzie. Axios informuje, że chaos wokół rozmów i wzajemnie sprzeczne deklaracje, spowodowały, iż Irańczycy uznali sygnały dyplomatyczne za fałszywe i mające służyć jedynie wyprowadzeniu ich w pole przed ostatecznym atakiem USA. Trump na marginesie groził zniszczeniem irańskich mostów i elektrowni.

Tymczasem według Axiosa, Trump wraz z urzędnikami faktycznie dyskutuje teraz na temat kolejnej fazy działań wojennych, w tym tego, czy podjąć próbę zajęcia wyspy Chark. Równocześnie prezydent USA publikuje następujący wpis na swojej platformie społecznościowej:

"UMOWA, którą zawieramy z Iranem, będzie o WIELE LEPSZA niż JCPOA, powszechnie nazywane 'umową nuklearną z Iranem', sporządzoną przez Baracka Husseina Obamę i śpiącego Joe Bidena, jedną z najgorszych umów, jakie kiedykolwiek zawarto w kontekście bezpieczeństwa naszego kraju".

JCPOA (Joint Comprehensive Plan of Action), to umowa nuklearna z Iranem, zawarta za czasów Obamy w 2015 roku. Miała na celu ograniczenie irańskiego programu nuklearnego w zamian za złagodzenie sankcji. Zakładała ona redukcję wirówek i zapasów uranu, a także wprowadzenie międzynarodowych inspekcji. Umowa została wycofana przez Trumpa w 2018 roku.

J.D. Vance w ciągu najbliższych godzin ma wylecieć do Pakistanu, gdzie być może spotka irańską delegację, a być może nie. Być może spotka delegację, która nie będzie dysponowała mandatem do podejmowania realnych decyzji, dotyczących cieśniny Ormuz i pokoju na Bliskim Wschodzie. Mohammad Mochber, członek organu doradczego najwyższego przywódcy Iranu, ostrzega USA przed mylną oceną sytuacji. "Jakakolwiek błędna ocena sytuacji" ze strony Stanów Zjednoczonych spowoduje "ostateczną karę" - ogłosił.