W jaki sposób Iran uzyskał zdolność precyzyjnego namierzania amerykańskich celów w regionie Bliskiego Wschodu? O ile wcześniej mówiło się, że kluczowe informacje wywiadowcze przekazują Rosjanie, to dziennikarze "Financial Times" dotarli do danych, świadczących o tym, że Chiny sprzedały Teheranowi satelitę, zdolnego do kierowania ataków na kluczowe obiekty sił wroga. Informacje pojawiają się w momencie, gdy Donald Trump ogłasza, że otrzymał zapewnienie od Pekinu, iż ten nie dostarczy broni Irańczykom.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl.
Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) potajemnie wszedł w posiadanie chińskiego satelity szpiegowskiego, który posłużył do precyzyjnego naprowadzania rakiet i dronów na amerykańskie instalacje wojskowe podczas ostatnich marcowych starć.
Przez lata irański program kosmiczny był postrzegany jako ambitny, ale technologicznie ograniczony. Wszystko zmieniło się pod koniec 2024 roku, gdy IRGC Aerospace Force przejęło kontrolę nad satelitą TEE-01B, zbudowanym przez chińską firmę Earth Eye Co. Dokumenty, które wyciekły z irańskich archiwów wojskowych, nie pozostawiają złudzeń: urządzenie oferuje rozdzielczość na poziomie 0,5 metra.
To gigantyczny skok technologiczny w porównaniu do krajowego satelity Noor-3, który oferował zaledwie 5-metrową precyzję. Dzięki chińskiej technologii irańscy dowódcy zyskali zdolność do identyfikacji poszczególnych samolotów, pojazdów, a nawet drobnych zmian w infrastrukturze przeciwnika.
Analiza logów satelitarnych i list współrzędnych czasowych wskazuje, że satelita był intensywnie wykorzystywany do monitorowania kluczowych baz USA tuż przed atakami. Obrazowana była m.in. baza lotnicza Prince Sultan (Arabia Saudyjska), a jej zdjęcia wykonano 13, 14 i 15 marca. 14 marca prezydent Donald Trump potwierdził uszkodzenie pięciu amerykańskich samolotów tankujących w tej bazie. Satelita prowadził także obserwacje bazy Muwaffaq Salti (Jordania), która także stała się celem ataku sił irańskich. Obiekt śledził również porty w Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz jedną z największych na świecie hut aluminium w Bahrajnie.
Transakcja, opiewająca na kwotę około 36,6 mln dolarów (250 mln juanów), została przeprowadzona w modelu "in-orbit delivery". Oznacza to, że satelita został wystrzelony w Chinach jako obiekt komercyjny, a kontrolę nad nim przekazano zagranicznemu klientowi dopiero po osiągnięciu orbity.
Kluczowym elementem układanki jest firma Emposat, pekiński dostawca usług kontroli satelitarnej. Dzięki jej globalnej sieci stacji naziemnych, Iran może sterować satelitą z dowolnego miejsca na świecie. Co istotne, chińska infrastruktura naziemna jest praktycznie nietykalna dla izraelskich czy amerykańskich odwetów, co czyni irańskie zasoby kosmiczne znacznie bezpieczniejszymi niż te ulokowane na terenie kraju.
Choć Earth Eye Co. oficjalnie twierdzi, że satelita służy do celów cywilnych, takich jak rolnictwo czy monitorowanie zasobów naturalnych, powiązania firmy z chińskim sektorem obronnym są uderzające. Wielu dyrektorów spółki wywodzi się z chińskich uczelni nazywanych "siedmioma synami obrony narodowej", ściśle współpracujących z Armią Ludowo-Wyzwoleńczą.
Reakcja USA jest stanowcza. Donald Trump ostrzegł w miniony weekend, że Chiny mogą spodziewać się "poważnych problemów", jeśli będą dostarczać Iranowi zaawansowane systemy obronne. Tymczasem ambasada Chin w Waszyngtonie odrzuca oskarżenia, nazywając je "spekulacyjną dezinformacją".
W środę Donald Trump opublikował natomiast wpis w mediach społecznościowych, gdzie stwierdził, że USA otrzymały zapewnienie, że Pekin nie będzie dostarczał broni Iranowi.
"Zgodzili się nie wysyłać broni do Iranu. Prezydent Xi da mi duży, serdeczny uścisk, gdy dotrę tam za kilka tygodni. Współpracujemy mądrze i bardzo dobrze! Czy to nie lepsze niż walka??? ALE PAMIĘTAJCIE, jesteśmy bardzo dobrzy w walce, jeśli musimy - znacznie lepsi niż ktokolwiek inny!!!" - napisał Trump.