70 żołnierzy rosyjskich zginęło w Melitopolu na południowym wschodzie Ukrainy z rąk "nieznanych patriotów" - podaje ukraiński wywiad wojskowy. Wśród zabitych przeważająca część to tak zwani "kadyrowcy" - członkowie oddziałów, które przyjechały z Czeczenii.

REKLAMA

"Nieznani patrioci" do akcji mają ruszać nocami w czasie godziny policyjnej. Ich ofiary mają najczęściej rany od noża, ale także giną od postrzałów z broni palnej. Ten bilans 70 zabitych - to obliczenia od 20 marca.

Jak przekonuje ukraiński wywiad, są dowody na to, że w Melitopolu działa spontaniczny ruch oporu.

Mer miasta Iwan Fedorow w ukraińskiej telewizji nie dał ostatecznego potwierdzenia, że takie grupy działają, choć przyznał, że mieszkańcy nie godzą się z rosyjską okupacją. To jeszcze jedno potwierdzenie, że nikt nie czekał na okupantów na naszej ziemi. Nasi mieszkańcy wraz z bohaterskimi obrońcami, wojskowymi i służbami specjalnymi robią wszystko, by wrogom nie było u nas komfortowo i żeby jak najszybciej opuścili nasze terytorium - mówił Fedorow.

Do tej pory okupacyjnej administracji nie udało się ustalić, kto stoi za tymi działaniami.

Przymusowy pobór

Sztab generalny ukraińskiej armii poinformował natomiast, że rosyjska armia chce przymusowo zmobilizować 70 tysięcy poborowych na tymczasowo okupowanych obszarach obwodu ługańskiego i donieckiego.

Według ukraińskiego dowództwa, rosyjscy wojskowi wyciągają poborowych z domów. Na przykład w miejscowości Gorłówka patrole kilka razy dziennie przychodzą do prywatnych domów i mieszkań.

Plan mobilizacyjny jest jednak bardzo trudny do zrealizowania. Do tej pory wypełniony został jedynie w 20 procentach.