Wyłączenie ogrzewania w rosyjskich więzieniach i strach na ulicach niektórych miejscowości. Brytyjskie media donoszą o skutkach polityki Władimira Putina, który wewnętrzne kwestie społeczne w kraju traktuje z taką samą bezdusznością, jak na sprawy ukraińskie.

REKLAMA

Walcz lub zamarzaj

W niektórych rejonach Rosji temperatura tej zimy spadła do -55 C. Wyłączając ogrzewanie w zakładach karnych Władimir Putin zmusza skazańców do podpisywania kontraktów z ministerstwem obrony i do walki w Ukrainie.

Od początku wojny zrekrutowanych w ten sposób zostało ok. 100 tys. osób - wśród nich znajdują się seryjni mordercy i gwałciciele i brutalni przestępcy. Tych początkowo wcielano do struktur najemników Grupy Wagnera pod sztandarem Jewgienija Prigożina, ale teraz otrzymują kontrakty bezpośrednio w rosyjskiej armii.

Po sześciu miesiącach spędzonych na froncie wyroki skazańców są kasowane. Ale ponieważ traktowani są przez dowódców jak mięso armatnie, wielu z nich nigdy nie wraca z Ukrainy do domu.

Niektórzy jednak wracają

Ludzie doznają szoku, gdy nagle do swojego rodzinnego miasteczka powraca człowiek skazany za brutalny mord. To z powodu amnestii, udzielonej skazańcom (na których ciążą często wieloletnie wyroki), którzy odsiedzieli zaledwie część swojego wyroku.

Brytyjskie media dokumentują takie przypadki - na przykład Nikolaja Ogolobjaka. Został on skazany na 20 lat więzienia za zabójstwo w rytuale satanistycznym trojga nastolatków. Odsiadywał wyrok w kolonii karnej w kole podbiegunowym, ale tam także dotarli oficerowie odpowiedzialni za rekrutowanie skazańców.

Po trzech miesiącach walki w Ukrainie Ogolobjak został ranny. Kilka miesięcy później powrócił do domu z zaległym żołdem i uniewinniającymi go dokumentami. Dziś na ulicy spotyka rodziny swoich ofiar.

Mróz nie oszczędza

Choć zapasy energii przeznaczone zostały do ogrzewania osiedli mieszkaniowych, w niektórych miastach Rosji, temperatura wewnątrz pomieszczeń spadła gdzieniegdzie do - 10 C. W związku z tym doszło do protestów.

Jak zaznaczają brytyjscy komentatorzy - protesty Rosjan - to swoisty paradoks tej wojny. Opór w Rosji jest towarem deficytowym, trudno mówić też o zorganizowanej opozycji i próbach publicznego wyrażenia gniewu wobec poczynań Kremla. A Putin ma w zanadrzu dalsze plany wcielenia do armii 200 tys. osób. W odróżnieniu od Ukrainy niedobór zasobów ludzkich nie spędza Putinowi snu z powiek. Patrzy na populację swojego kraju równie bezdusznie, jak na Ukrainę.