Atmosfera w Kijowie jest napięta. Decyzja Wołodymyra Zełenskiego o zdymisjonowaniu głównodowodzącego ukraińskiej armii gen. Walerija Załużnego nie spotkała się z aprobatą części środowisk politycznych. Teraz czołowi urzędnicy w kraju zastanawiają się, kto będzie następny. Swojej przyszłości nie jest pewien także jeden z najbardziej popularnych w Ukrainie polityków. Mer Kijowa Witalij Kliczko udzielił włoskiej "La Repubblice" wywiadu, w którym mówi o "truciźnie" toczącej Ukrainę. I wskazuje na prezydenta.

REKLAMA

Niestety, nawet w stanie wojennym, kiedy potrzebujemy jedności wszystkich sił politycznych i wszystkich naszych obywateli, ponieważ jest to narzędzie do wygrania wojny, walka polityczna trwa. Nie potrafię tego inaczej określić. Niektórzy politycy przedkładają swoje ambicje ponad interesy państwa - mówi w "La Repubblica" Witalij Kliczko, a to dopiero początek rozmowy.

Zełenski zszokował Ukraińców

Informacje o zdymisjonowaniu gen. Wałerija Załużnego odebrano z mieszanymi uczuciami. Część obserwatorów podkreślała, że zmiana głównodowodzącego w krytycznym momencie wojny jest krokiem wybitnie ryzykownym. Dla wielu generał był bohaterem, który przez dwa lata był w stanie bronić Ukrainy przed drugą armią świata. Nie był również bezwolnym wykonawcą poleceń kijowskich polityków. Załużny miał odmienne od Zełenskiego zdanie na temat kluczowych elementów strategii wojennej sił ukraińskich. Nie posłuchano go jednak - tak było choćby w przypadku Bachmutu, którego generał nie chciał bronić za wszelką cenę. Nigdy już nie dowiemy się, jak wyglądałaby ukraińska kontrofensywa w roku 2023, gdyby to nie politycy podejmowali kluczowe decyzje.

Załużnemu zarzucano jednak, że rzadko pojawiał się na froncie. To jego następca gen. Ołeksandr Syrski miał częściej bywać wśród żołnierzy i osobiście weryfikować skuteczność obranej strategii w warunkach polowych. Faktem jednak jest, że do zadań naczelnych dowódców nie należy jeżdżenie od okopu do okopu i jedzenie sucharów z żołnierzami, a obecność w głównym sztabie i planowanie operacji na wielką skalę. A Załużny wprowadził w armii kilka zmian, które okazały się niezwykle istotne dla ukraińskiej skuteczności na froncie. Na wzór szkoleń natowskich, dał żołnierzom pewną swobodę w podejmowaniu decyzji na froncie, co umożliwiło Ukraińcom błyskawiczne reagowanie na ruchy Rosjan.

Przy Załużnym pojawiły się jednak znaki zapytania. Niektórzy zastanawiali się, czy generał to jeszcze wojskowy, czy może już polityk. Zaczęło się, gdy dowódca wojsk ukraińskich opublikował felieton w "The Economist", w którym - wbrew twierdzeniom Wołodymyra Zełenskiego - przyznał, że na froncie mamy do czynienia z patem. W sondażach popularności głównodowodzący miażdżył urzędującego prezydenta. Stało się jasne, że Załużny może stać się dla Zełenskiego politycznym przeciwnikiem nr 1.

Mer Kijowa Witalij Kliczko nie ma wątpliwości. Musimy zjednoczyć się wokół ludzi, którzy cieszą się największym poparciem, jak Załużny, który ma najwyższe notowania w sondażach. Przez dwa lata skutecznie bronił naszego kraju przed największą i najpotężniejszą armią świata, a każdemu z nas kojarzy się on z wizerunkiem naszego najważniejszego obrońcy. Usuwając go, prezydent powinien był wyjaśnić powód decyzji, która zszokowała każdego Ukraińca - mówił dla "La Repubblica". Niezależnie od tego, że Kliczko nieco przesadnie gloryfikuje Załużnego, jako pogromcę "najpotężniejszej armii świata", słowa mera Kijowa można uznać za otwarty sprzeciw wobec decyzji prezydenta.

Załużny odsunięty. Kto będzie następny?

W rozmowie z włoskim dziennikiem Kliczko zapiera się, że nie toczy politycznej wojny z Zełenskim i że zdaje sobie sprawę z tego, że spór o władzę w Ukrainie przyniesie korzyści jedynie Władimirowi Putinowi. Co nam ze stanowisk, kiedy przyjdą Rosjanie? - pyta retorycznie były mistrz bokserski.

Mer Kijowa wyraźnie jednak sugeruje, że na najwyższych szczeblach władzy w Ukrainie nie dzieje się dobrze. Niemal słowo w słowo powtarza wypowiedź Wołodymra Zełenskiego, że wojna to nie czas na politykę, ale ratowanie kraju. Kliczko daje jednak do zrozumienia, że walka polityczna trwa w najlepsze i że stanowi "truciznę" dla kraju, że dziś Ukraina walczy o przetrwanie i jedyną szansą dla kraju jest zjednoczenie. Gdy dziennikarz "La Repubblici" zwraca uwagę Kliczce, że Zełenski mówi dokładnie to samo, ten odpowiada: Nie ważne co mówisz, ale co robisz...

Mimo że prezydent Ukrainy pokazał już, że nie cofnie się przed najtrudniejszą decyzją polityczną, Witalij Kliczko odżegnuje się od pomysłu, by stworzyć realną opozycję wobec Wołodymyra Zełenskiego. Chociaż sondaże dają koalicji Kliczko-Załużny-Poroszenko bardzo duże szanse na zdobycie poparcia umożliwiającego przejęcie władzy, sam mer Kijowa uznaje koncepcję stworzenia takiego frontu za "prowokacyjną". Ożywia się jednak, gdy dziennikarz zadaje pytanie o możliwość powstania rządu jedności narodowej. Zełenski powinien skupić wokół siebie wszystkie siły polityczne - tłumaczy, co sugeruje, że urzędujący prezydent nie pali się do tej koncepcji i raczej odsuwa od siebie tych, których nie może kontrolować.

W jednym jednak i Kliczko, i Zełenski zgadzają się bez dwóch zdań. Europejska przyszłość Ukrainy jest możliwa tylko poprzez zwycięstwo w regularnej bitwie. Bez tego Rosjanie nigdy nie uszanują żadnej niezależnej władzy w Kijowie.