Polska przegrała w podwarszawskich Markach z Austrią 26:29 (11:15) w rewanżowym spotkaniu barażowym o awans do mistrzostw świata piłkarek ręcznych i nie zakwalifikowała się do turnieju finałowego w Hiszpanii. W pierwszym meczu w Maria Enzersdorf pod Wiedniem był remis 29:29.

REKLAMA

Ze łzami w oczach, rozczarowane i bezradne schodziły z parkietu w podwarszawskich Markach reprezentantki Polski w piłce ręcznej. Po przegranej z Austrią 26:29 (11:15) nie zakwalifikowały się do mistrzostw świata. Nie wytrzymałyśmy presji - zauważyła Natalia Nosek.

23-letnia rozgrywająca zdobyła w tym meczu pięć bramek i była wyróżniającą się zawodniczką.

Byłyśmy bardzo dobrze przygotowane. Miałyśmy przed spotkaniem dokładne analizy wideo. Taktycznie wiedziałyśmy, co mamy robić, ale atakowałyśmy bokiem do bramki, z czego dawałyśmy proste piłki rywalkom i Austriaczki prowadziły kontratak - powiedziała tuż po meczu Nosek.

Norweski trener Arne Senstad w szatni powiedział swoim podopiecznym, że mimo porażki jest dumny z progresu, jakie poszczególne zawodniczki zrobiły w ostatnich miesiącach. Próbował je podtrzymać na duchu.

Słowa trenera mają wartość, ale to nie zmienia faktu, że jesteśmy rozczarowane. Tym bardziej, że wiem, iż jesteśmy lepszą drużyną od Austriaczek i awans był w naszym zasięgu. Teraz każda z nas musi wrócić do klubów, do swoich codziennych obowiązków, a potem chwila przerwy i będziemy walczyć o kwalifikację do mistrzostw Europy - zadeklarowała.

Jej słowa potwierdził szkoleniowiec, który również nie krył zawodu, ale też podkreślał młodość drużyny i dużą odpowiedzialność, która ciążyła na zawodniczkach. Wielokrotnie powtarzał też, że Austria przestała być słabym przeciwnikiem.

Wiedzieliśmy, że te mecze nie będą łatwe. Wylosowaliśmy chyba najgorszy z możliwych przeciwników. W reprezentacji Austrii grają zawodniczki, które na co dzień występują w Niemczech, Danii i na Węgrzech. Większość Polek w takich ligach nie gra. Straciliśmy też część drużyny z powodu kontuzji. Całe zgrupowanie walczyliśmy, by jakoś scalić zespół - przyznał.

Senstad powiedział, że już po pierwszym meczu pod Wiedniem, kiedy padł remis 29:29, nie był do końca usatysfakcjonowany.

Nie byliśmy zadowoleni z tego, co pokazaliśmy. Chcieliśmy walczyć, ale dzisiaj to nie wystarczyło. Mieliśmy jedynie sześć obron bramkarek, a wtedy jest trudno wygrywać mecze w piłce ręcznej. Niektóre zawodniczki nie były też w swojej najwyższej dyspozycji, mimo wszystko jesteśmy zawiedzeni - ocenił.

Mimo wszystko Norweg starał się znaleźć także pozytywne elementy.

W szatni powiedziałem dziewczynom, że jestem pod wrażeniem, jak wielki postęp zrobiły w ostatnich miesiącach. Progres jest naprawdę duży, choć te mecze tego nie pokazały. Myślę jednak, że do nas należy przyszłość. Musimy skoncentrować się na eliminacjach mistrzostw Europy - powiedział i zastanawiał się, czy przeszkodą nie okazała się także psychika.

Może mieliśmy też problem mentalny? Podobne kłopoty mieliśmy w trakcie meczów towarzyskich z Czechami, czy w pierwszym spotkaniu z Austrią. Gdy gonimy wynik, doprowadzamy do remisu, nie kontynuujemy dobrej gry, a oddajemy inicjatywę rywalkom. Niestety, widziałem to już kilka razy. Mówiłem dziewczynom, że to nie wystarczy, że trzeba dalej naciskać, nie oddawać pola. To jednak się nie udaje - zaznaczył.

Mistrzostwa świata odbędą się w grudniu w Hiszpanii.