Władze Tuapse zapewniają, że ataki ukraińskich dronów na terminal morski i rafinerię ropy naftowej nie wpłyną na sezon turystyczny. "Oczywiście, że będzie sezon" - deklaruje mer miasta Siergiej Bojko. Tymczasem ekolodzy mówią o największej katastrofie ekologicznej w regionie, a mieszkańcy i wolontariusze alarmują o braku pomocy i poważnych zagrożeniach dla zdrowia.
- Władze Tuapse zapewniają, że sezon turystyczny odbędzie się zgodnie z planem, mimo poważnych skutków ataków ukraińskich dronów na terminal morski i rafinerię ropy naftowej.
- Seria ataków doprowadziła do katastrofy ekologicznej - pożarów, wycieków surowca i zanieczyszczenia środowiska.
- Wolontariusze alarmują o braku wsparcia ze strony władz, a oczyszczanie skażonych terenów może potrwać nawet kilka miesięcy.
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Do ostatniego ataku ukraińskich dronów na terminal morski w Tuapse, mieście znajdującym się nad Morzem Czarnym, doszło 1 maja, dzień po ugaszeniu poprzedniego pożaru z 28 kwietnia. Wcześniej, 16 i 20 kwietnia, obiekt, na terenie którego znajduje się duża rafineria ropy naftowej, również był celem ataków.
Według Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy, cytowanego przez portal Moscow Times, tylko podczas dwóch ataków zniszczono 24 zbiorniki z ropą naftową, a cztery kolejne uszkodzono.
Po atakach w Tuapse spadł "czarny deszcz", powstały w wyniku mieszaniny opadów z produktami ubocznymi spalania; w jego wyniku w całym mieście i okolicach osadzały się tłuste pozostałości i sadza. Mało tego - stężenia benzenu, ksylenów i sadzy w powietrzu kilkukrotnie przekroczyły normy.
Ewakuowano wielu mieszkańców, a smog dotarł nawet do Soczi, Anapy, Armawiru i Stawropola. Dziennikarz, który odwiedził Tuapse, relacjonował 2 maja, że nawet maski nie chronią przed toksycznymi oparami - ludzie skarżą się na nudności, silne bóle głowy, kaszel i problemy z koncentracją.
To nie wszystko - uszkodzenia zbiorników na terenie rafinerii ropy naftowej doprowadziły do wycieku produktów ropopochodnych do Morza Czarnego. Jeszcze 27 kwietnia plama ropy rozciągała się na 77 kilometrów wzdłuż wybrzeża. W wodzie znajdowano martwe delfiny, ryby i ptaki.
Mimo poważnych szkód ekologicznych po serii ukraińskich ataków, władze Tuapse nie zamierzają rezygnować z przyjmowania turystów.
Oczywiście, że będzie sezon - zapewnia mer miasta Siergiej Bojko, cytowany przez dziennik "Kommiersant". Podkreślił, że linia brzegowa miasta liczy 90 km, a "to, co wydarzyło się na jednej plaży, nie wpłynie na pozostałe". Samorządowiec obiecał, że uszkodzona plaża zostanie uprzątnięta do 1 czerwca i będzie dostępna dla gości.
Władze monitorują wpływ zanieczyszczeń powstałych w wyniku pożarów i "czarnych deszczów". Nie odnotowaliśmy anormalnego wzrostu liczby skarg ani nadzwyczajnych zgłoszeń do pogotowia i szpitali - twierdzi Bojko. Jednocześnie oskarżył "zachodnie telewizje i blogerów" o szerzenie fałszywych informacji na temat sytuacji w mieście.
Mer Tuapse zapewnia, że prace nad usuwaniem skutków wycieku trwają w trzech miejscach, jednak wolontariusze sprzątający plaże poza centrum miasta skarżą się na brak rąk do pracy i wsparcia ze strony władz. Zwracają uwagę, że płynne produkty ropopochodne wnikają pod kamienie, co utrudnia ich usuwanie.
Prezydent Rosji Władimir Putin odniósł się do sytuacji w Tuapse, którą ekolodzy określają jako "największą katastrofę ekologiczną", dopiero 28 kwietnia. Rosyjski przywódca stwierdził jednak, że nie ma "poważnych zagrożeń" dla mieszkańców w związku z zaistniałą sytuacją.