Lewica będzie domagać się powołania niezależnej komisji śledczej, która zbada, dlaczego doszło do kryzysu państwa i nie mogły się odbyć wybory. Będzie się też domagać postawienia premiera Morawieckiego i wicepremiera Sasina przed Trybunałem Stanu - poinformował Robert Biedroń.

REKLAMA

Parlamentarzyści Lewicy zorganizowali konferencję w związku z odrzuceniem przez Sejm sprzeciwu Senatu wobec ustawy o wyborach korespondencyjnych, a także niemożnością przeprowadzenia wyborów prezydenckich 10 maja.

"Za to, co zrobił pan premier Morawiecki z ministrem Sasinem, musi ich spotkać Trybunał Stanu, doszło do wielkiego przestępstwa na niespotykaną dotąd skalę po 1989 roku. W systemach współczesnych państw nieznany jest tego typu kryzys, kryzys nie tylko demokratyczny, ale kryzys braku zaufania do instytucji państwa" - mówił Biedroń.

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla video

Lewica domaga się komisji śledczej ws. organizacji wyborów prezydenckich


Komisja śledcza, Trybunał Stanu i wniosek do NIK

"Lewica będzie domagała się ustanowienia niezależnej komisji śledczej w sprawie wszystkich nieprawidłowości związanych z organizacją i niedoprowadzeniem do wyborów w konstytucyjnych terminach, będziemy się też domagali Trybunału Stanu dla wicepremiera Sasina za wszystkie nieprawidłowości związane z przygotowywaniem tych pseudowyborów" - dodał kandydat Lewicy na prezydenta.

Przekonywał, że "to wszystko doprowadziło do największego kryzysu po 1989 roku". "Apeluje do wszystkich ludzi dobrej woli, samoorganizujmy się, pokażmy, gdzie jest miejsce tych politycznych oszustów" - zaznaczył.

Poseł Krzysztof Śmiszek zapowiedział zawiadomienie do prokuratury i wniosek do NIK, by zbadały wydawanie publicznych pieniędzy na przygotowanie wyborów, które się nie odbędą.

"Mamy do czynienia z sytuacją, że przez tygodnie bez podstawy prawnej PiS organizowało wybory, zlecało wydatkowanie środków publicznych na druk pakietów wyborczych" - tłumaczył Śmiszek. "Chcemy, by prokuratura i NIK zbadały, kto kiedy i ile wydał pieniędzy publicznych na organizowanie hucpy wyborczej, która się w ostateczności nie wydarzyła" - zaznaczył.

Z kolei szef klubu Lewicy Krzysztof Gawkowski mówił, że "jesteśmy w najtrudniejszej sytuacji prawnej od 1989 roku". Poinformował, że klub ten zwróci się z listem do wszystkich innych klubów parlamentarnych z propozycją rozmów, jak wyjść z tego kryzysu.

"To jest najwyższy czas, aby usiąść do wspólnego stołu w obronie demokracji i konstytucji" - mówił Gawkowski. "To jest szansa, że wyjdziemy z kryzysu politycznego, w które wpędziło nas Prawo i Sprawiedliwość" - dodał. Zaznaczył, że "to jest propozycja paktu, który da szanse odbudować zaufanie do prezydentury i konstytucji".

"Z politycznymi szulerami nie siada się do stołu"


Politycy Lewicy podkreślali też, że mieli racje, nie podejmując rozmów z Porozumieniem Jarosława Gowina, tak jak inne ugrupowania opozycji.

"Lewica miała rację, z politycznymi szulerami nie siada się do stołu. Jarosław Gowin był wysłannikiem Kaczyńskiego, który miał tylko doprowadzić do tego, że będzie jeszcze większy chaos i degrengolada" - mówił Biedroń.

Przypomniał, że podczas środowej debaty prezydenckiej uczestniczący w niej Andrzej Duda "nie był świadom tego, że w tym samym czasie tutaj w Sejmie dwóch Jarosławów - Gowin i Kaczyński rozdają karty, decydują o być albo nie być prezydenta RP, głowy państwa".

Dwóch posłów, jak mówił, "stawiało jak pionki na szachownicy i marszałka Sejmu, i prezydenta RP, i wiele innych instytucji tego państwa".

"Nigdy nie usiądziemy do stołu z tymi, którzy mają kręgosłupy bardziej giętkie niż guma. Bo guma zawsze wraca do swojego stanu i wróciła do Jarosława Kaczyńskiego" - podkreślił Biedroń.

"Naiwni są ci, którzy myśleli, że dogadają się z Gowinem i osiągną następujące cele: po pierwsze miała być odrzucona dzisiaj ustawa - dzięki Gowinowi nie została odrzucona. Po drugie miały być przesunięte o rok wybory, bo Gowin to obiecał. Nie zostały przesunięte. Po trzecie, miał być wprowadzony stan klęski żywiołowej. Nie został wprowadzony. Po czwarte Gowin miał być marszałkiem Sejmu. Nie został marszałkiem Sejmu. Gowin miał gwarantować rozwalenie rządu PiS. Nic się takiego nie stało. Tak kończą się rozmowy z Gowinem" - powiedział Włodzimierz Czarzasty.

"Nie uczestniczyliśmy w tej paradzie oszustów, bo z oszustami się nie gada" - dodał.


Zandberg: Kaczyński chciał odwrócić uwagę od kryzysu gospodarczego


"Pan Jarosław Kaczyński rozegrał te ostatnie kilka tygodni tak, jak chciał. Ostrzegaliśmy kolegów liberałów i ostrzegaliśmy przed tym media" - mówił z kolei Adrian Zandberg. "Kaczyńskiemu zależało na tym, żeby odwrócić uwagę od kryzysu gospodarczego, od rosnącego bezrobocia, od realnych problemów społecznych. Szopka, którą widzieliśmy przez ostatnie tygodnie właśnie się zakończyła" - dodał.

Mówił, że Lewica nie może pozwolić na to, by "PiS przez najbliższe tygodnie uprawiała podobną szopkę". "Dlaczego żądamy, żeby przegłosować świadczenie kryzysowe i podwyższenie świadczeń dla bezrobotnych, bo dziesiątki tysięcy ludzi tracą pracę" - mówił Zandberg.

Pytany przez dziennikarzy, czy będzie kandydował w rozpisanych na nowo wyborach, Biedroń potwierdził. "Oczywiście ja się zgłoszę" - powiedział. "My się nie poddajemy i apeluję do wszystkich kolegów i koleżanek - nie możecie się poddać, nie możecie się wycofywać, rezygnować, kombinować, trzeba patrzeć Kaczyńskiemu prosto w oczy i walczyć" - podkreślał.

Zapewnił, że "Lewica nie zgodzi się na żadne wybory niedemokratyczne".

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla video

Kto zorganizuje wybory? Jacek Sasin: Państwowa Komisja Wyborcza

W środę wieczorem Jarosław Kaczyński i Jarosław Gowin wydali oświadczenie dotyczące tegorocznych wyborów prezydenckich. Jak poinformowano "po upływie terminu 10 maja 2020 r. oraz przewidywanym stwierdzeniu przez Sąd Najwyższy nieważności wyborów, wobec ich nieodbycia, Marszałek Sejmu RP ogłosi nowe wybory prezydenckie w pierwszym możliwym terminie". Odbędą się one w trybie korespondencyjnym.