Nie wiadomo, jak się nazywają. Zszokowane przestają mówić. Muszą samodzielnie znaleźć pokarm. Co najmniej 40 tys. dzieci w Gazie to sieroty, które straciły oboje rodziców, żyjące w błocie i gnijących namiotach.
- Co najmniej 40 tysięcy dzieci w Strefie Gazy to sieroty, które straciły oboje rodziców w wyniku wojny.
- Osierocone dzieci muszą same walczyć o przetrwanie - szukać schronienia, jedzenia, wody i opału, co jest szczególnie trudne zimą.
- Dowiedz się więcej o ich dramacie. I ty możesz pomóc.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.
Co najmniej 40 tys. dzieci w Gazie to sieroty, które straciły oboje rodziców; 17 tys. zostało rozdzielone z rodziną w wyniku wojny i przemieszczania się ludności - poinformowała Caritas Polska w komunikacie.
Ekspertka ds. projektów zagranicznych Caritasu Polska Magda Janiszewska przekazała, że Caritas wspiera w Gazie cztery placówki medyczne, będące często jedynym bezpiecznym miejscem dla najmłodszych, których rodzice albo zginęli, albo nie ma możliwości ich zlokalizowania.
Wyjaśniła, że osierocone dzieci muszą samodzielnie znaleźć schronienie, jedzenie, zorganizować wodę i opał, co jest szczególnie trudne w okresie zimowym, w którym spanie w ruinach i zgniłych namiotach jest śmiertelnym zagrożeniem.
W Gazie są teraz powodzie, panują bardzo trudne warunki pogodowe. Prowizoryczne schronienia i namioty gniją, stając się siedliskiem chorób. Pamiętajmy, że mamy do czynienia z ludźmi, którzy są niedożywieni, mają słabą odporność. Przetrwanie w takich okolicznościach jest ogromnym wyzwaniem, szczególnie w obliczu bardzo ograniczonej pomocy humanitarnej, która wciąż jest blokowana - zaznaczyła Janiszewska.
Dodała, że w ostatnim kwartale 2025 r. 38 proc. wszystkich pacjentów punktów medycznych Caritasu w Strefie Gazy stanowiły dzieci i młodzież. Personel medyczny i pracownicy organizacji humanitarnych nierzadko stają się ich jedynymi opiekunami. W nomenklaturze humanitarnej pojawił się nowy termin: Wounded Child, No Surviving Family (WCNSF), czyli "ranne dziecko, brak ocalałej rodziny".
W przypadku najmłodszych dzieci sytuacja jest jeszcze bardziej dramatyczna. Na skutek traumy i szoku przestają mówić. Niektóre jeszcze nie mówią, bo są po prostu za małe. Czasem nie wiadomo nawet, jak się nazywają. Pozostają więc dziećmi bez tożsamości, bez historii, bez dorosłych, którzy mogliby zabrać głos w ich imieniu - stwierdziła ekspertka ds. pomocy humanitarnej i rozwojowej Caritasu Polska Nina Mocior.
Dodała, że trauma utraty rodziców i opiekunów powoduje wycofanie, milczenie, brak reakcji na otoczenie.
Według autorów komunikatu, w Gazie panuje chaos ewakuacji i przesiedleń, nie ma administracji, dokumentów i rejestrów, często dochodzi też do masowych śmierci całych rodzin. Choć wiele dzieci dochodzi do siebie fizycznie, ich stan psychiczny pozostaje krytyczny.
Jak podkreślili, dzieci te funkcjonują w stanie chronicznego zagrożenia. Brak bezpiecznych miejsc, które dawniej zapewniały rutynę i przewidywalność, odbiera im możliwość regulacji emocjonalnej. Dzieci niemające dorosłego opiekuna nie są w stanie pojąć tego, co się wokół dzieje: szukają winy w sobie, dodając nierealistyczne wątki, np. "gdybym wtedy nie wyszedł się pobawić, mama nie musiałaby mnie szukać i sama by nie zginęła".
Brak korekty takiego myślenia przez dorosłego lub pomocy specjalisty powoduje, że poczucie winy staje się częścią osobowości - najpewniej przełoży się na późniejsze myślenie: nie zasługuję na pomoc, muszę cierpieć, nie warto mi pomagać. Dzieci wychowujące się na terenach wojennych wyrastają na dorosłych, którzy żyją z poczuciem winy ocalałego - oceniła Nina Mocior.
Wskazała, że chroniczny stres nie tylko modyfikuje strukturę mózgu, ale pozostawia trwały ślad w genomie.
Badania nad epigenetyką pokazują, że ciężki stres i przemoc mogą pozostawić tzw. blizny na DNA, które są wykrywane nawet u dzieci i wnuków osób doświadczonych wojną. Oznacza to, że trauma z Gazy czy każdego innego regionu walk zbrojnych nie zakończy się wraz z ustaniem wojny - będzie dziedzictwem, które wpłynie na kolejne pokolenia, determinując ich zdolność do budowania więzi i funkcjonowania w społeczeństwie - zaznaczyła Mocior.