"Taki lokal w Polsce nie miałby prawa funkcjonować. Jedno wyjście, bez żadnych dodatkowych wyjść ewakuacyjnych, to jest wyjście szalenie niebezpieczne" - tak ocenił przyczyny pożaru w szwajcarskim Crans-Montana na antenie Radia RMF24 generał Ryszard Grosset, były zastępca komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej.
- Chcesz być na bieżąco? Więcej aktualnych informacji z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl.
To, co miało być błogim świętowaniem zamieniło się w prawdziwe piekło. W pożarze baru Les Constellations w szwajcarskim Crans-Montana zginęło co najmniej czterdzieści osób, ponad sto zostało rannych, wielu jest w stanie ciężkim. Wśród osób poszkodowanych jest także obywatel Polski.
Kurort dotychczas był uważany za ekskluzywny i pozornie bezpieczny. Co zatem zawiodło? Zdaniem eksperta - generała Ryszarda Grosseta problemem okazały się podstawowe systemy bezpieczeństwa. Nie spełniono warunków bezpiecznej ewakuacji - skomentował były zastępca komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej.
Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio
Specjalista stwierdził także, że głównym problem było "duże nagromadzenie materiałów palnych, jak i zjawisko flashover". Flashover to krytyczny moment rozwoju pożaru w zamkniętej przestrzeni, który charakteryzuje się nieomal jednoczesnym zapłonem wszystkich materiałów palnych w pomieszczeniu - wyjaśnił gość Radia RMF 24.
Dodał, że "ogień rozprzestrzeniał się pomału i leniwie, dopóki nie otwarto na dłuższy czas drzwi, co spowodowało dopływ powietrza".
Jak podkreślił, "to właśnie otwarcie drzwi doprowadziło do eksplozji". Sala, która zajęła się ogniem, była niezabezpieczona środkami ograniczającymi rozprzestrzenianie się płomienia.
Dopytywany o warunki panujące w barze Les Constellations, czyli niski sufit, wąskie schody jako jedyna droga ewakuacji oraz narastający dym, ekspert stwierdził ,że "taki lokal w Polsce nie miałby prawa funkcjonować". Jedno wyjście, żadnych dodatkowych wyjść ewakuacyjnych, to wyjście szalenie niebezpieczne i o bardzo małej przepustowości. Tą przepustowość się bada, zanim się takie pomieszczenia dopuści do użytkowania, także tutaj tych przekroczeń wszelkich przepisów i zdrowego rozsądku było naprawdę bardzo wiele - powiedział generał Grosset.
Ekspert ilość uchybień nazwał "zbrodniczym zaniedbaniem". To rzeczywiście było piekło na ziemi - dodał.
Podkreślił także, że prestiż nie zawsze idzie w parze z bezpieczeństwem. Dlatego zawsze uczęszczając w imprezach masowych należy zbadać własne otoczenie. Obserwować jakiekolwiek symptomy zagrożenia. Tam symptomy zagrożenia się pojawiły i ludzie się świetnie z tym bawili, że ogień pełgał po suficie, że przemieszczał się, że się rozchodził - uczulił rozmówca Bogdana Zalewskiego.
Według generała wchodząc do pomieszczenia należy znaleźć drogę potencjalnej ucieczki. Odradza wchodzenie do pomieszczeń zawierających jedno wyjście i inne sprzyjające pożarom warunki.
Polskie przepisy regulujące bezpieczeństwo imprez masowych, zwłaszcza w odniesieniu do pomieszczeń zamkniętych, są naprawdę sensowne i dość restrykcyjne - powiedział generał Grosset na antenie Radia RMF 24.
Po tragicznym pożarze w hali Stoczni Gdańskiej w 1994 roku polskie służby znacząco zaostrzyły przepisy bezpieczeństwa. Ekspert zaznaczył, że istnieje wiele aspektów łączących ostatni sylwestrowy pożar z tragedią w stoczni sprzed trzydziestu lat.
Generał podkreślił, że w Polsce prowadzone są systematyczne kontrole bezpieczeństwa pomieszczeń zbiorowisk masowych, szczególnie przed większymi imprezami masowymi, a przede wszystkim karnawałami. Nie należy jednak przymykać oka na szczegóły. Jeżeli widzimy jakiekolwiek uchybienia, to niewątpliwie powinniśmy o tym zawiadomić straż. Wtedy trzeba reagować - podsumował generał Ryszard Grosset w rozmowie antenie Radia RMF24.
Opracowała: Julia Rut