W sieci pojawiło się zdjęcie, które – jak twierdzą media – pokazuje początek tragedii w barze "Le Constellation" w Crans-Montana w Szwajcarii. W sylwestrową noc wybuchł tam pożar, w którym zginęło około 40 osób, a ponad 100 zostało rannych. Eksperci podejrzewają, że błyskawiczne rozprzestrzenienie się ognia w piwnicy baru to efekt tzw. flashover, czyli rozgorzenia. Goście bawili się, nieświadomi zagrożenia, które czaiło się nad ich głowami. Większość ofiar to młodzi ludzie. Proces ich identyfikacji jest bardzo trudny i wymaga pobrania próbek DNA od bliskich.
- Szokujące zdjęcie sprzed chwili tragedii w barze "Le Constellation" pokazuje moment, gdy fajerwerki zapaliły łatwopalną piankę sufitową.
- W lokalu mogło być nawet 200 osób, a piwnica miała tylko jedną wąską drogę ewakuacyjną - trwa śledztwo w sprawie przestrzegania norm bezpieczeństwa.
- Eksperci tłumaczą, że pożar rozprzestrzenił się błyskawicznie przez zjawisko flashover, osiągając temperaturę do 1200 st. C w kilka sekund.
- Bądź na bieżąco! Wejdź na stronę główną RMF24.pl
Francuska stacja BFMTV opublikowała ujęcie, na którym widać wnętrze "Le Constellation" - kilku gości trzyma w górze fajerwerki, a w tle, na suficie, żarzy się coś, co już za chwilę zamieni się w kulę ognia - sufit wyłożony był łatwopalną pianką wyciszającą pomieszczenie.
Choć autentyczność zdjęcia nie została jeszcze oficjalnie potwierdzona, wyposażenie i detale zgadzają się ze zweryfikowanymi już nagraniami z tragicznej nocy. Świadkowie donoszą, że kelnerki niosły butelki szampana z przymocowanymi zimnymi ogniami - miało to być efektowne rozpoczęcie nowego roku. Tymczasem zabawa przerodziła się w śmiertelną pułapkę.
EN DIRECT DOCUMENT BFMTV. Incendie mortel Crans-Montana: une photo prise dans le bar capture le moment du dpart de feuhttps://t.co/U1YHJSaDqk pic.twitter.com/NNmxnIQ9KA
BFMTVJanuary 1, 2026
Jak wynika z relacji bywalców lokalu, cytowanego przez szwajcarski dziennik "Blick", piwnica baru miała tylko jedną drogę ewakuacyjną. W chwili katastrofy mogło tam przebywać nawet 200 osób.
Prokurator generalna kantonu Valais, Béatrice Pilloud, nie potwierdziła jeszcze oficjalnie, czy bar miał tylko jedną wąską drogę ewakuacyjną. Trwa dochodzenie, które ma wyjaśnić, czy "Le Constellation" spełniał wszystkie normy bezpieczeństwa i czy organizatorzy sylwestrowej imprezy przestrzegali niezbędnych procedur.
Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio
Eksperci wskazują, że przyczyną tak szybkiego rozprzestrzenienia się ognia mógł być tzw. flashover. To zjawisko zwane po polsku rozgorzenie, podczas którego niewielki, lokalny pożar w krótkim czasie zamienia się w ogień pochłaniający całe pomieszczenie.
Ciepło unosi się do góry i gromadzi pod sufitem, gdzie nagrzewa się coraz bardziej. W pewnym momencie następuje punkt krytyczny - fala ognia zapala wszystko jednocześnie, bez kontaktu z płomieniem - tłumaczyła ekspertka ds. ochrony przeciwpożarowej Sandra Barz w programie ARD "Brennpunkt".
Flashover następuje, gdy temperatura pod sufitem osiąga 600 stopni Celsjusza. Wtedy w ciągu sekund temperatura wzrasta nawet do 1200 stopni, a zawartość tlenu w powietrzu spada poniżej czterech procent. Nawet dla strażaków w specjalnych ubraniach ochronnych taka sytuacja jest ekstremalnie niebezpieczna.
Młodzi ludzie, którzy przyszli świętować Nowy Rok w "Le Constellation", nie mieli pojęcia, co dzieje się nad ich głowami. Nie mieli szans na reakcję czy ucieczkę.
W pożarze zginęło co najmniej 40 osób. Ten przerażający bilans może być znacznie wyższy. W szpitalach przebywa 115 rannych, stan 80 z nich określany jest jako krytyczny. Większość z poszkodowanych to młodzi ludzie, poniżej 26. roku życia.
Identyfikacja zmarłych jest skomplikowana, może trwać kilka dni. Od bliskich trzeba bowiem pobrać próbki DNA.
Zrozpaczeni rodzice szukają jakichkolwiek informacji na temat swoich pociech.
"Mój syn Arthur Brodard, urodzony 22 lutego 2009 roku, jest jedną z ofiar pożaru w Crans-Montana. Nie wiemy, czy żyje i gdzie się znajduje. Jeśli macie informacje, w jakim szpitalu jest, proszę, dajcie znać!" - napisała na Facebooku matka, która rozpaczliwie szuka swojego syna. Jej post ma już kilkaset komentarzy i tysiąc udostępnień.
Minęły prawie 24 godziny, odkąd Arthur zaginął, i nie mamy żadnych wiadomości. Przeżywam koszmar, prawdziwy koszmar - powiedziała w rozmowie z "Le Temps".
Takich rodzin, które poprzez media społecznościowe szukają dzieci czy rodzeństwa, jest więcej. W tym celu utworzono tymczasowe konto na Instagramie, które zostanie usunięte, gdy wszyscy zaginieni zostaną odnalezieni.
Administratorzy profilu publikują zdjęcia zaginionych. Pod wieloma wpisami znajdują się dane młodych osób, które były w środę wieczorem w "Le Constellation". Bliscy podają swoje numery telefonów i mają nadzieję na szybki kontakt. Znajduje się tam także zdjęcie Arthura.
Wiadomo, że w barze w chwili tragedii przebywali nie tylko Szwajcarzy. Wśród ofiar i rannych są Włosi i Francuzi. Inne narodowości ofiar nie zostały jak dotąd potwierdzone.