72 tygrysy padły w ciągu niespełna dwóch tygodni w popularnym parku turystycznym Tiger Kingdom Chiang Mai w Tajlandii. Trwa dochodzenie, które ma wyjaśnić przyczynę ich zgonu. Zwierzęta znajdowały się w dwóch kompleksach. Turyści mogli dotykać zwierzęta i oglądać je z bliska.

REKLAMA

  • W popularnym parku Tiger Kingdom Chiang Mai w Tajlandii w ciągu niespełna dwóch tygodni padło ponad 70 tygrysów.
  • Przyczyną śmierci okazał się wysoce zakaźny wirus nosówki psów oraz bakteria atakująca układ oddechowy.
  • Organizacje prozwierzęce krytykują warunki w tego typu obiektach.
  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy na RMF24.pl.

Śmiercionośny wirus wśród drapieżników

O sprawie pisze BBC News.

Lokalne służby weterynaryjne poinformowały, że w próbkach pobranych od padłych tygrysów wykryto wirusa nosówki psów - wysoce zakaźną chorobę atakującą układ oddechowy, pokarmowy i nerwowy. Choć najczęściej występuje u psów, może być śmiertelna także dla dużych kotów. Dodatkowo w próbkach znaleziono bakterię powiązaną z chorobami układu oddechowego.

Urzędnicy zapewniają, że ognisko choroby zostało opanowane - wirus nie rozprzestrzenia się dalej, a kolejne tygrysy nie padają. Nie odnotowano również zakażeń wśród ludzi.

Ponad 240 tygrysów w dwóch ośrodkach

Zmarłe zwierzęta stanowiły część populacji liczącej ponad 240 tygrysów przebywających w obu placówkach parku. Ciała wszystkich padłych osobników zostały pochowane, a w przypadku ciężko chorych zalecono eutanazję.

Dyrektor krajowego departamentu hodowli zwierząt, Somchuan Ratanamungklanon, przyznał, że choroba została wykryta zbyt późno. Jak podkreślił, objawy u tygrysów są trudniejsze do zauważenia niż u psów czy kotów. Służby pobrały próbki nie tylko z ciał zwierząt, ale także z podawanego im mięsa kurczaka oraz z ich otoczenia.

Wcześniejsze podejrzenia i czarny scenariusz z przeszłości

Wstępne testy wskazywały wcześniej na zakażenie parwowirusem kotów. Pojawiły się też podejrzenia, że źródłem zakażenia mogło być skażone surowe mięso kurczaka. Podobny scenariusz miał miejsce w 2004 roku w prowincji Chonburi, gdzie podczas wybuchu ptasiej grypy w zoo padło lub zostało uśpionych blisko 150 tygrysów.

Personel parku, w tym weterynarze, został objęty 21-dniową obserwacją. Jak dotąd nikt z pracowników nie wykazuje objawów zakażenia.

Krytyka obrońców zwierząt

Sprawa wywołała ostrą reakcję organizacji prozwierzęcych. Wildlife Friends Foundation Thailand wskazała na "skrajną podatność obiektów przetrzymujących dzikie zwierzęta na choroby zakaźne". Z kolei Peta Asia podkreśliła, że do podobnych tragedii dochodziłoby znacznie rzadziej, gdyby turyści przestali odwiedzać tego typu atrakcje.

Park Tiger Kingdom Chiang Mai został tymczasowo zamknięty na dwa tygodnie. Trwa dezynfekcja i szczegółowe dochodzenie.