Dania i państwa NATO wzmacniają swoją obecność wojskową na Grenlandii. Kopenhaga wysłała na wyspę tzw. wysunięte dowództwo, które ma przygotować teren na przyjęcie większych sił własnych i sojuszniczych. Decyzja ta zapadła w obliczu narastających napięć ze Stanami Zjednoczonymi, które podkreślają strategiczne znaczenie arktycznej wyspy dla swojego bezpieczeństwa.
- Dania i państwa Sojuszu Północnoatlantyckiego zwiększają swoją obecność na Grenlandii; realizuje się to "poprzez ćwiczenia w ścisłej współpracy z sojusznikami z NATO".
- Duński rząd wysłał na Grenlandię tzw. wysunięte dowództwo, by przygotować wzmocnienie obrony wyspy przez własne i sojusznicze wojska oraz rozbudować infrastrukturę wojskową.
- Wzmocnienie obecności militarnej jest odpowiedzią na rosnące napięcia z USA, które ponownie podnoszą kwestię strategicznego znaczenia Grenlandii dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych.
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
W środę duńskie ministerstwo obrony i grenlandzkie ministerstwo spraw zagranicznych we wspólnym komunikacie podały, że Dania i państwa Sojuszu Północnoatlantyckiego zwiększają obecność na Grenlandii "poprzez ćwiczenia w ścisłej współpracy z sojusznikami z NATO".
"Skutkuje to zwiększoną obecnością wojskową na Grenlandii i wokół niej w nadchodzącym okresie (2026 r.), a obejmuje samoloty, okręty i żołnierzy, w tym z państw sojuszniczych NATO" - wskazano w komunikacie. Dodano, że działania te obejmują ochronę infrastruktury krytycznej, pomoc władzom Grenlandii, która nie posiada własnego wojska, a także realizację zadań morskich.
W oświadczeniu władze Danii i Grenlandii nie podały, z jakich sojuszniczych państw NATO obecne będą wojska na Grenlandii. Duński minister obrony Troels Lund Poulsen przypomniał jedynie, że w ubiegłorocznych ćwiczeniach na wyspie uczestniczyli żołnierze z Niemiec, Francji, Szwecji oraz Norwegii. Tegoroczne działania nazwał ich kontynuacją.
Wcześniej w środę duński nadawca publiczny DR podał, że rząd Danii wysłał na Grenlandię tzw. wysunięte dowództwo, którego zadaniem jest przygotowanie infrastruktury i koordynacja logistyki na przyjęcie głównych sił - zarówno własnych, jak i sojuszniczych. Telewizja opublikowała zdjęcia samolotu patrolowego Challenger duńskich sił powietrznych na lotnisku w Nuuk, stolicy Grenlandii.
Media przypominają, że znaczna część duńskiej armii, w tym jednostki bojowe, zaangażowana jest w obronę regionu Morza Bałtyckiego. O wzmocnieniu obecności wojskowej na Grenlandii mówił we wtorek szef duńskiego resortu obrony, podkreślając, że chodzi o większe zaangażowanie duńskich sił zbrojnych, a także obecność wojsk państw sojuszniczych.
Obecnie duńskie wojsko na Grenlandii liczy 250-300 żołnierzy i podlega Dowództwu Arktycznemu w Nuuk. Jednostka ma do dyspozycji m.in. jedyną tego rodzaju jednostkę specjalną na świecie - Patrol Syriusz (Sirius), czyli sześć psich zaprzęgów, pozwalających żołnierzom w trudnych warunkach przemierzać duże odległości.
Rzekomy brak wystarczającego zaangażowania Danii w zapewnienie bezpieczeństwa Grenlandii jest jednym z argumentów podnoszonych przez administrację prezydenta USA Donalda Trumpa przy artykułowaniu tez o konieczności przejęcia wyspy przez Stany Zjednoczone. Amerykański przywódca żartował z duńskich inwestycji w zakup psów.
Z początkiem 2026 roku na nowo rozgorzał konflikt między Danią a Stanami Zjednoczonymi o Grenlandię, gdy prezydent Donald Trump powtórzył, że posiadanie arktycznej wyspy jest kluczowe dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. Oświadczenie prezydenta zbiegło się w czasie z amerykańską interwencją wojskową w Wenezueli.
W środę po południu w Waszyngtonie ma dojść do spotkania delegacji duńsko-grenlandzkiej z sekretarzem stanu USA Marco Rubio, a także wiceprezydentem J.D. Vance'em. Tematem rozmów będzie - rzecz jasna - przyszłość największej wyspy świata.