Liderzy wszystkich partii politycznych, które zasiadają w parlamencie Grenlandii, wystosowali wspólne oświadczenie w sprawie przyszłości tego kraju wobec planów prezydenta USA Donalda Trumpa. "Nie chcemy być Amerykanami ani Duńczykami, chcemy być Grenlandczykami" - oznajmili.

REKLAMA

  • Chcesz być na bieżąco? Najnowsze informacje znajdziesz na stronie głównej rmf24.pl.

Politycy, zarówno koalicji rządzącej, jak i opozycji, podkreślili, że o przyszłości wyspy - zależnej dziś od Danii, lecz posiadającej autonomię - powinni decydować jej mieszkańcy. "Bez nacisków na szybką decyzję, zwłokę lub ingerencję ze strony innych krajów" - zaznaczyli.

Wspólne oświadczenie liderów partii politycznych. Raczej nie spodoba się Trumpowi

Przypomnieli, że Grenlandia zintensyfikowała w ostatnich latach swoją aktywność w międzynarodowej polityce. "Robimy to, kierując się zasadami międzynarodowymi, opartymi na wzajemnym szacunku i dialogu. Będziemy to kontynuować" - zadeklarowali.

Liderzy grenlandzkich partii oświadczyli, że są otwarci na "dialog z sojusznikami i krajami, z którymi współpracują", w tym USA, ale na zasadach poszanowania dyplomacji i prawa. Zapowiedzieli zorganizowanie w parlamencie debaty na ten temat. Szczegóły tej inicjatywy nie są na razie znane.

Wyspa chce utrzymać autonomię

Grenlandią rządzi od wiosny ubiegłego roku koalicyjny gabinet czterech partii, premierem jest Jens Frederik Nielsen z ugrupowania Demokraci. Stronnictwo to opowiada się za niepodległością wyspy od Danii, ale dopiero po uzyskaniu niezależności gospodarczej, co wydaje się trudne do osiągnięcia. Grenlandia jest obecnie uzależniona od dotacji rządowych z Kopenhagi.

Oświadczenie w sprawie amerykańskich nacisków podpisał również Pele Broberg, lider jedynej opozycyjnej partii Naleraq, która opowiada się za jak najszybszym zerwaniem związków z Danią oraz uchodzi za najbardziej proamerykańską siłę polityczną na Grenlandii.

Trump chce porozumienia. "Jeśli nie po dobroci, to w trudniejszy sposób"

Prezydent USA Donald Trump oświadczył w piątek w Waszyngtonie, podczas spotkania w Białym Domu na temat przyszłości wenezuelskiego sektora naftowego, że chce porozumienia z Grenlandią - "jeśli nie po dobroci, to w trudniejszy sposób". Zaznaczył, że jeśli USA tego nie zrobią, uczynią to Rosja lub Chiny.