W Kijowie doszło do strzelaniny, w wyniku której zginęło sześć osób, a 14 zostało rannych - poinformowały ukraińskie władze. Agresor najpierw otworzył ogień na ulicy, a później w supermarkecie. Mężczyzna został zlikwidowany podczas szturmu oddziału specjalnego policji na sklep - przekazał szef ukraińskiego MSW Ihor Kłymenko. Służby uznały to zdarzenie za akt terrorystyczny.

REKLAMA

  • Najnowsze informacje z Polski i świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

Jako pierwszy o strzelaninie poinformował mer Kijowa. Sprawca miał najpierw otworzyć ogień do przechodniów, po czym zabarykadował się w pomieszczeniu supermarketu i wziął zakładników.

Interweniowały służby specjalne.

"Strzelec w Kijowie został zlikwidowany podczas zatrzymania. Policyjny oddział specjalny KORD przeprowadził szturm na sklep, w którym przebywał sprawca. Mężczyzna wziął ludzi jako zakładników i strzelał do policjantów podczas zatrzymania. Wcześniej negocjatorzy próbowali nawiązać z nim kontakt" - napisał Kłymenko w komunikatorze Telegramie.

Na ulicy i w supermarkecie zginęło pięć osób, w szpitalu zmarła kobieta, która była jedną z przewiezionych tam ofiar strzelaniny - poinformował mer Kijowa Witalij Kliczko.

"Składam kondolencje rodzinom i bliskim" - napisał ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski w komunikatorze Telegram. Ukraiński przywódca zaznaczył, że liczy na szybkie przeprowadzenie śledztwa, którym zajmują się śledczy policji i Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Prezydent polecił ministrowi spraw wewnętrznych oraz szefowi policji przekazywanie społeczeństwu wszystkich zweryfikowanych informacji o sprawie.

Co wiadomo o napastniku?

Napastnik to 58-letni mężczyzna, który urodził się i mieszkał w Moskwie, ale miał ukraińskie obywatelstwo. Był uzbrojony w broń automatyczną. Ukraiński prezydent przekazał, że napastnik wcześniej był karany. "Wcześniej był już pociągany do odpowiedzialności karnej. Przez długi czas mieszkał w obwodzie donieckim, urodził się w Rosji" - wyjaśnił.

"Obecnie ustalane jest wszystko, czego możemy się o nim dowiedzieć i dlaczego to zrobił. Trzeba sprawdzić każdy szczegół. Śledczy rozpatrują kilka wersji wydarzeń. Wszystkie jego urządzenia elektroniczne, telefon oraz kontakty zostaną sprawdzone" - oświadczył Zełenski.

W czasie gdy trwał dramat zakładników, w mieszkaniu sprawcy wybuchł pożar - być może po to, by zatrzeć ślady.

To był akt terrorystyczny

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) uznała strzelaninę w Kijowie za akt terrorystyczny i prowadzi w tej sprawie dochodzenie przygotowawcze. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przekazał, że policja i SBU wyjaśniają wszystkie okoliczności ataku.

"Przetrzymywał zakładników i jednego z nich, niestety, zabił. Cztery osoby zabił bezpośrednio na ulicy. Kolejna kobieta zmarła w szpitalu w wyniku ciężkich obrażeń" - napisał Zełenski na Telegramie.

"Czterech zakładników udało się uratować. Na tę chwilę wiadomo, że 14 osób zostało rannych. Liczba ta, niestety, może wzrosnąć, ponieważ kolejne osoby zgłaszają się po pomoc. Wśród rannych jest chłopiec, ma 12 lat" - dodał ukraiński przywódca.