O ogromnym szczęściu może mówić stewardesa, która w niedzielę była na pokładzie feralnego samolotu lądującego na nowojorskim lotnisku LaGuardia. Kobieta uniknęła śmierci, mimo że została "wystrzelona" daleko poza rozbitą maszynę.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Do dramatycznego wypadku na lotnisku LaGuardia doszło w niedzielę wieczorem, gdy regionalny samolot typu CRJ-900 linii Jazz Aviation, wykonujący rejs dla Air Canada, zderzył się podczas lądowania z wozem strażackim.
W katastrofie zginęli obaj piloci - Antoine Forest oraz Mackenzie Gunther. Dziewięć osób zostało rannych i trafiło do szpitala.
Najbardziej niezwykła historia, którą opisał "The Guardian", dotyczy stewardesy Solange Tremblay.
W momencie zderzenia kobieta została wyrzucona z samolotu na odległość ponad 100 metrów - wciąż przypięta do swojego fotela. Jak relacjonowała jej córka Sarah Lépine, matkę odnaleziono żywą. To kompletny cud - podkreśliła. Miała anioła stróża, który ją obserwował. Mogło być o wiele gorzej - dodała.
Stewardesa doznała licznych złamań i przeszła operację nogi. Od ponad 26 lat pracowała jako członek personelu pokładowego. Linie lotnicze Air Canada nie wydały oświadczenia w sprawie Tremblay, ale szczegóły zdarzenia, w rozmowie z "The Guardian", potwierdziło kilku pracowników przewoźnika.
Z nagrań kontroli lotów wynika, że tuż przed tragedią wydano zgodę pojazdowi technicznemu na wjazd na pas startowy. Chwilę później kontrolerzy próbowali zatrzymać ciężarówkę i odwołać lądowanie nadlatującego samolotu. W opublikowanych zapisach słychać dramatyczne komunikaty: "Stój, ciężarówka 1, stój".
"The Guardian", powołując się na audio zapis z platformy LiveATC, która umożliwia odsłuchiwanie na żywo (i z archiwum) komunikacji radiowej między pilotami a kontrolą ruchu lotniczego, napisał, że po zderzeniu kontrolerzy przyznawali w rozmowach radiowych, że sytuacja była chaotyczna, a jeden z nich mówił o wcześniejszej sytuacji awaryjnej, dodając, że "zawinił".
Do tragedii odniósł się premier Mark Carney, który nazwał zdarzenie "głęboko przygnębiającym". Z kolei szef największego światowego związku pilotów Air Line Pilots Association Jason Ambrosi podkreślił, że śmierć załogi to ogromna tragedia. Ci piloci poświęcili swoje kariery bezpiecznemu transportowi pasażerów i wszyscy myślimy o ich rodzinach, bliskich i kolegach z Jazz Aviation - powiedział.