Ponad osiem milionów osób wyszło w sobotę na ulice amerykańskich miast w ramach trzeciej edycji protestów "No Kings". Demonstranci sprzeciwiali się polityce prezydenta Donalda Trumpa, jego stylowi sprawowania władzy oraz kontrowersyjnym decyzjom administracji.

REKLAMA

  • Ponad osiem milionów Amerykanów protestowało w sobotę przeciwko polityce Donalda Trumpa.
  • Władze bagatelizują demonstracje, mówiąc, że są to "sesje terapeutyczne dla ludzi cierpiących na syndrom Donalda Trumpa".
  • Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

Według organizatorów sobotnie demonstracje odbyły się w niemal każdym większym mieście Stanów Zjednoczonych, a także w mniejszych miejscowościach oraz poza granicami kraju - m.in. w Paryżu i Londynie. Największe zgromadzenia miały miejsce w Waszyngtonie, gdzie tłumy przemaszerowały przez centrum miasta, gromadząc się przed Mauzoleum Abrahama Lincolna i w parku National Mall.

Protestujący wyrażali sprzeciw wobec polityki imigracyjnej administracji Donalda Trumpa, rosnących kosztów życia oraz działań prezydenta na arenie międzynarodowej, w tym wojny z Iranem. "Trump chce rządzić jak tyran. Ale to Ameryka - władza należy do ludzi, a nie do samozwańczych królów i ich miliarderów" - podkreślali organizatorzy.

Podobnie jak podczas poprzednich demonstracji w ramach akcji "No Kings", i tym razem protestujący trzymali kukły Donalda Trumpa, wiceprezydenta USA J.D. Vance'a i innych urzędników administracji, domagając się ich usunięcia ze stanowisk i aresztowania.

BBC przywołuje szacunki organizatorów, według których w sobotnich demonstracjach uczestniczyło ponad osiem milionów ludzi. To więcej niż podczas ubiegłorocznych protestów w październiku - wówczas, według szacunków, na ulice wyszło prawie siedem milionów Amerykanów.

Tragiczne wydarzenia w Minnesocie i głos artystów

Jednym z kluczowych miejsc protestów była Minnesota, gdzie w styczniu dwójka obywateli USA - Renee Nicole Good i Alex Pretti - została zastrzelona przez federalnych agentów imigracyjnych. Ich śmierć wywołała falę oburzenia i ogólnokrajowe protesty przeciwko brutalności służb.

W sobotę tysiące osób zebrały się przed budynkiem Kapitolu Stanowego w Saint Paul, a na scenie pojawił się m.in. Bruce Springsteen, wykonując protest song "Streets of Minneapolis".

W Nowym Jorku demonstranci przeszli przez Times Square i Midtown, blokując ruch w centrum miasta. Wśród uczestników był aktor Robert De Niro, który w rozmowie z BBC podkreślił konieczność pokojowego oporu wobec polityki Trumpa. Musimy się przeciwstawić temu reżimowi. Nie mamy wyboru - mówił.

Reakcje władz i incydenty podczas protestów

BBC pisze, że Biały Dom określił protesty mianem "sesji terapeutycznych dla ludzi cierpiących na syndrom Donalda Trumpa" i stwierdził, że jedynymi osobami, które się nimi interesują, "są dziennikarze opłacani za ich relacjonowanie".

Choć organizatorzy podkreślali pokojowy charakter wydarzeń i faktycznie w zdecydowanej większości miast demonstracje przebiegły bez zakłóceń, to nie obyło się bez incydentów. W Los Angeles doszło do starć z funkcjonariuszami, a w Dallas zatrzymano kilka osób po przepychankach z kontrmanifestantami.

Kontrowersje wokół stylu rządzenia Trumpa

Od powrotu do Białego Domu w styczniu 2025 roku Donald Trump znacząco rozszerzył zakres władzy prezydenckiej, m.in. poprzez wydawanie dekretów ograniczających kompetencje federalnych instytucji oraz wysyłanie Gwardii Narodowej do miast bez zgody gubernatorów.

Prezydent Stanów Zjednoczonych odpiera zarzuty o autorytaryzm, twierdząc, że jego działania są konieczne do odbudowy kraju. Krytycy ostrzegają jednak, że niektóre decyzje mogą być niezgodne z konstytucją i stanowią zagrożenie dla demokracji w USA.