Emily Gregory, kandydatka Partii Demokratycznej, wygrała wybory uzupełniające w 87. Okręgu Izby Reprezentantów Florydy, będącym politycznym matecznikiem Donalda Trumpa. To kolejny sygnał ostrzegawczy dla republikanów przed zaplanowanymi na listopad wyborami połówkowymi w Stanach Zjednoczonych.
- Kandydatka Partii Demokratycznej wygrała wybory uzupełniające w 87. Okręgu Izby Reprezentantów Florydy.
- Okręg ten jest politycznym matecznikiem Donalda Trumpa - znajduje się tam jego posiadłość Mar-a-Lago.
- To kolejny sygnał, że demokraci rosną w siłę przed listopadowymi wyborami połówkowymi w USA.
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
We wtorek odbyły się wybory uzupełniające w 87. Okręgu Izby Reprezentantów Florydy, obejmującym m.in. luksusową posiadłość Mar-a-Lago w Palm Beach, będącą własnością prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. Głosowanie zostało zorganizowane po tym, jak gubernator Florydy Ron DeSantis mianował dotychczasowego przedstawiciela okręgu, republikanina Mike'a Caruso, na stanowisko urzędnika hrabstwa Palm Beach.
Amerykańskie media zauważają, że 87. okręg dotychczas był bastionem Partii Republikańskiej - w 2024 roku Mike Caruso wygrał tam z przewagą 19 punktów procentowych, a tego samego roku Donald Trump w wyborach prezydenckich pokonał Joe Bidena o ponad 9 punktów procentowych.
W szranki o miejsce w Izbie Reprezentantów Florydy stanęli republikanin Jon Maples, były radny miasta Lake Clarke Shores i doradca finansowy, oraz demokratka Emily Gregory, debiutująca w polityce specjalistka ds. zdrowia publicznego, prowadząca centrum fitness dla młodych matek.
Według prognoz Associated Press, wybory uzupełniające wygrała Emily Gregory, zdobywając - według NBC News - 51 proc. głosów (przy 49-proc. poparciu dla jej republikańskiego konkurenta). Dzisiejszy wynik to jasny sygnał, że mieszkańcy Florydy chcą, aby stan obrał nowy kierunek - taki, w którym przywódcy skupiają się na obniżaniu kosztów (życia) i wspieraniu rodzin pracujących - powiedziała demokratka w oświadczeniu dla "Washington Post".
Zwycięstwo Emily Gregory to nie tylko duży sukces Partii Demokratycznej na Florydzie, gdzie w ostatnich latach notowała słabsze wyniki, ale też - jak zauważa NBC News - sygnał, że demokraci rosną w siłę przed listopadowymi wyborami połówkowymi w Stanach Zjednoczonych (ang. midterms).
Triumf demokratów w politycznym mateczniku Donalda Trumpa wpisuje się w "niebieską falę", jaka przetacza się przez Amerykę - to już dziesiąty przypadek, gdy demokraci przejmują mandat stanowy po republikanach w wyborach uzupełniających od początku drugiej kadencji Trumpa. W tym samym czasie republikanie nie zdołali odebrać żadnego mandatu demokratom.
Mar-a-Lago właśnie zmieniło barwy z czerwonej na niebieską, co powinno zaniepokoić republikanów przed wyborami środka kadencji - mówi Heather Williams, przewodnicząca Democratic Legislative Campaign Committee, organizacji wspierającej Emily Gregory. Jeśli Mar-a-Lago jest zagrożone, wyobraźcie sobie, co może się wydarzyć w listopadzie - dodaje.
Jonowi Maplesowi nie pomogło publiczne poparcie ze strony Donalda Trumpa, który we wpisie na platformie Truth Social zachęcał do głosowania na kandydata republikanów. Sam prezydent USA w ostatnim czasie mierzy się ze spadkiem notowań - w kilku ostatnich sondażach jego poziom poparcia plasuje się w granicach 30-40 proc., co - jak zauważa "Palm Beach Post" - może negatywnie wpłynąć na kandydatów Partii Republikańskiej podczas listopadowych wyborów połówkowych.
Amerykański przywódca dotychczas cieszył się jednak znacznie większą popularnością w swoim przybranym stanie - na Florydzie. Badanie Morning Consult z 9 lutego pokazywało, że Trump może liczyć na 49-proc. poparcie (przy dezaprobacie na poziomie 47 proc.). Wydaje się jednak, że jego wizerunek wśród mieszkańców "Słonecznego Stanu" został nieco nadszarpnięty przez wojnę na Bliskim Wschodzie i rosnące ceny paliw.
"Washington Post" informuje, że Trump, zarejestrowany jako wyborca w swojej rezydencji Mar-a-Lago w Palm Beach, głosował korespondencyjnie w wyborach uzupełniających w 87. Okręgu Izby Reprezentantów Florydy. To o tyle ciekawe, że prezydent USA podjął decyzję o głosowaniu korespondencyjnym w czasie, gdy forsuje on ustawę "Save America Act" - szeroko zakrojony projekt reformy głosowania w całym kraju, obejmujący m.in. ograniczenie głosowania korespondencyjnego - i jednocześnie krytykuje tę formę głosowania podczas swoich wystąpień.