"Katastrofa środowiskowa" w Wellington, stolicy Nowej Zelandii. Miliony litrów nieoczyszczonych ścieków trafiły do morza w wyniku awarii oczyszczalni. Władze odradzają wchodzenie do wody, zbieranie owoców morza, a także wyprowadzanie psów na plażę. O sprawie pisał "The Guardian".

REKLAMA

  • Jak doszło do awarii oczyszczalni ścieków w Wellington?
  • Jakie działania podjęły władze po wycieku ścieków do morza?
  • Jakie zagrożenia dla zdrowia i środowiska spowodował wyciek?
  • Bądź na bieżąco! Wejdź na RMF24.pl.

Jak doszło do wycieku?

W środę po intensywnych opadach deszczu ścieki cofnęły się w 1,8 kilometrowej rurze wylotowej, która odprowadza oczyszczone ścieki do Cieśniny Cooka. Następnie dolne piętra oczyszczalni Moa Point zostały całkowicie zalane. W konsekwencji nieoczyszczone ścieki zaczęły wypływać krótszą, pięciometrową rurą wylotową do wód u południowego wybrzeża Wellington.

Pat Dougherty, dyrektor generalny Wellington Water - tamtejszej spółki wodociągowej - twierdzi, że około 70 mln litrów nieoczyszczonych ścieków wyciekło do okolicznych wód - przekazała nowozelandzka stacja 1News, cytowana przez "The Guardian".

Dougherty przyznał, że nie potrafi wyjaśnić, dlaczego rura wylotowa zawiodła. Rura wylotowa ma większą przepustowość niż sama oczyszczalnia, jest zaprojektowana tak, aby działać bez względu na wszystko - dodał.

"Katastrofalna awaria"

Burmistrz Wellington Andrew Little, w czwartek określił wyciek jako "katastrofalną awarię". To jest oczyszczalnia ścieków obsługująca ścieki dla dużego miasta i całkowicie zawiodła, po prostu przestała działać - mówił.

W piątek Wellington Water poinformowało, że działanie długiej rury wylotowej zostało częściowo przywrócone. Podobnie system sit, który usuwa podpaski i mokre chusteczki ze ścieków.

Firma przekazała, że obecnie jest w stanie pompować "900 litrów ścieków na sekundę przez długą rurę wylotową". Jak twierdzi, "to większość ścieków w przeciętnym dniu, ale podczas szczytowych przepływów w ciągu dnia będziemy musieli korzystać z krótkiej rury wylotowej".

"Wypuszczanie przefiltrowanych ścieków do morza przez 1,8 kilometrową rurę wylotową pozwala na większe rozcieńczenie ścieków w Cieśninie Cooka" - wyjaśniono. Choć zmniejsza to ilość nieoczyszczonych ścieków płynących wzdłuż wybrzeża, zagrożenie dla zdrowia publicznego wciąż istnieje.

"Będziemy pracować przez cały weekend, aby zwiększyć przepływ przez długą rurę wylotową tak bardzo, jak to możliwe, aby ograniczyć korzystanie z krótkiej rury wylotowej. Sytuacja jest skomplikowana i na tym etapie nie jesteśmy w stanie podać ram czasowych, kiedy to się zmieni" - oświadczyła firma.

Obawy o zdrowie mieszkańców

Władze stolicy Nowej Zelandii odradzają wchodzenie do wody, zbieranie owoców morza i wyprowadzanie psów na plażach. Sytuacja szczególnie zmartwiła szkoły nurkowania, które w tych wodach prowadzą kursy. Wyciek ścieków zmusił ich do odwołania części szkoleń.

Miłośnicy surfowania również muszą odpuścić sobie dawkę sportu. Nie chciałem tam iść, bo wyglądało to jak... papier toaletowy albo meduzy, więc pomyślałem, że nie chcę wchodzić ani na jedno, ani na drugie - mówił Angus, jeden z mieszkańców okolicy w rozmowie z Radio New Zealand.

Głos w sprawie zabrał również nowozelandzki departament ochrony środowiska. Główny doradca ds. nauk morskich Shane Geange podkreślił, że choć nieoczyszczone ścieki trafiające do morza to natychmiastowe i poważne zagrożenie dla środowiska, to jego zdaniem głównym problemem jest kwestia wpływu wycieku na zdrowie publiczne.

Geange dodał, że departament współpracuje z lokalnymi władzami, aby ustalić, jak daleko rozprzestrzeniły się ścieki. Problem opisał "The Guardian".