Jak podają szwajcarskie media, nawet 47 osób mogło zginąć w wyniku pożaru w barze La Constellation w Crans-Montana w Szwajcarii. Do tragedii doszło podczas sylwestrowej nocy. Wśród ofiar są osoby różnych narodowości. Rannych jest około 115 osób. Większość z nich ma poważne obrażenia i oparzenia.

REKLAMA

  • Tragiczny pożar wybuchł w barze w szwajcarskim kurorcie Crans-Montana podczas sylwestrowej imprezy. Mogło zginąć nawet 47 osób.
  • Rannych jest około 115 osób, wiele z poważnymi oparzeniami. Miejscowe szpitale są przepełnione, poszkodowani trafiają do innych miast.
  • Przyczyna pożaru nie jest jeszcze znana, podejrzewa się użycie materiałów pirotechnicznych lub tzw. zimnych ogni.
  • Władze kantonu Valais ogłosiły stan wyjątkowy. Tragedia nie jest traktowana jako atak terrorystyczny.
  • Więcej aktualnych informacji znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

Tragiczny sylwester w Szwajcarii

W wyniku pożaru w barze w Crans-Montana, w kantonie Valais, mogło zginąć nawet 47 osób. Ofiary są różnych narodowości. Rzecznik resortu spraw zagranicznych Polski Maciej Wewiór przekazał w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Michałem Radkowskim, że trwa sprawdzanie, czy wśród ofiar są Polacy. Resort pozostaje w kontakcie ze służbami konsularnymi w Szwajcarii.

W zwizku z poarem w Crans-Montana, szwajcarskim kurorcie, Ambasada RP w Bernie pozostaje w kontakcie z lokalnymi subami - policj oraz ratownikami medycznymi - a take z placwkami konsularnymi innych pastw.Na t chwil nie posiadamy informacji, aby wrd... https://t.co/EdiiHgNSxV

RzecznikMSZJanuary 1, 2026

Z kolei francuskie ministerstwo spraw zagranicznych podało, że wśród rannych jest dwóch Francuzów. Cytowane przez BBC włoskie ministerstwo spraw zagranicznych poinformowało, że 16 obywateli Włoch jest uznanych za zaginionych, a od 12 do 15 kolejnych Włochów zostało zlokalizowanych w szwajcarskich szpitalach, gdzie otoczono ich opieką. Troje z nich - dodało MSZ - doznało ciężkich poparzeń i wkrótce zostaną przewiezieni do Włoch.

Trudna identyfikacja

Identyfikacja zmarłych jest utrudniona ze względu na rozległe oparzenia. Może to potrwać kilka dni, a nawet tygodni - podała włoska agencja ANSA, powołując się na przedstawiciela władz kantonu. Tymczasem według szwajcarskiego nadawcy publicznego najmłodsza ofiara ma 16 lat.

Lokalne władze przekazały informację o ok. 115 rannych. Większość z nich odniosła poważne obrażenia. Poszkodowani trafili do okolicznych szpitali m.in. z ciężkimi oparzeniami.

Według BBC większość rannych to osoby w wieku od 16 do 26 lat. Stacja, powołując się na władze jedengo ze szpitali podała, że są to "najcięższe przypadki" i ich powrót do zdrowia zajmie sporo czasu.

Placówki medyczne są zapełnione rannymi po tragicznym wypadku w Crans-Montana. Szef władz lokalnych Mathias Renard powiedział, że rannych jest tak wielu, że zabrakło już miejsc na oddziale intensywnej opieki medycznej oraz w sali operacyjnej regionalnego szpitala, w związku z czym pacjenci są przewożeni do innych placówek - m.in. do Sion, Lozanny, Genewy i Zurychu.

Przebieg dramatycznych wydarzeń

Pożar wybuchł ok. godziny 1:30 podczas imprezy sylwestrowej w barze La Constellation w kurorcie narciarskim Crans-Montana w Szwajcarii. Na miejsce natychmiast skierowano policję, strażaków i służby ratownicze.

Do rannych wysłano 10 helikopterów i 40 ambulansów.

Wcześniej portal Blick podał, że powodem wybuchu mogło być wykorzystanie materiałów pirotechnicznych podczas koncertu w barze.

Jednak prokuratorka generalna kantonu Valais Beatrice Pilloud powiedziała, że jest zbyt wcześnie, by określić przyczyny pożaru, gdyż eksperci nie są jeszcze w stanie wejść do zniszczonego budynku.

W związku z tragedią w Crans-Montana, władze kantonu Valais ogłosiły stan wyjątkowy.

Władze wykluczają atak terrorystyczny

Podczas wspólnej konferencji miejscowych służb i władz przekazano, że zdarzenie jest traktowane jako pożar, a nie atak.

Absolutnie nie ma mowy o żadnym zamachu - zaznaczyła prok. Beatrice Pilloud.

W tej chwili obszar nad kurortem jest całkowicie zamknięty, a nad Crans-Montaną wprowadzono strefę zakazu lotów - przekazała miejscowa policja.

Włoski resort spraw zagranicznych przekazał, że nie podejrzewa podpalenia.

Minister spraw zagranicznych Włoch Antonio Tajani stwierdził, że pożar mogły wywołać fajerwerki. Miejscowe władze niedawno zakazały używania ich w sylwestra, z uwagi na to, że w grudniu w tym regionie opady były bardzo niewielkie.

Wygląda na to, że był to wypadek spowodowany pożarem, jakąś eksplozją, jakąś petardą rzuconą podczas obchodów Nowego Roku - powiedział włoskiej telewizji Sky TG24, cytowany przez agencję Reutera.

Relacje świadków

Szwajcarska telewizja BFM rozmawiała ze świadkami, którym udało się uciec z baru. Mówili oni, że pożar wybuchł od urodzinowej świeczki, którą kelnerki położyły na butelkach szampana. Najprawdopodobniej chodzi o świeczkę tzw. fontannę, która pali się podobnie, jak zimne ognie.

Kelnerki niosły butelki szampana z zimnymi ogniami i trzymały je blisko sufitu, co spowodowało pożar - powiedział jeden ze świadków.

Jedna kelnerka stała na ramionach drugiego kelnera, a butelka i iskry znajdowały się zaledwie kilka centymetrów od sufitu - wyjaśnił drugi.

Gdy zapalił się sufit, w ciągu około dziesięciu sekund cały klub nocny stanął w płomieniach - powiedziała jedna z obecnych na miejscu osób. Wszyscy wybiegliśmy z krzykiem, a kiedy się odwróciliśmy, zobaczyliśmy płomienie - dodała. Zdaniem światków straż pożarna i policja przybyły na miejsce zdarzenia "w ciągu kilku minut".

Inny ze świadków, który pomagał wyciągać z baru ofiary pożaru, powiedział rumuńskiemu portalowi Digi24, że najpierw, przez około 20 sekund było słychać głośny huk, a potem pojawiły się płomienie i dym.Wszedłem do środka i próbowałem wyciągać ludzi. Było ich tak dużo. Wiele osób starało się pomóc. Wszyscy byli przerażeni - stwierdził.

W barze był tłum, ludzie wzajemnie się tratowali

Obaj świadkowie, z którymi rozmawiała szwajcarska telewizja, ocenili, że w lokalu przebywało co najmniej 200 osób.

Kiedy wybuchł pożar ludzie wpadli w panikę i zaczęli rzucać się do wyjścia. Rozmówcy stacji mówili, że drzwi były zbyt wąskie, by tłum mógł szybko wydostać się na zewnątrz, dlatego ludzie wzajemnie się tratowali.

Z tej relacji wynika, że zapanował chaos - uczestnicy imprezy przekrzykiwali się i każdy w popłochu szukał drogi do wyjścia. Ktoś miał także wybić okno, by ratować uwięzionych w barze ludzi.

"To, co miało być momentem radości, w pierwszym dniu roku w Crans-Montana, stało się żałobą dotykającą cały kraj i znacznie dalej" - napisał na platformie X prezydent federalny Szwajcarii Guy Parmelin.

What was a moment of joy turned into a tragedy in Crans-Montana last night, felt across the country and beyond. The Federal Council has taken note of this with deep dismay. Its thoughts are with the victims, the injured and their families and it extends its deepest condolences.

ParmelinGJanuary 1, 2026

Artykuł aktualizowany