Hiszpania nie dołączy do Rady Pokoju powołanej przez Donalda Trumpa - ogłosił premier Pedro Sanchez. Szef hiszpańskiego rządu ostro skrytykował Stany Zjednoczone za łamanie prawa międzynarodowego i naciski na europejskich sojuszników, podkreślając, że inicjatywa amerykańskiego prezydenta wykracza poza ramy ONZ i nie uwzględnia kluczowych stron konfliktu na Bliskim Wschodzie.
- Hiszpania, podobnie jak kilka innych krajów UE, odmówiła członkostwa w Radzie Pokoju Donalda Trumpa.
- Premier Hiszpanii Pedro Sanchez skrytykował USA za łamanie prawa międzynarodowego i naciski na Europę.
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Dziękujemy za zaproszenie, ale odmawiamy - ogłosił Pedro Sanchez po czwartkowym posiedzeniu Rady Europejskiej w Brukseli. Premier poinformował o tej decyzji swoich partnerów z UE. Postępujemy zgodnie z naszym zobowiązaniem do przestrzegania prawa międzynarodowego. Rada Pokoju wykracza poza ramy ONZ - dodał polityk.
Wcześniej zaproszenie do Rady Pokoju odrzuciły m.in. Francja, Niemcy, Szwecja czy Norwegia.
Rząd Stanów Zjednoczonych nie przestrzega prawa międzynarodowego i powoduje napięcia w stosunkach transatlantyckich między USA a UE, jak nigdy dotąd - ocenił szef hiszpańskiego rządu, który wezwał Europę do "wzmocnienia się wewnętrznie i otwarcia się na inne części świata".
Krytykując naciski prezydenta USA na Europę, hiszpański polityk podkreślił, że "UE jest zdecydowana bronić swojej suwerenności", a w obliczu przymusu Wspólnota "dysponuje instrumentami, aby odpowiedzieć na presję".
Szef hiszpańskiego rządu zauważył też, że w składzie Rady Pokoju zabrakło Autonomii Palestyńskiej, podczas gdy jednym z głównych zadań tego gremium ma być zakończenie wojny między Izraelem a Hamasem oraz odbudowa Strefy Gazy.
Donald Trump zainaugurował w czwartek w szwajcarskim Davos powołaną przez siebie Radę Pokoju. Państwa członkowskie mają być wybierane przez prezydenta USA na trzyletnie kadencje, chyba że zapłacą ponad 1 mld dolarów w gotówce za stałe członkostwo. Amerykański przywódca ma zostać dożywotnim prezesem o niemal nieograniczonych uprawnieniach.
Jak dotąd ofertę oficjalnie zaakceptowali przywódcy m.in.: Arabii Saudyjskiej, Argentyny, Armenii, Azerbejdżanu, Bahrajnu, Białorusi, Egiptu, Indonezji, Izraela, Kataru, Kazachstanu, Kosowa, Maroka, Pakistanu, Paragwaju, Turcji, Uzbekistanu, Węgier, Wietnamu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Rosja, która też została zaproszona, wciąż nie podjęła decyzji.