29 lutego minie dokładnie 30 lat od zakończenia oblężenia Sarajewa, stolicy Bośni i Harcegowiny. Szacuje się, że w tym czasie życie straciło około 10 tys. osób. Było to jedno z najbardziej krwawych oblężeń w historii nowożytnej Europy. Teraz atmosfera w Bośni znowu się zagęszcza. Wszystko za sprawą wystąpienia Milorada Dodika, lidera prorosyjskiej partii SNSD i byłego prezydenta większościowo serbskiej części BiH, Republiki Serbskiej. Polityk w ostrych słowach zapowiedział walkę o niepodległość i prawo do samostanowienia Serbów.

REKLAMA

  • Więcej informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

W poniedziałek, Milorad Dodik - były prezydent Republiki Serbskiej, a obecnie lider Sojuszu Niezależnych Socjaldemokratów (SNSD) - wygłosił przemówienie, które może wstrząsnąć delikatną równowagą w Bośni i Hercegowinie.

Prawo narodu do samostanowienia, aż po niepodległość, jest naszym celem politycznym. I nie poddamy się. Nie ma wolności ani przetrwania Republiki Serbskiej, jeśli pozostaniemy w tak chorobliwej strukturze (Bośni i Hercegowinie), która zarzuciła pętlę na naród serbski. Bośnia i Hercegowina została nieodwracalnie zniszczona - mówił Dodik w Banja Luce.

Dodik nie przebierał w słowach, otwarcie kwestionując sens istnienia wspólnego państwa Bośniaków, Chorwatów i Serbów. Jego wystąpienie nastąpiło dzień po powtórzonych wyborach prezydenckich w Republice Serbskiej, w których zwyciężył kandydat SNSD, Sinisza Karan. Wybory te odbyły się w atmosferze skandalu - konieczność ich powtórzenia wynikła z wykrycia poważnych nieprawidłowości w 17 okręgach wyborczych podczas poprzedniego głosowania.

Dodik sam został wcześniej pozbawiony mandatu po uprawomocnieniu się wyroku za nieprzestrzeganie decyzji Wysokiego Przedstawiciela Wspólnoty Międzynarodowej, nadzorującego realizację porozumienia z Dayton (porozumienie pokojowe, które zakończyło wojnę w byłej Jugosławii - przyp. red.)

Żądania przywrócenia kompetencji

W swoim poniedziałkowym przemówieniu lider SNSD jasno określił warunki, na jakich Republika Serbska mogłaby pozostać częścią Bośni i Hercegowiny. Kluczowe dla niego jest przywrócenie regionowi szerokich kompetencji, które - jak twierdzi - zostały odebrane przez Trybunał Konstytucyjny BiH na rzecz władz centralnych.

Wojsko, straż graniczna, służby wywiadowcze - to tylko niektóre z obszarów, które Dodik chciałby odzyskać dla Republiki Serbskiej. Lider SNSD domaga się także zniesienia federalnego sądu i prokuratury, co oznaczałoby faktyczną dezintegrację wspólnych instytucji państwowych.

Dodik zapowiedział również, że koalicja rządząca w Republice Serbskiej przeprowadzi konsultacje ze wszystkimi Serbami zatrudnionymi w instytucjach Bośni i Hercegowiny. Celem tych rozmów ma być ustalenie terminu, w którym serbscy urzędnicy opuszczą swoje stanowiska w centralnych organach państwowych. To kolejny krok w kierunku faktycznej secesji i budowy niezależnych struktur państwowych.

Sojusznicy i wrogowie Republiki Serbskiej

W przemówieniu Dodika nie zabrakło również odniesień do geopolityki. Polityk podkreślił, że Republika Serbska ma silnych sojuszników: Przyjaciółmi Republiki Serbskiej pozostają Federacja Rosyjska, nowa administracja amerykańska, Izrael, Węgry, Serbia i Czarnogóra - zaznaczył.

Jednocześnie nie krył, kto według niego jest wrogiem: Jesteśmy świadomi tego, kto jest naszym wrogiem. Sarajewo, muzułmańskie Sarajewo jest naszym wrogiem - dodał.

Warto przypomnieć, że Bośnię i Hercegowinę tworzą trzy podmioty: zamieszkana w większości przez Serbów Republika Serbska, Federacja Bośni i Hercegowiny (zdominowana przez bośniackich muzułmanów i Chorwatów) oraz niewielki Dystrykt Brczko. Każdy z tych regionów posiada własnego prezydenta, rząd i parlament, a wspólne instytucje centralne są słabe i często sparaliżowane politycznymi sporami.