Czeska firma Diamo otrzymała zielone światło na kolejne trzy lata poszukiwań złota w rejonie Głuchołaz. Pod najwyższym szczytem Gór Opawskich, kryje się aż 11 ton cennego kruszcu. Jednak plany wznowienia wydobycia budzą ogromne emocje - od nadziei na gospodarczy rozkwit po obawy o los turystyki i środowiska. Czy złoto znów popłynie z górskich sztolni, czy też zwyciężą głosy sprzeciwu?
- Więcej aktualnych informacja z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Pod najwyższym szczytem Gór Opawskich kryje się prawdziwy skarb. Jak wynika z dotychczasowych badań, złoże może zawierać nawet 11 ton złota oraz inne cenne pierwiastki. To właśnie tu, nieopodal górskiego Sanktuarium Matki Boskiej Pomocnej, od czasów średniowiecza wydobywano złoto, a ostatnia kopalnia działała do 1993 roku. Teraz państwowa firma Diamo chce wrócić do eksploatacji tych legendarnych złóż.
Przed firmą Diamo stoi jednak nie lada wyzwanie. Koncesja obejmuje nie tylko dalsze badania, ale i opracowanie szczegółowych rozwiązań technicznych, które pozwolą na bezpieczne i efektywne wydobycie. Eksperci mają za zadanie sprawdzić, jak wznowienie eksploatacji wpłynie na istniejące już podziemne korytarze. W planach jest wykorzystanie ciężkiego sprzętu oraz materiałów pirotechnicznych.
Naukowcy pracują również nad nowoczesnymi metodami przeróbki rudy. Obecne technologie pozwalają na wypłukiwanie cennych minerałów pod ziemią, a powstały osad może być używany do wypełniania pustych przestrzeni po wydobyciu. To rozwiązanie, które ma zminimalizować wpływ kopalni na środowisko.
Nie wszyscy jednak witają te plany z entuzjazmem. Władze Zlatych Hor, położonych po czeskiej stronie granicy, wyrażają poważne obawy. Ich zdaniem wznowienie wydobycia może negatywnie wpłynąć na rozwijający się tu ruch turystyczny oraz obniżyć poziom wód w okolicy. Rada miejska Zlatych Hor wystąpiła nawet o wstrzymanie dalszych prac badawczych.
Swoje zastrzeżenia zgłasza także dyrekcja sanatorium dziecięcego Edel w Zlatych Horach. Placówka prowadzi tzw. speleoterapię dzieci w jednej ze starych sztolni. Lekarze obawiają się, że po wznowieniu wydobycia prowadzenie terapii stanie się niemożliwe.
"Eksplozje podziemne w rejonie kopalni nie będą mieć żadnego wpływu na pobyt dzieci w sztolni do speleoterapii, która znajduje się ponad 2 kilometry dalej. Poza tym wydobycie można tak zorganizować, że odstrzały będą prowadzone w innych godzinach" - uspokaja firma Diamo, powołując się na wyniki ekspertyzy pirotechnicznej.
W sporze o przyszłość kopalni głos zabrało także czeskie Ministerstwo Środowiska. "Konieczna jest ocena czy interes publiczny jest rzeczywiście zagrożony przez poszukiwania" - podkreślono w oficjalnym komunikacie.
Resort zaznacza, że "sama obawa nie jest wystarczającym powodem do wstrzymania prac. (...) W praktyce oznacza to, że poszukiwania mogą być kontynuowane, ale jednocześnie powinny być prowadzone w sposób respektujący interesy publiczne i oparty na pomiarach, danych i weryfikowalnych dokumentach".