Czeska firma Diamo otrzymała zielone światło na kolejne trzy lata poszukiwań złota w rejonie Głuchołaz. Pod najwyższym szczytem Gór Opawskich, kryje się aż 11 ton cennego kruszcu. Jednak plany wznowienia wydobycia budzą ogromne emocje - od nadziei na gospodarczy rozkwit po obawy o los turystyki i środowiska. Czy złoto znów popłynie z górskich sztolni, czy też zwyciężą głosy sprzeciwu?

REKLAMA

Pod najwyższym szczytem Gór Opawskich kryje się prawdziwy skarb. Jak wynika z dotychczasowych badań, złoże może zawierać nawet 11 ton złota oraz inne cenne pierwiastki. To właśnie tu, nieopodal górskiego Sanktuarium Matki Boskiej Pomocnej, od czasów średniowiecza wydobywano złoto, a ostatnia kopalnia działała do 1993 roku. Teraz państwowa firma Diamo chce wrócić do eksploatacji tych legendarnych złóż.

Nowoczesne technologie i stare korytarze

Przed firmą Diamo stoi jednak nie lada wyzwanie. Koncesja obejmuje nie tylko dalsze badania, ale i opracowanie szczegółowych rozwiązań technicznych, które pozwolą na bezpieczne i efektywne wydobycie. Eksperci mają za zadanie sprawdzić, jak wznowienie eksploatacji wpłynie na istniejące już podziemne korytarze. W planach jest wykorzystanie ciężkiego sprzętu oraz materiałów pirotechnicznych.

Naukowcy pracują również nad nowoczesnymi metodami przeróbki rudy. Obecne technologie pozwalają na wypłukiwanie cennych minerałów pod ziemią, a powstały osad może być używany do wypełniania pustych przestrzeni po wydobyciu. To rozwiązanie, które ma zminimalizować wpływ kopalni na środowisko.

Mieszkańcy i władze podzieleni

Nie wszyscy jednak witają te plany z entuzjazmem. Władze Zlatych Hor, położonych po czeskiej stronie granicy, wyrażają poważne obawy. Ich zdaniem wznowienie wydobycia może negatywnie wpłynąć na rozwijający się tu ruch turystyczny oraz obniżyć poziom wód w okolicy. Rada miejska Zlatych Hor wystąpiła nawet o wstrzymanie dalszych prac badawczych.

Swoje zastrzeżenia zgłasza także dyrekcja sanatorium dziecięcego Edel w Zlatych Horach. Placówka prowadzi tzw. speleoterapię dzieci w jednej ze starych sztolni. Lekarze obawiają się, że po wznowieniu wydobycia prowadzenie terapii stanie się niemożliwe.

"Eksplozje podziemne w rejonie kopalni nie będą mieć żadnego wpływu na pobyt dzieci w sztolni do speleoterapii, która znajduje się ponad 2 kilometry dalej. Poza tym wydobycie można tak zorganizować, że odstrzały będą prowadzone w innych godzinach" - uspokaja firma Diamo, powołując się na wyniki ekspertyzy pirotechnicznej.

W sporze o przyszłość kopalni głos zabrało także czeskie Ministerstwo Środowiska. "Konieczna jest ocena czy interes publiczny jest rzeczywiście zagrożony przez poszukiwania" - podkreślono w oficjalnym komunikacie.

Resort zaznacza, że "sama obawa nie jest wystarczającym powodem do wstrzymania prac. (...) W praktyce oznacza to, że poszukiwania mogą być kontynuowane, ale jednocześnie powinny być prowadzone w sposób respektujący interesy publiczne i oparty na pomiarach, danych i weryfikowalnych dokumentach".