Sąd w Warszawie zdecydował w środę o prawnej dopuszczalności ekstradycji rosyjskiego archeologa Aleksandra Butiagina (wyraził zgodę na publikację danych osobowych i wizerunku) do Ukrainy. Mężczyzna jest podejrzany o udział w nielegalnych wykopaliskach i rabunku zabytków na terenie Krymu - poinformował jego adwokat.

REKLAMA

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Warszawski sąd okręgowy stwierdził prawną dopuszczalność wydania rosyjskiego archeologa Aleksandra Butiagina stronie ukraińskiej. Jak poinformował po rozprawie jego adwokat mec. Adam Domański, argumentacja obrony, na tym etapie, nie przekonała sądu.

Zapowiedział też, że zostanie złożone zażalenie na tę decyzję.

Wskazał, że procedura w przypadku ekstradycji jest taka, że zanim do niej dojdzie, sąd apelacyjny musi utrzymać w mocy wydanie w środę postanowienie. Dopiero wówczas materiały są przekazywane ministrowi sprawiedliwości do decyzji - powiedział Domański.

Obrona Butiagina, próbując przekonać sąd, że nie powinien on zostać wydany Ukraińcom, wskazywała m.in. na "obawy o życie i zdrowie" oraz "poszanowanie praw i wolności".

Zatrzymanie naukowca w Polsce w grudniu, na wniosek Ukrainy, wywołało ostrą reakcję Rosji. Kreml oskarżył Warszawę o "prawny despotyzm", a w styczniu rosyjskie MSZ wezwało polskiego ambasadora, domagając się uwolnienia archeologa.

Aleksander Butiagin pracował w Państwowym Muzeum Ermitażu w Petersburgu - przekazało wcześniej rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

Rosja reaguje

Rosyjski resort dyplomacji skomentował decyzję warszawskiego sądu. Rosyjskie ministerstwo spraw zagranicznych wyraziło w środę pogląd, że decyzja polskiego sądu o ekstradycji na Ukrainę rosyjskiego archeologa Aleksandra Butiagina nie ma podstaw prawnych - podała Agencja Reutera.

Resort dyplomacji w Moskwie oświadczył, Rosja będzie kontynuowała działania mające na celu szybkie uwolnienie Butiagina i jego powrót do kraju.

Co Ukraińcy zarzucają Aleksandrowi Butiaginowi?

Według ukraińskiej prokuratury Autonomicznej Republiki Krymu, działającej obecnie w Chersoniu po aneksji półwyspu przez Rosję, zespół archeologa prowadził nielegalne wykopaliska w starożytnym mieście Myrmekjon w rejonie Kerczu. Ukraińska prokuratura podejrzewa go o umyślne, nielegalne, częściowe zniszczenie obiektu dziedzictwa kulturowego. Straty oszacowano na ponad 200 mln hrywien (ok. 16,8 mln zł).

Śledczy twierdzą również, że grupa miała przywłaszczyć 30 złotych monet - w tym 26 z imieniem Aleksandra Wielkiego oraz cztery wybite za panowania jego brata Filipa III Arridajosa.

Butiaginowi grozi w Ukrainie pięć lat więzienia.

Moskwa odrzuca zarzuty, uznając je za "absurdalne" i podkreślając, że Krym jest - według Rosji - jej terytorium. Władze rosyjskie określają także działania Polski jako politycznie motywowane.