Donald Tusk ocenił, że nic nie wskazuje na to, aby śmierć technika pokładowego z Jaka-40 Remigiusza Musia miała cokolwiek wspólnego z polityką. Ponadto premier w ostrym tonie odpowiedział na pytanie o objęcie ochroną kapitana Jaka-40 Artura Wosztyla. Stwierdził, że jest to prośba polityczna, sugerująca, iż śmierć technika pokładowego nie była wynikiem samobójstwa.

REKLAMA


Nie uzyskamy od prokuratury informacji ze śledztwa, ale wydaje się, że okoliczności czy kontekst dotyczący sprawy tragicznie zmarłego Remigiusza Musia są dość oczywiste, ale nie czuję się upoważniony, nie chcę nikogo ranić i dotykać szczególnie po tak dramatycznej śmierci
- powiedział Tusk. W ocenie szefa rządu, "nic nie wskazuje na to, aby to miało cokolwiek wspólnego z polityką".

"Nikomu nie narzucam i nie odmawiam ochrony"


Premiera pytano też o możliwość przyznania ochrony pilotowi Jaka-40, por. Arturowi Wosztylowi. Nie jestem osobą, która decyduje o tym, czy ktoś uzyskuje ochronę czy nie i czy jest taka potrzeba. Wezwania o ochronę w tym kontekście mają na celu wytworzenie dwuznacznej atmosfery wokół - wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują - samobójczej śmierci technika pokładowego Jaka-40 - uważa Tusk. Jak dodał, pozostawia ocenę "tego na ile potrzebna jest ochrona komukolwiek tym, którzy znają się na rzeczy". Nikomu nie narzucam ochrony i nikomu nie odmawiam ochrony, jeśli taka potrzeba jest - podkreślił szef rządu.

Prezes PiS rozmawiał o sprawie z Seremetem


Kaczyński przyznał, że rozmawiał z Prokuratorem Generalnym o sprawie technika z załogi Jaka-40, Remigiusza Musia. Andrzej Seremet zapewnił, że prokuratura będzie wyjaśniać sprawę. Zadeklarował, że rozumie, iż może ona budzić podejrzenia - wyjaśnił prezes PiS.

Sekcja zwłok wskazuje na samobójstwo


Stołeczna prokuratura poinformowała, że sekcja zwłok Musia wykazała, iż popełnił on samobójstwo. Według prokuratury, nie stwierdzono obrażeń, które wskazywałyby na udział osób trzecich. Zwłoki 42-letniego byłego podoficera znalazła żona w piwnicy w bloku w Piasecznie, w którym mieszkali.

Zeznania Musia ws. podejścia Tupolewa


Były technik pokładowy Jaka-40 utrzymywał, że kontroler z wieży w Smoleńsku zezwolił załodze prezydenckiego samolotu na zejście do wysokości 50 metrów. Z opublikowanego stenogramu wynika, że kontroler miał zezwolić na zejście do 100 metrów. Muś twierdził, że już po wylądowaniu Jaka-40, pozostał w kabinie i słyszał przez radio rozmowę między załogą Tu-154 a kontrolą lotów. Według niego również załoga Jaka dostała zgodę na zejście do 50 metrów. Jak-40 wylądował w trudnych warunkach, około godziny przed katastrofą prezydenckiego samolotu. Na jego pokładzie było kilkunastu dziennikarzy, którzy mieli relacjonować uroczystości rocznicowe w Katyniu.

Zeznania Remigiusza Musia potwierdził pierwszy pilot Jaka-40 Artur Wosztyl. Potwierdzam zeznania Remka, że kontrolerzy na wieży w Smoleńsku zezwolili zejść tupolewowi do 50 metrów - powiedział.