Kadra kierownicza Służby Ochrony Państwa wystosowała list do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, w którym żąda powrotu do służby generała Radosława Jaworskiego. Jak ustalił tvn24.pl, pod dokumentem podpisało się kilkunastu dyrektorów SOP. Podpisu nie złożyły dwie osoby.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy na RMF24.pl.
O kryzysie w Służbie Ochrony Państwa po incydencie z 10 września 2025 roku, kiedy to skradziono lexusa należącego do rodziny premiera Donalda Tuska, mówił w zeszłym roku w Porannej rozmowie w RMF FM szef MSWiA Marcin Kierwiński.
Złodziej odjechał autem sprzed domu szefa polskiego rządu w Sopocie, mimo obecności stałego posterunku SOP. Policja szybko odzyskała pojazd i zatrzymała sprawcę, który próbował uciec za granicę.
Pokłosiem incydentu było to, że generał Radosław Jaworski nie pełni swoich obowiązków od września. Jaworski został wysłany na zaległy urlop, a obecnie przebywa na zwolnieniu lekarskim. Teraz tvn24.pl informuje o "buncie najwyższych dowódców SOP", którzy mieli w tej sprawie napisać list. Według sygnatariuszy listu, brak komendanta negatywnie wpływa na funkcjonowanie służby, a Jaworski jest doświadczonym i cenionym dowódcą.
"To jest bunt najwyższych rangą dowódców i wotum nieufności dla szefa MSWiA, który odsunął komendanta Jaworskiego" - czytamy we fragmencie rozmowy tvn24.pl z informatorem zbliżonym do SOP.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji potwierdziło otrzymanie listu i zapowiedziało, że odniesie się do jego treści w najbliższym czasie. Resort zapewnia, że Sużba Ochrony Państwa realizuje swoje zadania bez przeszkód.
List pracowników Służby Ochrony Państwa ws. powrotu do służby komendanta tej formacji gen. Radosława Jaworskiego, który wpłynął do MSWiA, jest pokłosiem kończącej się wieloaspektowej kontroli w SOP - oceniła w rozmowie z Polską Agencją Prasową rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka.
Sytuacja, w której kierownictwo SOP domaga się powrotu swojego szefa, nie ma precedensu w historii tej formacji ani tej, która ją poprzedzała, czyli Biura Ochrony Rządu. Były szef BOR, generał Mirosław Gawor, komentując sprawę, podkreślił, że decyzja o obsadzie stanowiska komendanta należy do ministra, który ponosi polityczną odpowiedzialność za działanie służby. Jego zdaniem brak szybkiej decyzji może prowadzić do chaosu.