Poprzedniej zimy zdobył tytuł mistrza świata i walczył do samego końca o zwycięstwo w Pucharze Świata w slalomie gigancie równoległym. Teraz snowboardzista Oskar Kwiatkowski rozpoczyna nowy sezon, a my liczymy na kolejne sukcesy. Pierwsze zawody już jutro!

REKLAMA

Mistrzostwo świata wywalczone w gruzińskim Bakuriani. Do tego dwa zwycięstwa w zawodach Pucharu Świata. Poprzedni sezon był bardzo udany dla Oskara Kwiatkowskiego. Nasz snowboardzista liczy, że teraz znów będzie odgrywał ważną rolę w Pucharze Świata. Jak podkreśla, po poprzednim sezonie i emocjach potrzebował jednak trochę czasu na uspokojenie.

Szybko zamknąłem w głowie cały ten boom, który miałem za sprawą swojego sukcesu. Później czułem się jednak bardzo zmęczony fizycznie. Złapał mnie taki dół. Sezon skończyliśmy w marcu, ale jeszcze pod koniec kwietnia, gdy ruszyły przygotowania do nowego sezonu, nie czułem się komfortowo. Było mi ciężko wejść w dobry rytm - opowiada Kwiatkowski.

Nowa sportowa zima zaczyna się dla naszego snowboardzisty we Włoszech. Już jutro zawody w Carezzie. W sobotę rywalizacja przeniesie się do Cortiny d’Ampezzo. Później slalomy giganty równoległe będą rozgrywane też w Szwajcarii, Słowenii, Austrii, Kanadzie czy... Polsce. W lutym Puchar Świata będzie gościł w Krynicy-Zdroju.

Kwiatkowski zdaje sobie sprawę, że zawody na Jaworzynie Krynickiej to będzie bardzo ważny punkt sezonu. Będzie presja, ale będzie też dużo frajdy. Zawodów takiej rangi w snowboardzie u nas nie było. Cieszę się z tego i czuję się po części odpowiedzialny, że ten Puchar Świata znalazł się w naszym kraju. Uwierzono, że jesteśmy na takim poziomie, że możemy zorganizować takie zawody. To może wzmocnić świadomość naszej dyscypliny. Mam nadzieję, że będzie tu zachowana systematyczność i zawody będzie organizować w każdym sezonie. Ten Puchar Świata w Krynicy spowoduje, że balonik będzie pompowany. Nasze wyniki na pewno będą oceniane właśnie przez pryzmat zbliżających się zawodów w naszym kraju - uważa Kwiatkowski.

Nasz zawodnik ma siłowy, mocny styl jazdy. Często wygląda na stoku "ciężko" w porównaniu z rywalami, ale to wszystko przynosi efekty.

Podczas przygotowań trener mówił mi, że brakuje mi trochę luzu na stoku. Lubię taki siłowy styl. Natomiast przed sezonem rzeczywiście czasami wyglądam sztywno. Potrzebuję trochę się objeździć, żeby złapać luz. Ogólnie stawiam jednak na dynamiczną jazdę. W każdym skręcie daje z siebie sto procent. W rywalizacji nie patrzysz na rywala jadącego obok, tylko skupiasz się na swojej robocie. Na pewno go słyszysz i wiesz, co się mniej więcej dzieje. Nawet jeśli rywal cię wyprzedzi, nie możesz się denerwować. Czasami to, że tracisz dystans, jest wynikiem tego, że przeciwnik jedzie już spóźnioną linią. Może tego nie utrzymać. Często jadę początkowo trochę z tyłu, ale kontroluję sytuację. Mogę w końcówce wyjść na prowadzenie. Taki styl wypracowałem. Chwalili mnie też inni trenerzy, że się nie napalam, tylko jadę dynamicznie, bezpieczną, szeroką linią, co daje mi możliwość wypuszczenia deski w końcówce - opisuje Kwiatkowski.

W ostatnich latach zwykle obok naszego snowboardzisty w światowej czołówce oglądaliśmy także Aleksandrę Król-Walas. Kobiece i męskie zawody w slalomie gigancie równoległym są bowiem rozgrywane wspólnie. W tym sezonie zawodniczka robi sobie jednak przerwę od startów, bo oczekuje narodzin córeczki, o czym opowiadała niedawno w rozmowie z RMF FM.

Kwalifikacje do zawodów w Carezzie rozpoczną się w czwartek o godz. 9:00. Finałowa rywalizacja ruszy o 13:15.