Wrocław zaczął naliczać kary restauracjom, które mimo wypowiedzenia umowy, nadal przyjmują klientów w zewnętrznych, szklanych ogródkach w rynku. Po jednej stronie sporu stoi m.in. konserwator, a po drugiej przedstawiciele gastronomii. Sprawę śledzi od początku nasza wrocławska reporterka Martyna Czerwińska.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Miasto zawarło umowy z restauracjami na dzierżawę fragmentów rynku, aby mogły tam funkcjonować ogródki zewnętrzne, ale warunkiem było, aby lokal we własnym zakresie załatwił wszystkie niezbędne zgody - np. konserwatora zabytków, czy straży pożarnej.
Konserwator Daniel Gibski dał zielone światło tym, które nie zasłaniają zabytkowych fasad kamienic. Te, które zostały przy szklanych pawilonach, nie dostały zgody.
O szczegółach opowiedział naszej reporterce Andrzej Dobek, właściciel jednej z restauracji i architekt w jednej osobie. Mężczyzna przyznał, że konflikt jest dla gastronomów niezrozumiały. Kwestia polega na tym, że urzędnik nagle stwierdził, że to, co mamy, to, co funkcjonuje dwadzieścia lat, jest złe. Nie podoba mu się. On się w ogóle wstydzi za rynek wrocławski. I tu powinny być parasole. Proszę państwa, dochodzimy do jakiejś paranoi - powiedział.
Zamiast stawiać coraz piękniejsze konstrukcje o coraz większym bezpieczeństwie, nagle otrzymaliśmy decyzje, w których zawiadamia nas się, że od tego roku, (...) gdzie my już zaczęliśmy sezon ogródkowy, powinniśmy mieć przykrycia tylko jako parasole - dodał.
Większość restauracji zmieniła wygląd ogródków, ale dwadzieścia z nich nie daje za wygraną. Stowarzyszenie Nasz Rynek chce skierować sprawę do sądu.
Konserwator Daniel Gibski, z którym rozmawiała Martyna Czerwińska, powiedział, że musi egzekwować prawo, a to jasno mówi, że kamienice powinny być wyeksponowane.
Jego zdaniem, ogródki, które różnią się przecież od siebie, burzą porządek i estetykę w rynku.
Zapewniał RMF FM, że był otwarty na rozmowy, że trwały one już dwa lata, ale restauratorzy są uparci i nie przemawiają do nich żadne argumenty.
Kilka słów w tej sprawie powiedział również Michał Guz z wrocławskiego magistratu.
Restauratorzy nie zostali zaskoczeni tymi wypowiedzianymi umowami, ponieważ całe środowisko restauratorów działających w rynku i w ulicach przylegających do rynku od kilku lat doskonale wiedziało, że te szklane zabudowy przystawiane do elewacji są niemożliwe do zaakceptowania przez konserwatora zabytków. Natomiast wola była ze strony i pana konserwatora, i również to było zgodne z tym, co chciało zrobić miasto, żeby jednak dać sobie pewien czas na wypracowanie rozwiązań - wskazał urzędnik.
Termin rozbiórki pawilonów minął w niedzielę. W poniedziałek miasto zaczęło naliczać kary.
Zdania klientów lokali czy mieszkańców stolicy Dolnego Śląska w kwestii spornych ogródków są podzielone.
Jeden z rozmówców Martyny Czerwińskiej wskazał, że szklanych konstrukcji być nie powinno. Jeżeli ktoś chce mieć ciepło, wejdzie sobie do środka lokalu. Gdybyśmy tak obstawili cały rynek dookoła takimi szklanymi budkami, to zupełnie straciłby urok. Jestem za innowacją, ale historia i tradycja muszą być - powiedział.
(Ogródki) na pewno zabierają jakąś część tego rynku i jest on tak troszeczkę niewidoczny. (...) Te kamieniczki są piękne, ale wszyscy, którzy mają tutaj te restauracje, chcą też jakoś przeżyć, nie? - zastanawiała się inna napotkana osoba, przyznając, że rozumie dwie strony sporu.
Wydaje mi się, że to jest też urok tego rynku, że można posiedzieć na takim ogródku i podelektować się widokiem. (...) To nie przeszkadza, a tylko może pomóc propagować wrocławski rynek - stwierdziła inna osoba.
Wynajem lokali w rynku kosztuje krocie, a ogródki, które osłaniają klientów od wiatru czy deszczu, pozwalają zwiększyć ilość stolików podczas niepogody. Restauracje mówią, że bez ogrzewanych ogródków upadną, a to gastronomia ściąga do rynku wielu turystów.
Wrocław stworzył swój własny styl, jeżeli chodzi o rynek, o naszą gastronomię, o to, jak tutaj się przebywa i w jaki sposób spędza się czas - podkreśla restaurator, z którym rozmawiała nasza reporterka.
Jest to miejsce, gdzie my - wrocławianie i turyści - spędzamy bardzo dużo czasu. To, że jest to dobre miejsce, fajne i o wysokiej gastronomii świadczy jedna rzecz: zostaliśmy jako jedyne miasto w Polsce wpisani do przewodnika Michelin, jeśli chodzi o całą gastronomię. Za każdą osobą, za każdym lokalem stoją setki osób. To są pracownicy, rodzina, osoby dostarczające towar, sprzątające, serwisy. Wyobraźmy sobie, że upadnie nawet trzydzieści restauracji. Proszę przeliczyć, jakie to są koszta społeczne. Nikt na to nie patrzy - dodaje.
Argumenty konserwatora, który mówi, że nie może pozwolić na samowolę budowlaną, rozmówca RMF FM kwituje słowami: To pan konserwator doprowadził do tego, że jest sytuacja samowoli budowlanej. Od dwudziestu lat też od pana konserwatora otrzymywaliśmy zgody. To w tym roku pan konserwator wymyślił sobie, że przestaje je wydawać.
Sprawa będzie miała finał w sądzie. Restauracjom grozi nawet po pół mln zł kary.