Niewielkie Mysłakowice na Dolnym Śląsku kryją w sobie tajemnicę, która mogłaby zaskoczyć nawet wytrawnych miłośników historii. To właśnie tutaj, tuż przy kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa, stoją autentyczne kolumny z czasów starożytnego Rzymu, sprowadzone niegdyś aż z okolic Pompejów. Jak trafiły pod Śnieżkę i jakie dramaty towarzyszyły ich drodze? Oto fascynująca opowieść o niezwykłych zabytkach, które można zobaczyć bez wyjeżdżania z Polski.

REKLAMA

  • Mysłakowice to urokliwa wieś na Dolnym Śląsku, która kryje prawdziwy skarb - oryginalne marmurowe kolumny sprowadzone aż z Pompejów.
  • Te kolumny, mające około 2000 lat, zostały odnalezione podczas wykopalisk w XVIII wieku i podarowane przez króla Neapolu.
  • Chcesz poznać więcej fascynujących szczegółów o tych niezwykłych kolumnach i historii Mysłakowic? Sprawdź cały artykuł!

Mysłakowice, malownicza miejscowość położona nieopodal Jeleniej Góry, na pierwszy rzut oka wydają się typowym dolnośląskim miasteczkiem. Jednak uważny spacerowicz, który zajrzy w okolice kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa, stanie oko w oko z reliktami sprzed dwóch tysięcy lat. Dwie smukłe, marmurowe kolumny, które stoją przy wejściu do świątyni, to nie repliki, lecz autentyczne zabytki przeniesione aż z południowych Włoch - prawdopodobnie z samych Pompejów.

Kolumny z Pompejów w Karkonoszach - świadkowie starożytności

To prawdziwa sensacja - marmurowe kolumny, które dziś podpierają przedsionek mysłakowickiego kościoła, zostały odnalezione podczas archeologicznych wykopalisk w XVIII wieku na terenach nieopodal Pompejów, miasta zniszczonego przez wybuch Wezuwiusza w 79 roku naszej ery. Przez stulecia ukryte pod warstwą popiołów, w końcu ujrzały światło dzienne i wyruszyły w niezwykłą podróż na północ Europy.

Historia sprowadzenia kolumn do Mysłakowic to opowieść o królewskich gestach i wielkiej tragedii. Król Prus, Fryderyk Wilhelm III, otrzymał je w prezencie od króla Neapolu. W tym samym czasie w Mysłakowicach trwała budowa pierwszego w historii miejscowości kościoła, zaprojektowanego przez znanego architekta Karla Friedricha Schinkla. Niestety, tuż przed ukończeniem budowy doszło do katastrofy - runęła wieża kościoła, grzebiąc pod gruzami dziesięciu robotników i raniąc kolejnych czterech. Prace nad świątynią trzeba było zacząć od początku.

Z polecenia króla, kościół rozebrano do fundamentów i wzniesiono na nowo - tym razem mocniejszy i większy. Nowy projekt, również autorstwa Schinkla, uwzględniał przybywających do Mysłakowic osadników z Tyrolu. Kościół konsekrowano w 1840 roku, a jego wieża została podwyższona w 1858 roku do 50 metrów. To właśnie wtedy, na polecenie kolejnego króla pruskiego, Wilhelma IV, przed wejściem do świątyni ustawiono marmurowe kolumny z Pompejów.

Kolumny zachwycają smukłą sylwetką i gładkimi trzonami. Osadzone w żeliwnych podstawach, przyciągają wzrok bogato zdobionymi głowicami z motywami wolut i krzyżem maltańskim. Według historyków sztuki, reprezentują one rzadki porządek kompozytowy - łączą w sobie elementy stylów korynckiego i jońskiego. To unikatowy przykład antycznej architektury, nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie Środkowej.

Mało kto wie, że w Mysłakowicach znajduje się jeszcze jedna, trzecia kolumna z Pompejów. Jest ona bardziej masywna, pozbawiona dekoracyjnej głowicy i stoi dziś w fontannie na terenie dawnego pałacu, obecnie szkoły. To kolejny dowód na wyjątkowość tego miejsca, gdzie zabytki starożytności przenikają się z lokalną historią.

Zmienne losy świątyni w Mysłakowicach i jej niezwykłych skarbów

Po II wojnie światowej, w 1946 roku, mysłakowicki kościół przeszedł w ręce katolików. Przez lata zarówno świątynia, jak i kolumny stały się nieodłączną częścią lokalnego krajobrazu. Mimo że niektórzy przechodnie mijają je obojętnie, dla znawców historii i miłośników sztuki są one bezcennym świadectwem przeszłości.

Ich obecność pod Karkonoszami przypomina, że wielka historia potrafi zaskoczyć nawet w najmniej spodziewanych miejscach. Dla turystów i pasjonatów historii to obowiązkowy punkt na mapie Dolnego Śląska.