​Schronisko w Sobolewie po sobotniej decyzji o zamknięciu nie ma już pod swoją opieką żadnych psów - poinformował wojewoda mazowiecki Mariusz Frankowski. Jak przekazał, 146 zwierząt zostało bezpiecznie przeniesionych do schroniska w Wojtyszkach.

REKLAMA

Powiatowy Lekarz Weterynarii w Garwolinie zamknął w sobotę 24 stycznia schronisko w Sobolewie oraz wydał zakaz prowadzenia schronisk dla zwierząt dla właściciela obiektu.

Wojewoda mazowiecki Mariusz Frankowski przekazał, że oczekuje w tym tygodniu wyjaśnień w sprawie sytuacji schroniska w Sobolewie od Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Garwolinie, które prowadziło nad nim nadzór.

Akcja przekazania zwierząt trwała nieprzerwanie od popołudnia w sobotę. Odbyła się na podstawie postanowienia Powiatowej Inspekcji Weterynarii o odbiorze psów i kotów właścicielowi schroniska - wyjaśnił wojewoda. Przypomniał, że nadzór nad procesem przekazywania zwierząt do innego schroniska miała policja i Powiatowy Inspektorat Weterynarii.

Zaznaczył, że "trwa wypełnianie ostatnich ewidencji dotyczących stanu zdrowia przy przejęciu zwierząt i spisywanie ich numerów czipów".

Jak przekazał, przy przekazywaniu psów była obecna kierownik delegatury w Siedlcach. Dokładny raport po zdarzeniu przekaże wojewodzie Gmina Sobolew i Powiatowy Inspektorat Weterynarii w nadchodzących dniach.

Schronisko w Sobolewie zamknięte. Zwierzęta zniknęły

O zamknięciu schroniska poinformował w sobotę po godzinie 15 premier Donald Tusk oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. W tym czasie pod bramą schroniska zebrali się miłośnicy zwierząt, oprócz osób prywatnych również przedstawiciele organizacji prozwierzęcych, którzy domagali się poprawy warunków życia dla psów w schronisku.

Grunt, na którym znajduje się schronisko, należy do gminy. Dzierżawca, czyli prowadzący schronisko Marian D. został oskarżony o znęcanie się nad zwierzętami. Proces trwa wiele lat. Wielokrotnie mieszkańcy i aktywiści, również w sobotę, apelowali do wójta Sobolewa Macieja Błachnio o rozwiązanie umowy z Marianem D.

W sobotę miłośnicy zwierząt w pewnym momencie sforsowali płot i zaczęli spontanicznie zabierać psy. Po uspokojeniu sytuacji na miejscu pozostały organizacje prozwierzęce, które jeszcze w nocy i nad ranem w niedzielę zabierały psy ze schroniska.

Jak informują, psy były wylęknione. Obok boksów leżały poobgryzane, drewniane kije, co - według przedstawicieli fundacji - może świadczyć o tym, że psy były nimi odpędzane.