Bez butów, kurtki i czapki na trzaskający mróz w środku nocy wybiegła w Warszawie nastolatka. Było to pokłosie awantury z matką. Dziewczynka przez ponad 45 min. przebywała na zewnątrz. Przed odmrożeniami i wychłodzieniem dziecko uratowali strażnicy miejscy.

REKLAMA

  • Po więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata zapraszamy na RMF24.pl.

Do zdarzenia, które o mało nie zakończyło się tragedią, doszło w rejonie osiedla przy ul. Odkrytej w warszawskiej dzielnicy Białołęka.

Pracownik ochrony zaczepił strażników miejskich i poprosił o pomoc w poszukiwaniach nastolatki. Do ochroniarza wcześniej zwróciła się matka 15-latki, informując, że wybiegła ona z domu na mróz tak jak stała - bez kurtki, bez zimowych butów. Nie wracała od ponad trzech kwadransów.

Zawiadomiono policję, a strażnicy natychmiast zaczęli przeszukiwać okolicę. Temperatura wynosiła mniej niż -10 stopni, dlatego liczyła się każda minuta. Dłuższe przebywanie na mrozie w nieodpowiednim stroju mogło stanowić dla dziewczyny bardzo poważne zagrożenie.

Jak poinformowali warszawcy strażnicy miejscy, po kolejnych kilkunastu minutach poszukiwań zauważyli oni dziecko w pobliżu jednego z budynków. Dziewczynka była już mocno przemarznięta.

"Szybko dała się przekonać do schronienia na klatce schodowej, a później powrotu do domu. Po tej przygodzie, wcześniejszy spór okazał się już mniejszym problemem" - poinformowali funkcjonariusze.