"Straciłem wszystko, co pokazywałem na targach" - przyznaje w rozmowie z RMF FM pan Slobodan, któremu w weekend w Sopocie skradziono z samochodu biżuterię wycenianą na milion euro. Tę historię ujawniliśmy wczoraj w Faktach RMF FM. Nasz reporter dotarł do okradzionego wystawcy. Śledztwo w sprawie kradzieży wszczęła gdańska prokuratura.

REKLAMA

Śledztwo zostało wszczęto w kierunku kradzieży z włamaniem. Grażyna Wawryniuk, rzeczniczka prokuratury okręgowej w Gdańsku potwierdziła reporterowi RMF FM, że zgłaszający wycenił swoje straty na kwotę miliona euro.

Między innymi złote naszyjniki wysadzane diamentami i perłami, kolczyki z topazami, szmaragdami i rubinami, wysadzane szafirami, szmaragdami i diamentami pierścienie czy bransolety z rubinami i diamentami. Takie precjoza były w torbach, które zniknęły z samochodu jednego z zagranicznych wystawców zakończonych w weekend w Gdańsku Międzynarodowych Targów Bursztynu i Biżuterii Amberif. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że szacowane straty to około miliona euro. Biżuteria zniknęła z samochodu zaparkowanego przy jednej z restauracji w Sopocie, gdy wystawca jadł w niej posiłek.

Reporterowi RMF FM udało się porozmawiać z mężczyzną. Pan Slobodan wrócił już do kraju, w którym żyje na co dzień. Jak opisał, wszystko stało się w sobotę wieczorem. Wystawca opuszczał Trójmiasto po zakończonych, kilkudniowych targach. Wraz ze współpracownikami byli zmęczeni ostatnim dniem wydarzenia i pakowaniem stoiska, a także głodni. Na posiłek wybrali jedną z chińskich restauracji w Sopocie - jak relacjonował pan Slobodan - między innymi dlatego, że miała monitorowany parking.

Zapytałem obsługę restauracji o taki stolik, żebyśmy mieli widok na samochód. Stolik był zajęty. Zaproponowano, że pokażą nam stolik na piętrze, stamtąd jednak nie było widać parkingu. Uznałem, że ok, że zjemy szybko i ruszamy dalej - mówi reporterowi RMF FM pan Slobodan. Jak dodał, zaczynało się już robić ciemno, było około 19:30. W restauracji spędzili - jak mówił mężczyzna - nie więcej niż godzinę.

Gdy wyszliśmy, byliśmy zaskoczeni. Tylne okno w samochodzie było wybite i wszystkie torby - w środku były cztery - zniknęły. Straciłem wszystko, co pokazywałem na targach
- przyznał.

Pan Slobodan, który w branży jubilerskiej ma ponad 20-letnie doświadczenie. Jak opisuje, całą noc z soboty na niedzielę spędził w komendzie policji w Sopocie, gdzie spisywane były jego zeznania. Na koniec nie dostał też żadnych informacji. Jak relacjonuje, sam musiał poprosić o numer, na który mógłby zadzwonić, by dowiedzieć się czegoś w swojej sprawie. Na razie nie udało mu się pod ten numer dodzwonić.

Pan Slobodan pytany o to, czy przed kradzieżą lub w trakcie targów odnotował coś niepokojącego, zaprzecza. Nie zauważyliśmy, by ktokolwiek nas obserwował. Absolutnie nie. Nawet o tym nie rozmyślałem. Byłem bardzo daleko nawet od przypuszczeń, że cokolwiek może się stać, że ktoś może nas okraść. Oczywiście starałem się być tak ostrożny, jak tylko mogłem być. Byliśmy bardzo głodni. Staraliśmy się obserwować samochód z restauracji, ale nie było to możliwe. Nie siedzieliśmy tam jednak godzinami, zjedliśmy i chcieliśmy jechać - opowiada wystawca.

Pan Slobodan na targach Amberif w Gdańsku był po raz pierwszy. Zaskoczyło go stwierdzenie, że nie jest to pierwsza kryminalna historia związana z targami. Okazało się, że jubiler nie słyszał ani o głośnej kradzieży diamentów w 2007 roku, ani o innych zgłoszonych kradzieżach, w tym tegorocznej kradzieży naszyjnika z jednego ze stoisk podczas targów. Naprawdę nigdy o tym nie słyszałem. Nikt tu w Gdańsku, nikt z przedstawicieli targów o tym nie opowiadał - przyznał pan Slobodan. Mężczyzna ma nadzieję, że policji uda się znaleźć sprawców kradzieży i odzyskać biżuterię.