W Nowy Rok strażnicy miejscy w Gliwicach (woj. śląskie) natknęli się na wrak żółtego chevroleta w przydrożnym basenie przeciwpożarowym na skrzyżowaniu ulic Oriona i Zygmuntowskiej. Właściciel samochodu został już namierzony.

REKLAMA

Podczas patrolu strażnicy miejscy zauważyli samochód bez kierowcy i tablic rejestracyjnych znajdujący się w basenie przeciwpożarowym. Wszystko wskazywało na to, że doszło do wypadku, po którym prowadzący oddalił się z miejsca zdarzenia. Na miejsce wezwano policję.

Jedna z hipotez zakładała, że przy dużej prędkości tablice mogły po prostu odpaść w momencie uderzenia. Policjanci brali jednak pod uwagę także inny scenariusz - kierowca sam je zdjął, by utrudnić identyfikację pojazdu.

Ponieważ w wozie nie było żadnych osób, pojawiło się podejrzenie, że kierowca mógł uciec, bo jechał na tzw. podwójnym gazie. Ucieczka z miejsca zdarzenia to często próba uniknięcia odpowiedzialności, zwłaszcza jeśli kierujący był pod wpływem alkoholu lub nie posiadał uprawnień.

Policja: właściciel auta jest już znany

Jak ustalił "Fakt", policjantom udało się już dotrzeć do właściciela żółtego chevroleta.

Wiemy, kim jest właściciel pojazdu i próbujemy się z nim skontaktować - potwierdza tabloidowi nadkomisarz Marzena Szwed z Komendy Miejskiej Policji w Gliwicach. Liczymy na to, że wyjaśni nam, kto prowadził jego auto w chwili zdarzenia.

Choć samochód nie posiadał tablic rejestracyjnych, na szybie widniała naklejka z numerem, która ułatwiła identyfikację właściciela.

Obecnie policja jest w trakcie wyjaśniania sprawy.