W grudniu 2025 roku chińska armia przeprowadziła rozległe ćwiczenia wojskowe w pobliżu Tajwanu, które – jak podkreśla CBS News – "coraz bardziej przypominają próbę generalną przed prawdziwą operacją". Napięcie w regionie osiągnęło najwyższy poziom od wielu lat, narasta także obawa przed otwartym konfliktem. Waszyngton wzywa do powściągliwości.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl
Chińskie manewry, oznaczone kryptonimem "Justice Mission 2025", obejmowały elementy ostrzału bojowego oraz symulację okrążenia wyspy. Szczególną uwagę zwróciły działania mające na celu blokadę głównych tajwańskich portów, co szeroko interpretowane jest jako przygotowanie do operacji poniżej progu otwartej wojny.
Działania Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej (ALW) wokół wyspy są konieczne i bezdyskusyjne. Nigdy nie zaakceptujemy sytuacji, w której ktokolwiek, pod pretekstem utrzymania pokoju w Cieśninie Tajwańskiej, wiązałby nam ręce w powstrzymywaniu tajwańskiego separatyzmu - oświadczył rzecznik chińskiego ministerstwa obrony Zhang Xiaogang.
Komentarz rzecznika był reakcją na głosy sprzeciwu po ćwiczeniach zorganizowanych przez Dowództwo Wschodniego Teatru Działań. W środę ALW oświadczyła, że dwudniowe ćwiczenia pozwoliły "w pełni przetestować zdolności wojsk", w tym do ataków na cele morskie. Pokaz siły ChRL nastąpił 11 dni po ogłoszeniu przez Stany Zjednoczone rekordowego pakietu zbrojeniowego dla Tajwanu o wartości 11,1 mld dolarów.
Eksperci wskazują, że blokada mogłaby zdusić Tajwan ekonomicznie i politycznie, nie wywołując przy tym natychmiastowego, globalnego konfliktu. Tego typu działania wpisują się w strategię "szarej strefy", polegającą na wywieraniu presji bez przekraczania granicy otwartej agresji militarnej.
Rosnące wsparcie wojskowe Stanów Zjednoczonych dla Tajpej oraz stanowcza retoryka wobec Pekinu dodatkowo podgrzewają atmosferę. Waszyngton stanowczo sprzeciwia się jednostronnym zmianom status quo w regionie i apeluje o dialog.
Aktywność wojskowa i retoryka Chin wobec Tajwanu i innych państw regionu niepotrzebnie zwiększają napięcia. Wzywamy Pekin do zachowania powściągliwości, zaprzestania presji wojskowej wobec Tajwanu i podjęcia zamiast tego znaczącego dialogu - oświadczył Tommy Pigott, zastępca rzecznika Departamentu Stanu.
Stany Zjednoczone podkreślają, że ich celem jest utrzymanie pokoju i stabilności w Cieśninie Tajwańskiej. Jednocześnie wyrażają zdecydowany sprzeciw wobec jakichkolwiek prób zmiany sytuacji przy użyciu siły lub przymusu.
Na stanowisko Waszyngtonu natychmiast zareagowały władze w Pekinie. W oficjalnym komunikacie chińskiego Biura ds. Tajwanu podkreślono, że "wszelkie siły zewnętrzne, które próbują interweniować w sprawę Tajwanu lub ingerować w wewnętrzne sprawy Chin, z pewnością rozbiją sobie głowy o żelazne mury Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej".
W obliczu narastających napięć głos zabrał także Donald Trump. Mam świetne stosunki z prezydentem Xi. I nic mi o tym nie powiedział. (...) Prowadzą ćwiczenia morskie od 20 lat w tym rejonie. Teraz ludzie odbierają to trochę inaczej - stwierdził prezydent USA, cytowany przez CBS News.
Nie wierzę, że zamierza to zrobić - dodał Trump, odnosząc się do potencjalnej inwazji Chin na Tajwan
Niepokój budzą jedak najnowsze analizy amerykańskiego wywiadu i Pentagonu. W corocznym raporcie o Chinach, opublikowanym pod koniec 2025 roku, powtórzono ocenę, że chińska armia intensywnie rozwija zdolności umożliwiające walkę i wygranie wojny o Tajwan do 2027 roku. Urzędnicy podkreślają także, że gotowość militarna nie musi oznaczać natychmiastowych zamiarów inwazyjnych.
Dodatkowo, jak informuje Fox News, jeden z czołowych ekspertów ds. bezpieczeństwa ostrzegł, że w przypadku wybuchu wojny z Chinami Stany Zjednoczone mogłyby zużyć kluczowe zapasy rakiet w ciągu zaledwie tygodnia.