Sołtys wsi Wielki Buczek w Wielkopolsce znalazła sposób na szelejących kierowców. Na swojej działce zamontowała atrapę fotoradaru. Mieszkańcy poparli jej pomysł.

REKLAMA

Wielkopolska wieś Wielki Buczek w powiecie kępińskim liczy ok. 400 mieszkańców. Jej sołtysem jest Grażyna Krzyżańska. Mieszkańcy chwalą swoją szefową. Mówią o niej, że zaradna, gospodarna i pomysłowa. Ostatnio wieś doczekała się remontu drogi, która została pokryta asfaltem.

Od tego czasu poprawił nam się komfort życia, jedzie się jak po maśle. Ale to spowodowało, że kierowcy spoza naszego terenu jadą bardzo szybko przez wieś. Jest wtedy niebezpiecznie, bo niedaleko są bloki, w których mieszka dużo dzieci - powiedział PAP jeden z mieszkańców.

Atrapa fotoradaru - pomysł pani sołtys

Radę na zbyt wyrywnych kierowców znalazła sołtys. Wpadła na pomysł, żeby postawić u siebie w ogródku atrapę fotoradaru i tym sposobem odstraszyć kierowców przed rozpędzaniem się na wyremontowanej drodze. Radar stanął wśród krzewów czerwonych róż. Ze względu na żółty kolor jest widoczny z daleka.

Sołtys wyjaśniła, że urządzenie mąż kupił na złomowisku. To było dawno temu, kiedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że wykorzystamy go w ten sposób. Teraz dorobił do niego nogę, jest okazały i widoczny dla kierowców - oświadczyła.

Przed jego zamontowaniem sołtys Wielkiego Buczka udała się na policję w Kępnie, by dowiedzieć się, czy czasem w ten sposób nie łamie prawa. Powiedzieli mi, że nie trzeba mieć na to żadnego pozwolenia, ponieważ urządzenie nie pracuje i nie znajduje się w pasie drogi - powiedziała.

Ludzie we wsi poparli pomysł pani sołtys. Pogratulował go też jej na swoim profilu społecznościowym wicemarszałek województwa wielkopolskiego Krzysztof Grabowski. Choć w środku nie ma urządzeń mierzących prędkość, to jednak wielu przejezdnych na widok radaru zwalnia i jest bezpieczniej. Gratuluję pomysłu, choć trochę szkoda, że nie robi zdjęć, bo dochód mógłby zasilać budżet wsi - skomentował.

GITD i policja nie widzą problemu

Od 2016 r. wszystkie stacjonarne fotoradary zamontowane przy polskich drogach trafiły w zarząd Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego.

Jak powiedziała PAP rzecznik prasowy Monika Niżniak GITD nie jest uprawniony do prowadzenia jakichkolwiek czynności i działań kontrolnych. Główny Inspektorat Transportu Drogowego nie dostrzega też bezprawnego działania w postawieniu na prywatnym terenie atrapy fotoradaru.

Nie wiadomo, w jaki sposób obudowa fotoradaru trafiła na złomowisko, ponieważ Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (CANARD) GITD maszty pozbawione głowic fotoradarowych poddawał utylizacji i takich sytuacji od 2016 r. było zaledwie kilka - wyjaśniła rzecznik. Dodała, że maszt może pochodzić z czasów, kiedy fotoradary były w zasobach straży miejskich.

Nie wyzbywamy się urządzeń, które możemy ponownie wykorzystać. Nawet jeśli demontujemy je z jednej lokalizacji, to przenosimy do kolejnej. Koszt jednej głowicy wynosi 200 tys. zł. Utylizacja następowała tylko w sytuacji, kiedy doszło do kompletnego zniszczenia masztu - wyjaśniła.