64,5 tys. zł ma zwrócić firmie ubezpieczeniowej motocyklista, który spowodował śmiertelny wypadek na przejściu dla pieszych w Suwałkach. Ubezpieczyciel zapłacił z OC sprawcy roszczenia związane z wypadkiem, ale zażądał zwrotu pieniędzy, bo chłopak nie miał prawa jazdy.

REKLAMA

Rozpoznając apelację pełnomocnika motocyklisty, Sąd Apelacyjny w Białymstoku obniżył należną firmie ubezpieczeniowej kwotę o nieco ponad 30 tys. zł uznając, że w tym zakresie roszczenie ubezpieczyciela już się przedawniło. Biorąc też pod uwagę przede wszystkim sytuację majątkową i stan zdrowia pozwanego chłopaka, sąd rozłożył sumę, którą ma on oddać, na cztery roczne raty.

Proces o zapłatę związany był z wypadkiem drogowym, do którego doszło w maju 2017 roku w Suwałkach. 21-letni wówczas motocyklista umyślnie złamał przepisy ruchu drogowego, wyprzedzał kilka samochodów przekraczając linię ciągłą, na lewoskręcie pojechał prosto i potrącił 82-letniego mężczyznę, który prawidłowo przechodził przez przejście dla pieszych. Wskutek obrażeń pieszy zmarł.

W procesie karnym sąd prawomocnie skazał motocyklistę na rok więzienia, nakazał mu też zapłatę po 20 tys. zł tytułem częściowego zadośćuczynienia dwójce dzieci zmarłego.

Ostatecznie roszczenia odszkodowawcze wobec bliskich zmarłego były dużo wyższe. Firma ubezpieczeniowa wypłaciła w formie odszkodowań i zadośćuczynienia blisko 96,5 tys. zł z odsetkami, po czym wystąpiła do sądu z pozwem wobec motocyklisty.

Powołała się na przepisy o ubezpieczeniach obowiązkowych, które mówią o tym, że takiemu podmiotowi przysługuje prawo dochodzenia od kierowcy (w tym wypadku motocyklisty) zwrotu ubezpieczenia wypłaconego z tytułu odpowiedzialności cywilnej, jeżeli kierujący nie posiadał wymaganych uprawnień do kierowania pojazdem mechanicznym. A motocyklista nie miał prawa jazdy.

Sąd Okręgowy w Suwałkach nieprawomocnie zasądził żądaną kwotę i blisko 5 tys. zł kosztów procesu. Ocenił, że na ubezpieczycielu ciążył obowiązek zaspokojenia roszczeń osób poszkodowanych skutkami wypadku, nawet jeśli kierowca dopuścił się rażących uchybień. Ale - w takiej sytuacji - po wypłaceniu pieniędzy bliskim ofiary wypadku, dopuszczalne było dochodzenie roszczenia zwrotnego, skoro motocyklista prowadził bez wymaganych uprawnień.

W apelacji pełnomocnik motocyklisty chciał oddalenia powództwa w całości. Sąd Apelacyjny w Białymstoku w piątek tę skargę rozpoznał i zasądzoną ubezpieczycielowi kwotę, którą kierowca ma oddać, obniżył do 64,5 tys. zł.

Jak mówiła w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Grażyna Wołosowicz, do przedawnienia takiego roszczenia zakładu ubezpieczeń przeciwko kierującemu pojazdem mechanicznym dochodzi po upływie trzech lat od wypłacenia świadczeń poszkodowanym. Sąd odwoławczy ocenił, że dwie pierwsze płatności, na łączną kwotę niespełna 32 tys. zł, przedawniły się.

Analizował też, czy można było w tym przypadku uznać powództwo za sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Sędzia Wołosowicz zwracała jednak uwagę na tzw. zasadę czystych rąk, która oznacza, iż może z tej zasady skorzystać jedynie ktoś, kto sam tej zasady nie narusza. Czego nie można odnieść do pozwanego, który naruszył obowiązujące reguły prawa, i to w sposób rażący i umyślny - dodała.

Biorąc jednak pod uwagę sytuację zdrowotną i materialną (oraz fakt, że chłopak dobrowolnie zapłacił już 40 tys. zł zasądzone w sprawie karnej), sąd rozłożył płatność na raty co sprawi też, iż nie będzie musiał zapłacić ustawowych odsetek za kilka lat. Wyrok jest prawomocny.