8 lat więzienia i utrata majątku - to tylko część problemów, które można na siebie ściągnąć, sprzedając swój numer konta - ostrzega lubelska prokuratura, która prowadzi wiele spraw przeciw osobom sprzedającym rachunek bankowy. Handel kontami kwitnie w sieci, gdzie rachunki wyceniane są nawet na 2 tys. zł, zaś na ulicy można je kupić za... piwo lub kawałek pizzy.
Handel rachunkami bankowymi, chociaż nie jest o nim głośno, jest ściśle związany z przestępstwami, o których słyszał chyba każdy i jest jednym z ważnych "podzespołów" przestępczej maszyny.
Mowa o oszustwach metodą "na policjanta" albo "na pracownika banku". Policja używa nieco szerszego określenia - oszustwa "na legendę", które jest może mniej obrazowe, ale pokazuje sam mechanizm. Przestępcy dzwonią do ofiary, podają się za kogoś, kim nie są i podstępem wyłudzają pieniądze.
Teraz "legendą" jest często zmyślona historia o tym, że trzeba wypłacić z banku zagrożone pieniądze. Za jakiś czas historia może być już inna, ale mechanizm pozostaje ten sam.
Przestępcy mówią, że pieniądze są zagrożone. Osoby pokrzywdzone wierzą w to, że ratują swoje pieniądze i przelewają je na tak zwane bezpieczne konto - wyjaśnia w rozmowie z RMF FM podinsp. Andrzej Fijołek z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.
To, co oszuści nazywają "bezpiecznym kontem", jest w rzeczywistości rachunkiem, który został kupiony przez przestępców. Właśnie tutaj pojawia się handel kontami.
Oferta odkupienia konta może się wydawać sposobem na łatwy zarobek, faktycznie jest groźną pułapką mogącą sprowadzić poważne problemy na sprzedającego rachunek. Tym bardziej, że śledztwa przeciwko sprzedającym konta są codziennością w lubelskiej prokuraturze.
Przestępcy nabywają rachunki bankowe od różnych osób - mówi RMF FM prokurator Marek Zych, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
Często wykorzystują sytuację materialną takiej osoby, proponując jej kwoty rzędu 100 złotych, 500 złotych, piwo czy też kawałek pizzy, bo i takie sytuacje mieliśmy. Natomiast w darknecie te rachunki bankowe są zbywane za o wiele większe kwoty: 1 tys. do 2 tys. złotych - wyjaśnia prok. Marek Zych.
Prokurator przyznaje, że w sieci kwitnie handel kontami osobistymi. Nawet bardzo nie trzeba się starać, żeby znaleźć te ogłoszenia, że "rachunek bankowy sprzedam" - mówi Zych. Te rachunki bankowe odkupują tak zwani logistycy, którzy przekazują je kolejnym osobom, żeby zostały wykorzystane bądź do wyłudzenia, bądź do wyprania pieniędzy pochodzących z przestępstwa. Jest to w chwili obecnej powtarzający się proceder.
Skorzystanie z oferty zakupu konta, sprzedanie go obcej osobie, może być początkiem bardzo poważnych problemów sprzedającego rachunek bankowy. Bo kupujący używają kont do transferowania i prania pieniędzy pochodzących z oszustw.
One trafiają na kolejne konta i na kolejne konta, często zagraniczne, aby wyprowadzić te pieniądze jak najszybciej - wyjaśnia podinsp. Fijołek. Dla przestępców to wyścig z czasem, bo muszą przechwycić pieniądze zanim poszkodowany zgłosi się na policję. Bo my w wielu wypadkach, gdy tylko otrzymamy takie zgłoszenie, zwracamy się do banku, który może te pieniądze zablokować. Ale często informuje nas, że ten bank już przelał je do następnego banku - tłumaczy policjant. Wtedy jest prośba do kolejnych banków i zabezpieczamy te pieniądze, o ile to jest możliwe. Natomiast wiemy, że grupy przestępcze wyprowadzają pieniądze poza granice kraju, do krajów wschodnich i następnie kupowana jest kryptowaluta, co uniemożliwia już zablokowanie pieniędzy - dodaje.
Właściciel, który sprzedał komuś konto, a ono zostało wykorzystane przez przestępców do takiego transferu pieniędzy, może mieć poważne problemy.
Takim osobom możemy przedstawić zarzut prania pieniędzy lub pomóc do oszustwa w ten sposób, że udostępnią rachunek bankowy - podkreśla prokurator Zych.
Osoby, którym stawiane są takie zarzuty, zazwyczaj mówią, że o niczym nie wiedziały. I często może to być prawdą, ale dla sądu nie musi to być argumentem, bo może uznać, że doszło do pomocnictwa "w zamiarze ewentualnym". Oznacza to tyle, że właściciel konta powinien zdroworozsądkowo założyć, że jego konto może być wykorzystane do przestępstwa. A jeśli mimo to zgodził się je sprzedać, to znaczy, że godził się na to, że może zostać trybikiem w przestępczej machinie.
To nie wyklucza myślenia, wiedzą, do czego może rachunek zostać wykorzystany. Poza tym zbywają nie jeden rachunek, tylko często kilka, kilkanaście. Zbywają je całymi grupami - wyjaśnia rzecznik prokuratury.
Czy sądy dają wiary tłumaczeniom "nie wiedziałem"? Osobiście skierowałem dwa czy trzy akty oskarżenia przeciwko takim osobom i nie dostałem żadnego uniewinnienia - mówi prokurator.
Ale to nie koniec problemów. Często osoby, które zbywają te rachunki, nie mają w danym momencie pieniędzy. Natomiast zdarza się na przykład, że odziedziczą jakiś majątek i wtedy rzeczywiście istnieje możliwość zaspokojenia się przez pokrzywdzonych z tegoż majątku - tłumaczy prokurator Zych.
W wyroku skazującym sąd może orzec, że skazani muszą naprawić szkodę, jaką wyrządzili ofiarom. Jeśli więc właściciel konta, który sprzedał je przestępcom, nagle się wzbogaci, chociażby z racji spadku, będzie musiał oddać te pieniądze ofiarom, o ile rachunek do tej pory nie zostanie wyrównany.
Lubelska policja rozbiła ostatnio grupę przestępców, którzy zdołali wyłudzić niemal 1 mln zł. Tyle pieniędzy zdobyli od 20 ofiar, ale policja informuje, że sprawa jest rozwojowa i pokrzywdzonych może być więcej.