Poseł Krzysztof Szczucki odniósł się do zawieszenia go w prawach członka PiS. Twierdzi, że nie zna powodów decyzji i dowiedział się o niej z wpisu w mediach społecznościowych. Skomentował również doniesienia o swoich rzekomych kontaktach z ministrem sprawiedliwości Waldemarem Żurkiem.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Krzysztof Szczucki został zawieszony w prawach członka PiS decyzją prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Informację przekazał w środę rzecznik partii Rafał Bochenek. Sprawa trafiła do rzecznika dyscyplinarnego Karola Karskiego, który wszczął postępowanie.
Sam zainteresowany twierdzi, że nie zna powodów decyzji i dowiedział się o niej z wpisu w mediach społecznościowych.
Nieoficjalnie wśród przyczyn wymienia się m.in. wstrzymanie się Szczuckiego od głosu przy głosowaniu nad wetem prezydenta do nowelizacji Kodeksu postępowania karnego. Wraz z nim nie głosował także Paweł Jabłoński. Szczucki argumentował swoją decyzję, pisząc w oświadczeniu dla Polsat News, że "trzeba zreformować system tymczasowego aresztowania".
Źródła PAP w kierownictwie PiS wskazują również na rzekome próby "kuluarowego układania się" z ministrem sprawiedliwości Waldemarem Żurkiem oraz obozem rządzącym. Dodatkowe zastrzeżenia mają dotyczyć publicznych wypowiedzi posła, które - zdaniem części partyjnych kolegów - sugerują zbliżenie do strony rządowej.
Problematyczne miałyby być m.in. słowa Szczuckiego z połowy marca nt. wniosku polityków PiS do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie konstytucyjności przepisów dot. procedury wyboru sędziów TK przez Sejm. Szczucki w TVN24 przyznał, że "nie chciałby się podpisać" pod tym wnioskiem.
Kolejna sprawa to toczące się postępowania związane z fikcyjnym zatrudnieniem w Rządowym Centrum Legislacji w czasie, gdy Szczucki był jego prezesem (między 2020 a 2023 r.).
Być może poszedł na współpracę z rządzącymi, żeby obniżyć swoją karę. Swoimi wypowiedziami, działaniami podlizuje się "tamtej stronie", także dlatego, że chce zostać profesorem uniwersyteckim, a to uniwersytet macierzysty, czyli w jego przypadku Uniwersytet Warszawski, składa wniosek o profesurę do prezydenta - ocenił polityk z kierownictwa PiS, z którym rozmawiała Polska Agencja Prasowa.
Zwrócił on także uwagę na wydaną w 2025 r. książkę Szczuckiego pt. "Tyrania praworządności. O potrzebie nowej konstytucji". Ta książka w ogóle nie była konsultowana z partią. My z wieloma rzeczami, które on proponuje, po prostu jako PiS się nie zgadzamy - wskazał parlamentarzysta.
"Kolegom" opowiadającym o moich rzekomych kontaktach z ministrem Żurkiem radzę, żeby lepiej wzięli się za porządki świąteczne, będzie to bardziej konstruktywne i wiarygodne - zaznaczył Szczucki w rozmowie z PAP.
Poseł zapowiedział, że pełne stanowisko w sprawie zawieszenia zajmie po świętach wielkanocnych.
W obronie Szczuckiego staje jego bliski współpracownik, a także poseł PiS, Paweł Jabłoński. Panowie prowadzą wspólnie kancelarię prawną i stowarzyszenie About Polska, a dodatkowo obaj są uważani za członków frakcji wiceprezesa PiS, b. premiera Mateusza Morawieckiego - pisze PAP.
Uważam, że to zła, niesprawiedliwa decyzja. Nie ma żadnego uzasadnienia, by zawieszać bardzo dobrego, pracowitego posła, który jest wielkim ekspertem w swojej dziedzinie. Każdy, kto się z nim nie zgadza, może i powinien z jego poglądami merytorycznie dyskutować, natomiast uważam, że zawieszanie Krzysztofa Szczuckiego za słowa jest niewłaściwe - ocenił Jabłoński.
Zaprzeczył też doniesieniom o jakiejkolwiek współpracy Szczuckiego z obozem rządzącym, określając je jako "świadome kłamstwa".
Zdaniem Jabłońskiego, w ostatnim czasie w PiS dochodziło do sytuacji "niedopuszczalnych, nawet na poziomie kultury osobistej", a osoby zaangażowane nie poniosły żadnych realnych konsekwencji. Jako przykład wymienił wymianę zdań między b. wicemarszałkiem Sejmu Ryszardem Terleckim a posłem PiS Sebastianem Kaletą w lutym br. na temat b. szefa resortu sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.
Wspomniana przez źródło PAP w PiS-ie sprawa Rządowego Centrum Legislacji dotyczy lat 2020-2023, gdy funkcję prezesa sprawował Krzysztof Szczucki.
Z ustaleń audytu, przedstawionych w maju 2024 r. przez Macieja Berka, wynikało, że w instytucji dochodziło do poważnych nieprawidłowości w zatrudnianiu i wykorzystywaniu pracowników. Premier Donald Tusk poinformował wówczas, że Krzysztof Szczucki miał zatrudnić sześć osób, które faktycznie nie wykonywały obowiązków służbowych, lecz pracowały przy jego kampanii wyborczej do Sejmu, pobierając łącznie 900 tys. zł w ciągu kilku miesięcy; sprawa została skierowana do prokuratury.
W konsekwencji w marcu 2025 r. prokuratura w Warszawie postawiła Szczuckiemu zarzut nadużycia uprawnień - według śledczych, jako szef RCL utworzył on Wydział Edukacji i Komunikacji i z pominięciem procedur konkursowych zatrudnił w nim sześć osób, które zamiast realizować zadania jednostki, zajmowały się jego promocją polityczną. Poseł nie przyznał się do winy i wystąpił o wgląd w akta sprawy.