Debata o możliwym polexicie nie umyka uwadze unijnych liderów. Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas, pytana w Brukseli o przyszłość Polski w Unii Europejskiej, podkreśliła kluczową rolę naszego kraju w strukturach Wspólnoty i wsparciu dla Ukrainy.
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Debata na temat polexitu, czyli ewentualnego wyjścia Polski z Unii Europejskiej, w ostatnich tygodniach wyraźnie przybrała na sile. Głos w tej sprawie zabrała w poniedziałek szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas, zapytana przed spotkaniem szefów MSZ państw unijnych w Brukseli, czy uważa "wewnętrzną, polską dyskusję polityczną o potencjalnym polexicie za niebezpieczną, szczególnie dla UE i Ukrainy".
Nie śledziłam tych dyskusji szczegółowo, ale Polska jest niewątpliwie bardzo silnym państwem członkowskim UE, (położonym) na (jej) wschodniej flance. Mam na myśli polskie wsparcie Ukrainy, ale też (funkcję Polski jako) węzła logistycznego dla Ukrainy, co jest niezwykle ważne. Mam więc nadzieję, że tak pozostanie - odparła.
Na polexit jako realne zagrożenie wskazał w niedzielę premier Donald Tusk. "Pragną go obie konfederacje i większość PiS. Nawrocki jest ich patronem. Rozwalić Unię chcą: Rosja, amerykańska MAGA i prawica europejska z Orbanem na czele. Dla Polski byłaby to katastrofa. Zrobię wszystko, żeby ich powstrzymać" - napisał na platformie X. Według szefa rządu, najbliższe wybory zdecydują o tym, czy Polska pozostanie w Europie, a "maski opadły" w tej sprawie przy okazji "wojny" o unijny program SAFE.
O tym, że "Polska weszła na drogę do polexitu", napisał też m.in. minister ds. Unii Europejskiej w rządzie PiS Konrad Szymański. W artykule dla "Rzeczpospolitej" stwierdził: "Nie przekonują mnie zapewnienia, że do antyeuropejskiego przesilenia w Polsce droga jest wciąż daleka. Liczy się trend i całkowita bezbronność prawicy wobec antyeuropejskiego resentymentu".