Komisja ds. badania rosyjskich wpływów na bezpieczeństwo nie ma szans powstać wcześniej niż w lipcu. Kiedy projekt trafił do Sejmu, posłowie PiS liczyli na jej szybkie uruchomienie. Po trzech miesiącach opóźnień jest już jednak jasne, że na przygotowanie pierwszego raportu komisja będzie miała dwa miesiące, w czasie wakacji.

REKLAMA

Trzy miesiące zwłoki

Kontrowersyjny projekt, za którego złożeniem opozycja podejrzewa chęć wyłączenia z życia publicznego lidera PO, trafił do Sejmu na początku grudnia i wiele wskazywało na to, że zamiarem autorów jest jego uchwalenie w trybie pilnym, jeszcze w grudniu. W realizacji planu przeszkodził brak większości rządzących w komisji administracji i spraw wewnętrznych. W efekcie komisja dwukrotnie rekomendowała Sejmowi jego odrzucenie, a Sejm nie wyrażał na to zgody.

Ostatecznie PiS przeforsował zmiany w składzie komisji, uzyskał w niej większość, projekt nie wszedł jednak pod obrady na posiedzeniu Sejmu przed tygodniem. Teraz jest już jednak za późno, żeby oczekiwać, że raport, który ma przygotować do 17 września, będzie czymś więcej niż przymiarką do realizacji zadania.

Niekorzystny kalendarz uchwalania...

Przyszłość procesu uchwalania ustawy zależy od terminów obrad Sejmu i Senatu, a te nie pozwalają na uruchomienie komisji weryfikacyjnej wcześniej niż w środku wakacji.

Projekt może wyjść z Sejmu dopiero na najbliższym posiedzeniu, zaplanowanym na 12-14 kwietnia. Trafi do Senatu, którego najbliższe posiedzenie odbędzie się dopiero 10-11 maja. Jeśli Senat zdecyduje o wprowadzeniu do niej poprawek (a trudno liczyć na to, że zaakceptuje ją bez zmian), ustawa wróci do Sejmu, którego kolejne posiedzenie wyznaczono na 24-26 maja. Dopiero wtedy znany będzie ostateczny tekst ustawy.

...i uruchamiania

Z końcem maja gotowa ustawa trafi do podpisu prezydenta. Andrzej Duda ma na namysł 21 dni. Nawet jednak jeśli podpisałby ustawę natychmiast po jej otrzymaniu, wchodzące w życie dzień po opublikowaniu przepisy wymagają przejścia procedury powoływania samej 9-osobowej komisji.

Marszałek Sejmu musi wyznaczyć termin, w jakim kluby parlamentarne powinny zgłosić kandydatury, a po ich zgłoszeniu kandydaci powinni przejść jeszcze procedury sprawdzające prowadzone przez ABW. Jeśli powołanie komisji miałoby być traktowane poważnie, nie sposób sobie wyobrazić przeprowadzenia tego procesu w ciągu dwóch tygodni, do posiedzenia Sejmu zaplanowanego na 14-16 czerwca. Sama procedura sprawdzająca ABW może trwać wg przepisów do trzech miesięcy.

Nawet zaś jeśli terminy zostaną maksymalnie skrócone, Sejm będzie mógł powołać komisję dopiero na którymś z kolejnych posiedzeń, zaplanowanych na 6-7 albo 11-13 lipca.

Dwa miesiące na pierwszy raport

Przy założeniu, że komisja weryfikacyjna rzeczywiście zostanie powołana w pierwszej połowie lipca, na przygotowanie pierwszego raportu zostaną jej członkom dwa miesiące. Ustawa wyraźnie podaje nieprzekraczalny termin jego sporządzenia - 17 września.

Fakt, że dwa pierwsze miesiące pracy komisji przypadają na okres wakacyjny to tylko jeden z problemów komisji, która ma badać rosyjskie wpływy z kilkunastu lat. Dodatkowym jest to, że na początku komisja musi zorganizować swoje prace, a sama ustawa na powołanie jej przewodniczącego daje premierowi dwa tygodnie. Warto też przypomnieć, że np. organizacyjny etap działania państwowej komisji ds. pedofilii trwał kilka miesięcy.

Fiasko?

Jeśli tylko żartem okazałyby się podejrzenia, że pierwszy raport komisji już dziś jest gotowy, komisja weryfikacyjna brana na początku za potężną armatę może się więc okazać kapiszonem. Wątpliwe może się okazać nie tylko jej użycie w kampanii wyborczej, ale też późniejsze wykorzystanie - bo gdyby jesienią większość w Sejmie zdobyła opozycja łątwo sobie wyobrazić wymianę składu komisji na taki, który będzie szukał czegoś zupełnie innego niż ten wybrany przez Zjednoczoną Prawicę.