Sąd miał dziś wydać wyrok w procesie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z oskarżenia prywatnego europosła KO Krzysztofa Brejzy. Sąd umorzył jednak sprawę z powodu znikomej szkodliwości czynu. Według Brejzy, Kaczyński w marcu 2024 r. zarzucił mu popełnianie poważnych i "odrażających przestępstw". Europoseł zapowiedział złożenie apelacji. "Dla mnie ten wyrok jest wewnętrznie sprzeczny i niezrozumiały" - ocenił Brejza.

REKLAMA

  • Więcej aktualnych informacji z Polski znajdziesz na stronie RMF24.pl.

Sprawa dotyczyła słów prezesa PiS, które padły na posiedzeniu sejmowej komisji śledczej ds. Pegasusa w marcu 2024 r. Lider PiS mówił wówczas odnosząc się do Brejzy: "Znaczący polityk formacji opozycyjnej dopuszcza się bardzo poważnych, a przy tym odrażających przestępstw". W tej sprawie Sejm uchylił Kaczyńskiemu immunitet w marcu zeszłego roku.

Sd Rejonowy dla Warszawy rdmiecia umorzy postpowanie przeciwko @OficjalnyJK z @pisorgpl z powodu "niskiej szkodliwoci czynu".@krzysztofbrejza @RMF24pl pic.twitter.com/ZQ6niS6UZB

MagdaGrajnertJanuary 27, 2026

Sędzia Tomasz Trębicki przypomniał, że Kaczyński wypowiadał się jako świadek przed sejmową komisją śledczą ds. Pegasusa, a wypowiedź padła jako odpowiedź na jedno z pytań członków komisji do prezesa PiS. Co ważniejsze - jak dodał sąd - pytania dotyczyły także "przemyśleń i opinii".

Nie padło to jako samodzielna teza, tylko wypowiedź skonstruowana w odpowiedzi na pytanie - zaznaczył sędzia.

Krzysztof Brejzay zapowiedział w rozmowie z dziennikarzami, że będzie składał odwołanie. Dodał, że wyrok sądu rejonowego powinien być zweryfikowany przez sąd II instancji "dla dobra debaty publicznej". Dla mnie ten wyrok jest wewnętrznie sprzeczny i niezrozumiały - ocenił Brejza.

Co Kaczyński mówił przed sądem?

Proces w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia, który toczył się od jesieni 2025 r., zakończył się 13 stycznia. Po wysłuchaniu mów końcowych sędzia Tomasz Trębicki poinformował, że "ze względu na złożony charakter sprawy" odracza ogłoszenie wyroku do 27 stycznia br.

Kaczyński w listopadzie ub.r. wyjaśniał przed sądem, że był zobowiązany przez komisję śledczą do przedstawienia wszystkiego, co wie w danej sprawie. Mówił, że jako wicepremier (szefem rządu był wówczas Mateusz Morawiecki) zajmujący się m.in. kwestiami bezpieczeństwa uzyskał informacje, że Brejza podjął "działania bezprawne" i "moralnie odrażające".

Jak dodał lider PiS, informacje te uzyskał od funkcjonariusza publicznego ds. bezpieczeństwa. Chodziło o użycie wobec Brejzy systemu Pegasus w związku z działaniami władz magistratu w Inowrocławiu. Media opisywały wtedy, że działał tam "wydział propagandy", farma trolli - grupa hejterów, którzy mieli atakować oponentów prezydenta Inowrocławia Ryszarda Brejzę i jego syna Krzysztofa. Używanie środków publicznych po to, żeby prowadzić brutalną walkę polityczną przeciwko swoim przeciwnikom, jest odrażające i łamie prawo karne - mówił podczas listopadowej rozprawy Kaczyński.

Kaczyński "przymuszony"

Prezes PiS nie był obecny na kolejnych dwóch posiedzeniach sądu w tej sprawie. Podczas grudniowej rozprawy obrońca lidera PiS, mec. Bogusław Kosmus, mówił, że w trakcie marcowego przesłuchania przed komisją śledczą ds. Pegasusa prezes PiS odpowiadał na pytania, a swoje słowa - których dotyczy akt oskarżenia - wypowiedział "przymuszony" przez pytających posłów. Jak zaznaczył adwokat, Kaczyński spełnił wtedy "w dobrej wierze (swój) obowiązek prawny".

Mec. Kosmus ocenił, że toczący się proces dotyczył tego, co wolno świadkowi zeznającemu przed sejmową komisją śledczą.

Dorota Brejza: Proces o prawdę

Reprezentująca europosła KO mec. Dorota Brejza (prywatnie jego żona) stwierdziła w rozmowie z dziennikarzami, że jest to proces "o prawdę". O granice wolności słowa, (...) o to, że nie wolno w przestrzeni publicznej kłamać, nie można nikogo szkalować - mówiła.

Sam Krzysztof Brejza mówił w zeszłym roku, że proces wytoczony prezesowi PiS "jest elementem wyjaśnienia sprawy afery Pegasusa". "Nie z zemsty, tylko dlatego, żeby ta sprawa nigdy się już nie powtórzyła".

Podczas grudniowego posiedzenia sądu Brejza, który został przesłuchany w charakterze pokrzywdzonego mówił, że słowa prezesa PiS były "brutalnym zniesławieniem". Dodał, że "kampania hejtu", jaką prowadzi przeciwko niemu Jarosław Kaczyński - elementem której były wspomniane słowa - wpływa na jego wizerunek w sposób "druzgocący". Jak zaznaczył, niezależnie od wyniku toczącego się procesu, w oczach części opinii publicznej pozostanie "bandytą i złodziejem".

Art. 212 Kodeksu karnego

Odnoszący się do przestępstwa zniesławienia art. 212 Kodeksu karnego, który ma zastosowanie w tej sprawie, przewiduje, że "kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności". W razie skazania sąd może także orzec konieczność zapłaty nawiązki na rzecz pokrzywdzonego lub na wskazany przez pokrzywdzonego cel społeczny.

W przypadku gdy do zniesławienia dochodzi za pomocą środków masowego komunikowania, art. 212 w paragrafie drugim, poza karą grzywny lub ograniczenia wolności, wymienia również karę pozbawienia wolności do roku. Ze względu na to, że słowa prezesa PiS, których dotyczy proces, padły podczas transmitowanego przez media posiedzenia sejmowej komisji śledczej, mec. Brejza wskazała, że w sprawie zastosowanie powinien mieć ten paragraf.

Zaznaczyła także wówczas, że Krzysztofowi Brejzie nie zależy na tym, żeby ewentualny wyrok był nadmiernie represyjny dla prezesa PiS. Jak mówiła, chciałaby, żeby orzeczenie "miało skutek edukacyjny", a podobne sytuacje ze strony lidera PiS - nie powtarzały się.

Pełnomocniczka Brejzy zawnioskowała o zapłatę przez lidera PiS nawiązki w wysokości 50 tys. zł.