Kenijski minister spraw zagranicznych Musalia Mudavadi, przebywający od niedzieli z oficjalną wizytą w Moskwie, poinformował, że uzyskał od rosyjskich władz zapewnienie o zaprzestaniu werbunku i wysyłania Kenijczyków na wojnę przeciwko Ukrainie. Oświadczenie w tej sprawie wydał gabinet prezydenta Kenii Williama Ruto.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Mudavadi nie ukrywał, że sprawa była jednym z głównych tematów jego rozmów z szefem rosyjskiej dyplomacji, Siergiejem Ławrowem. To nie była konfrontacja. Pozostajemy pragmatyczni w naszych relacjach z Moskwą. Chodziło nam o poszukiwanie wspólnych rozwiązań dla naszych obywateli - podkreślił w rozmowie z kenijskimi mediami.
Według informacji kenijskich służb wywiadowczych, Rosja zrekrutowała już ponad tysiąc obywateli Kenii, którzy - podobnie jak setki innych Afrykanów - zostali zwabieni do Rosji obietnicami dobrze płatnej pracy w fabrykach. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna: po krótkim, najczęściej dwutygodniowym przeszkoleniu wojskowym, Kenijczycy trafiali prosto na front w Ukrainie.
Rodziny zwerbowanych od miesięcy apelowały do władz o interwencję. Ich prośby i żądania sprowadzenia bliskich do domu stały się impulsem do zdecydowanych działań Nairobi. Sytuacja stała się na tyle poważna, że kenijski rząd został zmuszony do podjęcia rozmów na najwyższym szczeblu.
Musalia Mudavadi podczas wizyty w Moskwie pilnował się, by wojnę, jaką Rosja prowadzi z Ukrainą, określać zgodnie z rosyjską narracją jako "operację specjalną".
Siergiej Ławrow nie odniósł się natomiast bezpośrednio do ustaleń z Kenijczykami. Ograniczył się jedynie do stwierdzenia, że wszyscy zagraniczni bojownicy przyłączyli się do armii dobrowolnie, "w pełnej zgodności z rosyjskim prawem".