Za drzwiami Białego Domu rozgrywa się spektakl, który zaskakuje nie tylko opinię publiczną, ale i najbliższych współpracowników Donalda Trumpa. Według obszernego weekendowego materiału "The Wall Street Journal", prezydent USA prowadzi wojnę z Iranem w sposób pełen sprzeczności i nieprzewidywalności. Decyzje zapadają pod wpływem chwili, a publiczne groźby często są wynikiem osobistych impulsów, niekonsultowanych z doradcami.

REKLAMA

  • Według "WSJ" decyzje i wypowiedzi Donalda Trumpa dotyczące wojny z Iranem są zaskoczeniem nawet dla jego najbliższych współpracowników.
  • Prezydent nie konsultuje żadnych spraw z doradcami, a jego odczucia wobec wojny są chwiejne.
  • Gazeta donosi, że prezydent ma obawiać się, że wojna z Iranem skończy się "katastrofą".
  • Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Jak relacjonuje "WSJ", wiele z najbardziej kontrowersyjnych wypowiedzi Trumpa - w tym wezwanie Irańczyków do "otworzenia pierd... cieśniny" w Wielkanoc z dopiskiem "chwała niech będzie Allahowi" oraz groźby zabicia "całej cywilizacji" Iranu - były szokiem nawet dla jego najbliższego otoczenia. Prezydent tłumaczył później, że "chciał sprawiać wrażenie jak najbardziej niestabilnego i obraźliwego, wierząc, że może to skłonić Irańczyków do rozmowy".

Strach przed katastrofą i frustracja prezydenta

Trump miał obsesyjnie pytać doradców, jak postrzegane są jego wypowiedzi i czy nie prowadzą one do eskalacji konfliktu. "To język, który Irańczycy zrozumieją" - miał przekonywać, choć jednocześnie wyrażał głębokie obawy, że wojna może zakończyć się "katastrofą" przywołując przykład tego, jak Iran pogrążył prezydenturę Jimmy'ego Cartera.

Trump miał również opierać się planom desantu na wyspę Chark - kluczowy punkt irańskiego eksportu ropy - mimo zapewnień o sukcesie operacji.

Niepokój wzbudzały także reakcje republikanów na nieprzewidywalne wpisy prezydenta. Lawina pytań i wątpliwości spadała na Biały Dom po każdej kolejnej deklaracji Trumpa. Sekretarz stanu Marco Rubio miał prywatnie przyznać, że to właśnie taki język może skłonić Irańczyków do negocjacji, choć wielu doradców widziało w tym raczej zagrożenie niż szansę.

Jak ujawnia "WSJ", każdego ranka prezydentowi prezentowano nagrania spektakularnych eksplozji, które miały robić na nim ogromne wrażenie. Jednak z czasem Trump miał być coraz bardziej sfrustrowany tym, że opinia publiczna nie podziela jego entuzjazmu wobec prowadzonej wojny. Już pod koniec marca, na tydzień przed zestrzeleniem przez Iran amerykańskiego myśliwca F-15, Trump podobno polecił swojemu zespołowi rozpoczęcie rozmów pokojowych.

Z dala od centrum dowodzenia

Kulisy działań Białego Domu w czasie wojny z Iranem obfitowały w sytuacje, które z perspektywy czasu wydają się wręcz nieprawdopodobne. Gdy nad Iranem zestrzelono amerykańskiego pilota, współpracownicy celowo trzymali Trumpa z dala od sali operacyjnej, uznając, że jego zniecierpliwienie i impulsywność mogą tylko zaszkodzić akcji ratunkowej.

Frustrację prezydenta budziło także zamknięcie przez Iran cieśniny Ormuz - strategicznego punktu dla światowego handlu ropą. Trump miał wcześniej bagatelizować ryzyko takiego scenariusza, przekonany, że Iran ugnie się pod presją, zanim dojdzie do blokady.

Szczególne emocje w Białym Domu wzbudziła także postawa europejskich sojuszników. Trump miał prywatnie przedrzeźniać Europejczyków, raz narzekając na brak wsparcia, innym razem twierdząc, że Ameryka nie potrzebuje ich pomocy. Kiedy sekretarz generalny NATO Mark Rutte odwiedził Biały Dom, Trump miał później stwierdzić, że "była to w dużej mierze strata czasu, ponieważ Rutte nie mógł zmusić członków Sojuszu do pomocy". To właśnie gniew na Europę miał być powodem, dla którego to Pakistan został wybrany na pośrednika w rozmowach z Iranem.

Medal Honoru i sala balowa - prezydenckie priorytety

Niecodzienne były także inne zachowania prezydenta. Podczas spotkania z darczyńcami Trump miał rozważać, czy nie wręczyć sobie samemu Medalu Honoru - najwyższego amerykańskiego odznaczenia wojskowego - argumentując, że zasłużył na nie dzięki nieoczekiwanej wizycie u żołnierzy w Iraku. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt zapewniła, że prezydent wówczas żartował.

W kluczowych momentach wojny Trump często uciekał od tematu, skupiając się na planach budowy sali balowej w Białym Domu, wyborach stanowych w Indianie czy polityce dotyczącej kryptowalut i sztucznej inteligencji.

Nawet w dniu rozpoczęcia wojny, podczas zbiórki funduszy w Mar-a-Lago, gdy personel pytał, czy nie należy odwołać wydarzenia, Trump miał odpowiedzieć, że "i tak musi zjeść kolację".