Za nami inauguracja roku akademickiego, w poniedziałek ruszają zajęcia. Zanim jednak studenci wrócą po półtorarocznej przerwie do uczelnianych ław, biegają od mieszkania do mieszkania. Rynek najmu ożył, właściciele mieszkań się cieszą, studenci niekoniecznie. Wynajęcie w wielu miastach jest droższe niż przed pandemią.

REKLAMA

Z właśnie opublikowanego raportu "Portfel Studenta" Warszawskiego Instytutu Bankowości oraz Związku Banków Polskich wynika, że od marca 2020 roku równo połowa studentów zmieniła miejsce zamieszkania. Jedna druga przed początkiem rozpoczynającego się roku akademickiego mieszkała u rodziny lub znajomych. Również co drugi żak miał do pokonania na uczelnie ponad 50 kilometrów. Ale nie musiał tego robić, bo właśnie kończą się jego wakacje, a od marca zeszłego roku zdecydowana większość słuchaczy studiowała zdalnie - przed komputerem. W samej koszuli, bez eleganckich spodni, w stereotypowym studenckim bałaganie można było nawet obronić pracę dyplomową.

600 zł więcej wydatków w dwa lata

Pandemia zmniejszyła deklarowane wydatki wielu studentów - wielu nie musiało płacić za najem mieszkania. Z drugiej strony część wróciła na utrzymanie rodziny, a inni mogli mieć problem ze stałą pracą. Z resztą z dorywczą i sezonową też nie było najlepiej.

W raporcie "Młodzi Polacy na rynku pracy 2021" od PwC, Well.hr i Absolvent Consulting wyczytamy, że 49% młodych jest zdania, że przez pandemię ma mniejsze możliwości zatrudnienia. Gastronomia, hotelarstwo i wiele usług, w których studenci często znajdowali zarobek, było przez miesiące przymusowo zamkniętych, a część nie wróciła już do stanu zatrudnienia sprzed pandemii. To, oraz powroty do rodzinnych domów, zmuszały młodych do zmian - szukania pracy w rodzinnej miejscowości, przebranżowienia się albo możliwości zarobkowania przez internet.

Do tego niemal jedna trzecia, spośród 1 215 000 studentów, wybiera studia niestacjonarne - średnio czesne kosztuje ich ok. 700 złotych miesięcznie. Z badania "Portfel studenta" wynika, że całkowite miesięczne utrzymanie średniego słuchacza studiów wieczorowych lub zaocznych, który mieszka z rodzina rośnie w zawrotnym tempie - w tym roku wynosi ponad 2700 złotych, o 600 złotych więcej niż 2 lata temu.

Mimo to ponad 70% studentów twierdzi, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy ich sytuacja finansowa nie zmieniła się lub uległa poprawie - to również badania Warszawskiego Instytutu Bankowości. Rzeczywiście, ostatnie miesiące, które dały nieco odetchnąć od epidemicznych obostrzeń, wlały nadzieję w młodych, ale przede wszystkim dały większe możliwości na rynku pracy. Rok temu, w tym samym badaniu panował pesymizm, wówczas sytuacja finansowa 53% studentów pogorszyła się.

W tegorocznym badaniu respondenci odpowiadali na pytania w sierpniu, a dopiero we wrześniu wielu ruszyło na poszukiwania mieszkania przed powrotem do miasta akademickiego. Tu czeka na nich niemiłe zeskoczenie, choć pewnie już wszystko wiedzą o znajomych z roku, którzy zostali w miejscu studiowania i dalej wynajmują mieszkanie.

Tanio już było

Z raportu Expander i Rentier.io wynika, że w 10 miastach koszt najmu w sierpniu był już wyższy niż przed atakiem koronawirusa. Teraz, tuż przed studenckim szałem ceny mogły pójść jeszcze w górę.

Rekordzistą jest Gdynia i Gdańsk, gdzie w 3 ostatnie miesiące ceny wynajęcia lokum wzrosły o ponad 10% - po sezonie wakacyjnym mogą jednak nieco spaść.. W porównaniu do lutego 2020 roku, czyli przed pierwszym lockdownem, w Gdyni trzeba dziś zapłacić o 13% więcej - średnio 1760 złotych, bez czynszu i opłat za media. W Gdańsku najem jest droższy o 5% niż przed pandemią -2000 złotych. Mocno podrożała też Łódź - w ciągu półtora roku o 9%, do 1520 złotych. Trzyprocentowe wzrosty zanotowały ceny najmu w Toruniu, Poznaniu, Lublinie i Szczecinie.

Są też miejsca, gdzie powinno być taniej niż przed pierwszymi epidemicznymi restrykcjami.

Warszawa, Wrocław i Kraków dynamicznie odrabiają straty, ale rynek najmu w tych miastach najmocniej ucierpiał podczas pandemii i wciąż oferty są tu tańsze niż w lutym 2020 roku. W poprzedniej i obecnej stolicy Polski aż o 7%, ale po powrocie studentów będzie pewnie już tylko drożej. Z resztą tu ceny już są wysokie - wynajęcie 40m2 kosztuje w Warszawie średnio 2169 złotych, we Wrocławiu 1786 złotych, a w Krakowie 1640 złotych.

Student ma niewiele

W obliczu deklarowanych zarobków sytuacja studentów nie jest łatwa. Ponad 40% w ogóle nie pracuje - załóżmy więc, że to osoby mieszkające z rodziną lub będące na jej utrzymaniu. W "Portfelu Studenta" na pytanie o wypłatę najczęściej, bo co piąta, padała odpowiedź o przedziale od 2 do 3 tysięcy złotych na rękę. Na drugim miejscu, niemal 17% studentów, którzy zarabiają poniżej 2 tysięcy złotych netto. Jedynie dwunastu na stu zarabia powyżej 3 tysięcy złotych. Właśnie dlatego połowa studentów mieszka z rodziną, a niespełna 30% wynajmuje pokój w mieszkaniu współdzielonym z innymi osobami. Pięciu na stu mieszka w akademiku, z resztą miejsc w domach studenckich starczyłoby dla ok. 7% z ogółu studentów w Polsce.

O własnym mieszkaniu zwykle student może jedynie pomarzyć. 77% nie planuje zakupu swoje własnego M. Na horyzoncie też widać czarne chmury, firma doradcza JLL przewiduje, że w ciągu najbliższych trzech lat ceny mieszkań w miastach będą rosnąć - średnia w Warszawie może przekroczyć 16 tysięcy złotych za metr kwadratowy! Do tego, co może być zaskakujące, ceny na rynku wtórnym rosną szybciej niż ceny mieszkań od dewelopera.


Na horyzoncie jest jednak nowość - program "Mieszkanie bez wkładu własnego", element rządowego Polskiego Ładu. Wczoraj Sejm przyjął ustawę.
Jeśli wielu młodych skorzysta z programu to dodatkowo napędzi popyt, co może spowodować dalszy wzrost cen mieszkań. Natomiast skutkiem ubocznym może być uderzenie w rynek najmu - mówi Jarosław Sadowski, główny analityk Expander Advisors

Kiedy zniknie konieczność wkładu własnego, to nagle się okaże, że młodzi nie będą musieli tak długo wynajmować mieszkania. Kilka lat wcześniej będą mogli kupić własne, bo nie będą musieli odkładać wkładu własnego. To przełoży się na to, że krócej będą najmowali. Ale być może popyt na najem mieszkań aż tak bardzo nie spadnie, ponieważ nie znamy jeszcze limitów cen mieszkań, które można będzie kupić w ramach programu. Jeśli limity będą za niskie to niewiele osób skorzysta. Poza tym z programu nie skorzystają single - wyjaśnia.

Z perspektywy studenta, szczególnie pierwszorocznego, zdecydowanie bardziej realne jest wynajmowanie pokoju. Gdy odliczy więc od zarobków pieniądze na najem, rachunki, a w przypadku studentów niestacjonarnych - również czesne, to okazuje się, że student ma niewiele. Częściej niż co dziesiąty w ogóle nie oszczędza, a niemal połowa odkłada miesięcznie do 250 złotych - z raportu "Portfel studenta".

A inflacja nie pyta - każdego konsumenta traktuje równo. Również żaka. Co gorsze - bije rekordy. We wrześniu ceny dóbr i usług konsumpcyjnych były średnio aż o 5,8 proc. wyższe niż we wrześniu rok temu - to najświeższe dane Głównego Urzędu Statystycznego. W sklepie trzeba więc wydać więcej.

„Nie chcę wracać na zdalną!”

Choć powrót do studenckiego życia na uczelni, a nie w domu, może być twardym lądowaniem, to uczniowie, nauczyciele, studenci i wykładowcy - w zdecydowanej większości chcą nauki w budynkach szkoły czy uczelni, w salach, przy książkach i rozmowach. Tak wynika z wszelkich badań (m.in. Instytut Badawczy NASK, Centrum Badawcze FLOW czy Centrum Badań Młodzieży z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie), takie zdania można też usłyszeć w rozmowach ze studentami czy uczniami, jak usłyszałem przed jednym z warszawskich liceów. Takie decyzje podjęło też gros uczelni. Zajęcia ruszają w większości w trybie hybrydowym - wykłady mogą być prowadzone online. Wiele wykładów i tak będzie odbywać się w salach, a pozostałe zajęcia odbędą się stacjonarnie. Również egzaminy wracają do normy. Przynajmniej taki jest plan.
Rektorzy podkreślają, że wszystko zależy od sytuacji epidemicznej. Również Ministerstwo Edukacji i Nauki zaznaczyło, że w skrajnym przypadku wciąż możliwy jest przymusowy powrót do nauki zdalnej.

Ewentualny kolejny lockdown i trudna sytuacja epidemiczna będzie również wpływać na ceny mieszkań i najmu. Może znów zatrzymać wzrosty, a nawet doprowadzić do spadków. Ale wtedy wielu studentów znów może wyjechać.