"Jesteśmy w szoku, że takie decyzje zostały podjęte, to dla nas katastrofa" – tak przedstawiciele samorządów Wisły i Szczyrku komentują decyzję rządu ws. kumulacji ferii. W słowach nie przebiera też prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej: "Decyzja skandaliczna i nielogiczna. Oznacza bankructwa w branży hotelarskiej” – mówi Agata Wojtowicz.

REKLAMA

Z rządowego planu dotyczącego walki z koronawirusem wynika, że hotele będą otwarte tylko dla osób podróżujących służbowo, medyków i sportowców do końca roku. Na dodatek premier Mateusz Morawiecki ogłosił, że w całym kraju ferie odbędą się w jednym terminie: Od 4 do 18 stycznia.

Podkreślił, że ferie, zwykle rozłożone na różne województwa w różnym czasie po to, by ruch turystyczny w gospodarce był większy, w 2021 roku muszą być skumulowane w jednym czasie, aby ten ruch był jak najmniejszy. (Po to), by nie zamawiać wyjazdów, nie wyjeżdżać, ani za granicę, bo może się okazać, że będzie potrzebna kwarantanna po powrocie, żeby siedzieć w domu, by przerwać łańcuch zakażeń, by ta mobilność była jak najmniejsza - powiedział. Wskazywał, że chodzi o to, by całe rodziny zostały wtedy w domach.

To dramatyczne wiadomości dla wszystkich miejscowości turystycznych. Szczyrk, Wisła czyli miejscowości żyjące z turystyki przygotowywały się do sezonu zimowego, narciarskiego, świątecznego. Jak powiedział RMF FM Tadeusz Papierzyński, z referatu promocji urzędu miasta w Wiśle, branże hotelarska i gastronomiczna z pokorą przyjęły obostrzenia wprowadzone w listopadzie, ale liczyły teraz na zmianę.

Wszyscy liczyliśmy, że w tym czasie świąteczno-noworocznym, a przede wszystkim przez 6 tygodni ferii takie miejscowości jak Wisła będą mogły wrócić do normalnego funkcjonowania. Nie wiem, jak branża to przyjmie, czekamy na jakieś szczegółowe rozporządzenia - zaznaczył.

To dla nas katastrofa - stwierdziła Sabina Bugaj, odpowiedzialna za promocję Szczyrku, w którym - jak podkreślała - niemal każdy żyje z turystyki. To jest niepoważne, mamy koszty, a sezon zimowy, narciarski, święta i ferie to kluczowy dla nas okres w roku - taki komentarz usłyszałam reporterka RMF FM Anna Kropaczek w jednej ze stacji narciarskich w Szczyrku.

"To jest jakaś paranoja"

Nastroje są minorowe również na Podhalu. Szok to jest mało powiedziane. To jest kompletnie nieprzemyślana decyzja. Niewyobrażalna jest kumulacja turystów w tym terminie. Nawet w najgorszych snach nikt sobie tego nie wyśnił, bo taka ilości ludzi jest nie do przyjęcia, tym bardziej z pilnowaniem reżimu sanitarnego - powiedziała prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej.

Zwróciła ona uwagę, że pochodzący z Zakopanego wiceminister rozwoju, pracy i technologii oraz Pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów do spraw promocji polskiej marki Andrzej Gut-Mostowy jeszcze dwa dni temu deklarował, że będzie rekomendował, aby ferie były rozłożone na dłuższy czas. Zaznaczyła, że byłoby to korzystne zarówno dla branży turystycznej, turystów i dało szanse na przestrzeganie reżimu sanitarnego. Branża hotelarska miała nadzieję, że terminy ferii będą rozłożone na poszczególne województwa.

Polacy są już bardzo zmęczeni tą sytuacją i chcą wypoczywać, planują urlopy na ferie i tu nagle taki cios. To jest jakaś paranoja, wszystkie rezerwacje na ferie dotyczyły terminu od 17 stycznia do końca lutego. Ludzie już wzięli urlopy, wykupują kursy w szkółkach narciarskich. Wydaje się, że ktoś zgubił się w tym wszystkim - podkreśliła prezes TIG.

Dodała, że "trudno mówić już o chaosie, to są bardzo nieprzemyślane decyzje".

Jak twierdzi Wojtowicz, kumulacja ferii będzie oznaczała szereg bankructw w branży turystycznej - nie tylko hotelarskiej, ale i narciarskiej czy gastronomicznej.

To jest dążenie nie tylko do kryzysu gospodarczego, ale i ogromnego kryzysu społecznego. Ja zawsze broniłam decyzji dotyczących reżimu sanitarnego. Tłumaczyłam, że musimy zacisnąć zęby, żeby potem przyjechali turyści, ale z tą decyzją trudno się zgodzić i znaleźć tu jakiekolwiek logiczne wyjaśnienie - zakończyła prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej.