Rosyjska tenisistka Witalija Djaczenko planowała udział w turnieju na Korsyce, a jej trasa z Kairu wiodła przez Warszawę. Polskie linie lotnicze LOT odmówiły jej odprawy ze względu na rosyjskie obywatelstwo, powołując się na obecne przepisy.

REKLAMA

"PLL LOT nie mogły zaakceptować na swoim rejsie obywatelki Federacji Rosyjskiej, działając zgodnie z rozporządzeniem Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 13 marca 2020 r. w sprawie czasowego zawieszenia lub ograniczenia ruchu granicznego na określonych przejściach granicznych (Dz.U. 2020 poz. 435 z późniejszymi zmianami). W zapisach rozporządzenia zostały wprowadzone ograniczenia na określonych przejściach granicznych, w tym lotniskowych, w stosunku do obywateli Federacji Rosyjskiej podróżujących spoza strefy Schengen" - głosi oficjalne stanowisko przesłane do redakcji sportowej PAP.

32-letnia Rosjanka w poniedziałek poskarżyła się w mediach społecznościowych, że nie może polecieć do Warszawy z Kairu, a następnie do Nicei. Zawodniczka miała przy sobie pisma polecające z WTA i ITF, a także list od ojca urodzonego na Ukrainie, pracownika ONZ.

Zawodniczka zajmująca 250. miejsce w rankingu WTA dodała, że nie ma możliwości szybkiego wyjazdu do Nicei ze względu na linie lotnicze, które nie przewożą Rosjan, więc będzie zmuszona opuścić turniej. Tenisistka spędziła 18 godzin na lotnisku w Kairze.

"Zostałam potraktowana jak osoba trzeciej kategorii, wydałam kilka tysięcy euro. Teraz nie mogę dostać się na turniej, ponieważ nie ma odpowiednich linii lotniczych, które przewożą Rosjan, ze względu na ograniczenia wizowe" - pożaliła się w mediach społecznościowych.

Djaczenko próbowała skorzystać z samolotu Lufthansy, ale tam również nie sprzedano jej biletu, tłumacząc to koniecznością wjazdu do strefy Schengen tylko przez Hiszpanię, która wydała jej wizę.