Bartosz Bućko od tego sezonu występuje w barwach tureckiego Hatay Büyükşehir Belediyesi. Miasto, w którym mieszkał od kilku miesięcy, doznało poważnych uszkodzeń podczas poniedziałkowego trzęsienia ziemi. Nasz siatkarz jest teraz w drodze do Ankary i najbliższe dni spędzi u grającego w lokalnym klubie Mateusza Miki. Bućko wspólnie z rodziną planuje wrócić do Polski. W Antiochii został klubowy kolega Bućki - Mateusz Walczak. Według Bućki jest bezpieczny, ale nie może wydostać się z miasta.

REKLAMA

Bartosz Bućko jest już w drodze do Ankary. Następnie chce wyrobić niezbędne dokumenty i wrócić do Warszawy:

Ostatnie dwie noce spędziliśmy już w bezpiecznej okolicy w mieście Mercin. Były tam odczuwalne skutki trzęsienia, ale budynki były całe. Nie było widać nawet zarysowań. Na miejscu wynajęliśmy hotel. Nie było jak się dostać do Ankary i postanowiliśmy wynająć taksówkę. Jesteśmy teraz w podróży. Na miejscu skorzystamy z gościny Mateusza Miki. Nasza sytuacja jest opanowana. Kupiliśmy rzeczy pierwszej potrzeby. Naprawdę jesteśmy w dobrej sytuacji - mówi siatkarz.

W Antiochii w prowincji Hatay pozostaje Krystian Walczak, który grał w tym samym klubie co Bućko. Według ostatnich informacji jest bezpieczny, ale z powodu braku prądu kontakt z nim jest utrudniony. Tak jego sytuację opisuje Bartosz Bućko:

Większość zawodników opuścił Hatay, ale na miejscu został Krystian Walczak. Rozmawiałem z nim 4-5 godzin temu. Cały czas jest w ośrodku sportowym. Konstrukcja stoi. Mają dach nad głową. Jeżeli można mówić o pozytywach, to ten dach nad głową jest jedynym pozytywem - zaznaczył.

Bućko przyznał, że od dwóch dni próbuje pomóc Walczakowi załatwić transport z prowincji Hatay, ale na razie wyjazd nie jest możliwy. Jeżeli ktoś może pomóc - nie wiem jak to - ta pomoc jest potrzebna. Jestem też w kontakcie z ambasadą. Na miejscu nie ma prądu - zaznaczył.

Siatkarz dodał, że trudno skontaktować się z Walczakiem. Być może uda mu się wsiąść do autobusu i wyjechać z miasta. W takich autobusach jest często prąd, więc być może wtedy będzie łatwiej o kontakt, ale jeśli Krystian będzie w autobusie, to już będzie duża poprawa jego sytuacji - podkreślił.

Bućko przyznaje, że miasto, w którym mieszkał jest całkowicie zniszczone. To, czego nie zawaliło pierwsze trzęsienie, zniszczyły wstrząsy wtórne. My mieliśmy dużo szczęścia. Moja żona zachowała dużo zimnej krwi. Udało nam się znaleźć drogę ucieczki - opowiada.